Dzisiaj jest juz 24 pazdziernika w prawdzie, ale to co wydarzylo sie 23 pazdziernika roku panskiego 2004. o godzinie 21.00 chyba do konca zycia bedzie najwazniejszym i najpiekniejszym wydarzeniem, jakie mi sie przytrafilo.
W piatek 22go pazdziernika musialam wstac bardzo wczesnie, bo uprzedniej nocki balowalam i znajomkowie u mnie byli i siedzieli cala noc, wiec trzeba bylo wstac rano i sie umyc i przygotowac. Potem trzeba bylo poleciec na Pulaskiego po wreszcie idealna flage Eire... na tyle idealna, ze az samemu Hughes'owi sie podobala

Nastepnie trzeba bylo wymienic kase na euro, kupic bilet i pojechac do domu szybko cos wszamac, dopakowac sie i spadac na dworzec. 13.47 startowal pospieszny do Poznania. Bylam tam 16.10 mniej wiecej. Odebral mnie kolega Marus i Angel ze Swistakiem. Pojechalismy zostawic rzeczy do Marusia i na obiad i zakupy do M1. Oczywiscie polskich flag w tym lipnym Poznaniu nie bylo, ale to nie popsulo nam humorow - w koncu nastepnego dnia mial byc jeden z najwazniejszych dni naszego zycia... Wrocilismy do Marusia, zjedlismy kolacje, popilismy ja Guinnessem prosto from Eire i wznieslismy kilka toastow tak dla jaj... kto mogl sie spodziewac, ze moga sie spelnic w najmniej spodziewany sposob... Pozniej obejrzelismy Lansdowne Road, wczuwajac sie jak nie wiem, przezywajac kazda sekunde koncertu... Kazdy gest, spojrzenie... Kazdy dzwiek... Rano odebralismy z dworca Jackiego, Corrsarza i Aneczke i pojechalismy do Berlina... wyjechalismy o 8, a bylismy tam przed 13, kilka razy stawajac po drodze, zatrzymujac sie na obiad-frytki w McDonald'sie i na male zwiedzanie Berlina - mamy zdjecia pod murem, pod Brama Brandenburska i w ogole... Pod Hala bylismy przed 15... Marusiowi cos sie poprzestawialo, ze beda nas wpuszczac od 16... okazalo sie, ze wpuszczali bodajze od 18.30 albo nawet od 19 - nie pamietam dokladnie. Ale nie bylo tych ludzi wtedy jeszcze az tak duzo... Weszlismy i od razu pobieglismy do sklepu - wydalam 60 euro w ciagu 5 minut i czulam sie z tym cudownie. Bo mam zarabisty plakat dwustronny, smycz, koszulke z Aniolka i program, ktory potem stal sie dla mnie milion razy wazniejszy... Poszlismy na hale i zobaczylismy, ze jest tam naprawde malo osob... Mnichu stwierdzil, ze trzeba zbajerowac pania, a noz sie uda - co nam szkodzi - moze dostaniemy sie pod scene... On bajerowal a ja ja zapytalam wprost - czy z moim biletem moge isc pod scene, czy musze do siebie... Ona mi odpowiedziala, ze moge isc gdzie chce... Poszlismy wiec pod scene - Aneczka wyladowala w 2 rzedzie, my chwilowo w 3-4, ale pozniej to wiele razy sie zmienialo... pierwszy powod byl taki, ze nagle na plycie Monika z Mnichem zauwazyli KIETH'a DUFFY'ego

i John'a Hughesa... No to polecielismy zrobic fotki z Kiethem, potem pogadalismy z nim i z Johnem - przede wszystkim o Caro i jej malej coreczce, o tym, czemu tak dawno nie byli w Polsce i w ogole... Hughesowi bardzo sie spodobala moja flaga irlandzka... Opowiedzialam mu historie z flaga wloch - mial niezly ubaw. Zrobilam sobie fotke z nim i z Markiem i poszlam pod scene... Nagle przybiega Monia. Okazalo sie, ze jacys Wegrzy dluzej gadali z nimi jeszcze i ze on im zalatwil wejsciowki za scene - im i naszej trojce - WIELKIEJ TROJCY POLSKICH CORRSFANOW

