Moi rodzice...?
Hm...
Zacznijmy od tego, że to dzięki rodzicom kocham rocka. Zamiast kołysanek słuchałam Erica Claptona, ZZ Top, Gary Moore'a, Pink Floydów i tak mogłabym w nieskończoność wymieniać

Bon Jovi również na tej liście są, pamiętam nawet, jak byłam mała, siedziałam w kuchni i na Virgin 12,15 puścili "Fear", to Ociec powiedział, że Bon Jovi to jednak dają czadu. A obecnie...
Ociec jest bardzo zadowolony z tego, że słucham muzyki, którą we mnie niejako zaszczepił; to od niego "ukradłam" moje pierwsze płyty BJ

Czasem zdarza mu się rzucić jakąś kąsliwą uwagę typu: "O, rany, znowu to bondżowiaste coś...", ale prawdziwie i szczerze to nie lubi GGD. Obdarza ich urokliwym określeniem "widelcem po gołej d*pie"
Mateczka natomiast BJ uwielbia, szczególnie ich ckliwe balladki (ulubieniec - "Bed Of Roses"). Kiedyś sama słuchała BJ, więc mogę śmiało powiedzieć - mam to we krwi!
No i nie mogę zapomnieć o bracie, dzięki któremu dowiedziałam się, że taką fajną piosenkę, co ją w radiu grają, to śpiewa Bon Jovi.
