Wytłumaczcie mi proszę co jest takiego w tej Nikicie... albo tak generalnie co jest w serialach... Jakoś nie mogę tego pojąć... chyba jestem inna, czy jak?!
w moim odczuciu z DOBRYMI serialami sensacyjnymi (zaznaczam ze ogladam tylko takie bo te wszystkie s serii "z zycia wziete" mnie nie bawia) jest tak, ze jak jest naprawde dobry, to potrafi utrzymac napiecie przez kilka odcinkow, w ten spososb przewyzszajac film sensacyjny, w ktorym chodzi tylko o to kto kogo szybciej wysadzi... w serialu jest czas... mozna pokazac wiecej... tak jak bylo z Nikita... film Bessona byl naprawde dobry, ale nie pokazal tego, co pokazal wlasnie serial - tej calej przemiany, wewnetrznego oporu... nie bylo czasu na zaskoczki... oczywiscie serial byl momentami przekombinowny, ale jednak duzo wieksze wrazenie zrobila na mnie ostatnia scena 4 epizodu, niz wiekszosc filmu Luca... i niech mi teraz ktos powie, ze w sreialach pracuja kiepscy aktorzy/rezyserowie...
natomiast ER ogladalam dla dr Rossa

i czasami dla Cartera... zalezy czy mial brode, czy nie