Sluchalam jak Mnichu opowiadal jak to sie stalo i nie moglam uwierzyc i nagle przychodzi Hughes... Daje Moni podpisana okladkie plyty i mowi, czy wiemy o tym, ze bedziemy mogli wejsc za kulisy... myslalam, ze padne.. zapytalam go czy mi podpisza flage, to mi powiedzial, ze teraz jej nie wezmie, ale pozniej jak wejdziemy, to podpisza mi wszystko co bede chciala... Razem z zarabistymi Wegrami czekalismy normalnie jak na szpilkach... Ogladalismy Myslovitz i probowalismy sie odstresowac, ale chyba nic nam z tego nei wyszlo - przynajmniej mnie. Wegrzy tez byli zestresowani, ale podobal im sie nasz polski zespol.. w ogole wszystkim sie podobal... Wreszcie nadejszla wiekopomna chwila... Stanelismy tam gdzie mielismy stanac i wreszcie wyszedl ten ochroniarz, ktory mial wyjsc, ale okazalo sie, ze ma wejsciowki tylko dla Wegrow... to ja mu zaczelam juz taka zdesperowana mowic, ze przeciez sam John Hughes nam obiecal i w ogole... nie dawalismy za wygrana, wiec on rozdal Wegrom te wejsciowki i powiedzial, zebysmy chwile poczekali... za chwile przyszedl z 3 dla nas... myslalam, ze umre na zawal jak mi je dawal... Nakleilismy je na siebie i czekalismy moze jakies 10 minut... a to bylo z jednej strony jak wieki, a z drugiej strony strasznie szybko... Nagle wyszli chyba jacys inni fani z juz podpisanymi rzeczami, a potem wyszedl po nas gosc, wpuscil nas do oswietlonego korytarza i zaczal cos gadac po niemiecku... Ja go nie sluchalam, bo juz widzialam za drzwiami Sharon, obok niej Jima... A za chwile pojawila sie Andrea... Spojrzala w nasz (moja) strone i sie usmiechnela, a ja stala z mina idioty i gapilam sie tam... Pewnie miala z nas niezly ubaw... Miala na sobie zarabista spodnice w szkocka krate... pokaze wam potem zdjecia... musze mame poprosic, by mi taka uszyla...
Potem facet powiedzial po angielsku, ze niestety juz sa troszke spoznieni i ze przez to mamy tylko wejsc, przywitac sie, wziac podpisy i ladnie sie pozegnac... Zadnego przetrzymywania... Troche szkoda mi sie zrobilo, bo mialam ulozona w glowie mowe i w ogole piekna prosbe o Whistle'a... ale jak weszlismy juz do srodka, to okazalo sie, ze nawet jakbym mogla, to nic bym nie powiedziala... Po prostu mialam pustke w glowie, jezyk jak kolek, a moj mozg uparcie twierdzil, ze nie zna czegos takiego jak angielski... Moglam tylko tam stac i patrzec sie na Andree, na Sharon, na Jima, na Johna... na Andree... MATKO JAKIE ONE SA MALUTKIE!!! Andrea to mi moze do ramienia siegala, Sharon troche lepiej, ale one do tego sa takie chudziutkie i filigranowe (nie liczac brzuszkow piwnych

), ze massakra... To jest niesamowite, ze oni tak przed kazdym koncertem maja meet and greet... I jestem pewna, ze wiekszosc fanow zachowywala sie tak jak my - niemrawo, wpatrzeni w nich jak w obrazki, przejeci, zahukani... Ale oni tylko usmiechali sie do nas, zagadywali i probowali zrobic tak, bysmy poczuli sie jak najbardziej na luzie... Oczywiscie Mnichu mial jak zwykle dystans i luz... Od razu jak Andy od niego zaczela wyciagnal reke i mowi, ze ma na imie Szymon... Andrea uscisnela mu dlon i tak troche zaskoczona zapytala, czy chce, by mu cos podpisala... Na co Mnichu z rozbrajajacym usmiechem odpowiedzial, ze ma tego nawet troche duzo (trzeba bylo wziac autografy dla tych, ktorzy nie mogli wejsc). Andrea jak to zobaczyla, to powiedziala Jimowi, by zaczal od drugiej strony, bo jej troche zejdzie. Ja stalam zaraz obok Moni i probowalam rozlozyc program na zdejcie, na ktorym chcialam miec grafy i jeszcze jakos tak ta flage rozlozyc... Wtedy podskoczyl do mnie Hughes i wzial ode mnie ta flage, polozyl ja na kanapie i powiedzial, ze na koniec sam dopilnuje, by ja podpisali... Podziekowalam mu i wtedy stanela przede mna Andy... Ona jest taka mala, piekna i cudowna, ze znowu mnie zatkalo i znowu nie wiedzialam, co powiedziec... Na szczescie ona wiedziala... odpisala mi sie zajebiscie w Programie - napisala LOVE ANDREA - i cudownie sie do mnie usmiechnela. Bardzo chcialam jej cos powiedziec, ze jest swietna, super, kochana... ze po prostu sama nie wiem co... ale z tego calego zdenerwowania zdolalam wykrztusic tylko "You're just great... for me..." i to jeszcze jakos tak malo skladnie. A ona wtedy spojrzala tak na mnie... Ta twarz mam caly czas przed oczami... Spojrzala tak, jakby bardzo sie wzruszyla, jakby wiedziala to wszystko, co ja chcialam przez to powiedziec. Usmiechnela sie slicznie, wyciagnela do mnie dlon, zeby mi ja usciskac i powiedziala Thank You. Chcialam jej powiedziec, ze to ja dziekuje jej, ale znowu zupelnie nie wiedzialam, co sie ze mna dzieje, a ona musiala isc dalej rozdawac grafy. Zanim zdarzylam ochlonac, pojawila sie przede mna Shaz... Slicznie wygladala, miala zarabista sukienke i w ogole byla bardzo mila. Przywitala sie, usmiechnela, uscisnela mi dlon (troszke lzej niz Andy - tamta to mi tak skubana uscisnela reke, ze masssakra... moze bala sie ze zemdleje <hmm>) i podpisala sie na programie

Potem, dgy podpisywala sie na kartkach dla reszty, Mnichu zrobil jej zdjecie... Wtedy podszedl do mnie Jim i tez mi sie podpisal w programie i opowiedzial o tym, jak robili te zdjecia

Ale mial zarabista koszule... i w ogole swietnie wygladal... wszyscy wygladali swietnie, mieli swietne makijaze, ciuchy i w ogole... Andrea podpisywala Wegrom kartki, a Hughes zawolal Shaz do kanapy, by mi sie podpisala na fladze... Myslalam, ze umre... masssakra... podskoczylam tam i poprosilam ja, zeby napisala ze to dla Iwony

Musialam jej przeliterowac swoje imie

Ale napisala poprawnie... Pozniej podeszla tez Andrea sie podpisac na mojej fladze - zrobilam jej zdjecie

w ogole caly czas jej cykalam zdjecia jak jakis pojeb... a potem podpisal mi sie jeszcze Jim na fladze... bylam w takiej euforii, ze zabijcie mnie, ale nie pamietam, kto mi ja podal, komu podziekowalam i jak to sie stalo, ze stamtad wyszlismy... Pamietam tylko, ze jak wyszlismy, to zaczelysmy z Monia skakac i drzec sie jak glupie... ale juz zara zmial sie zaczac koncert, wiec zaczelysmy sie przepychac... zatknelam flage za pasek i dopchalysmy sie za Marka i Corrsarza - cos kolo 10 rzedu tak mysle

Widzielismy wszystko swietnie... A gdy zgasly swietla i polecialo intro z Baby be Brave to normalnie kolana sie pode mna ugiely... Pozniej bylo jak na filmie w przyspieszeniu - sylwetki na scenie, ogluszajace brawa, swiatla i HUMDRUM!!!!!!!!!! Zaczelo sie super... Pozniej polecialy jeszcze Only When I Sleep, Dreams, What Can I Do, Forgiven Not Forgotten, Runaway, No Frontiers, Borrowed Heaven, Lunasa, Joy Of Life, Long Night, Queen Of Hollywood, Angel, Old Town, Summer Sunshine, So Young i I Never Loved You Anyway... na pierwszy bis - Goodbye, a na drugi - Breathless i Toss The Feathers... Kazda piosenka byla zagrana perfekcyjnie, nie bylo ani jednego slabego momentu. Wszystko bylo dopracowane na 100% Andrea dwoila sie i troila, latala po scenie, tanczyla, wirowala, spiewala, kusila, necila, draznila sie z nami, zachecala do wspolnej zabawy i spiewania. Gadala cos po niemiecku, ale nic z tego nie rozumialam - procz tego, ze pewnie chodzilo jej o to, ze kiedys sie uczyla niemieckiego, ale teraz juz nie pamieta no i dziekuje pieknie tez rozumialam

Opowiedziala nam o pieknej coreczce Caro - ze obie czuja sie dobrze i ze wszystko jest okej

Zachecala nas do spiewania ze soba Runaway... Odstawila ta niesamowita wersje So Young ze szkola spiewania

a w ogole to przegiecie bylo jak zapowiadajac Borrowed Heaven i po raz n-ty mowiac o co chodzi w tej piosence, zaczela sie histerycznie smiac... Jim tak z niej polewal, ze massakra... I gral na takim ogromnym bebnie

SUPER!!! A potem na I Never Loved You Anyway to dopiero bylo - tak to odstawili, ze masssakra... pozegnanie grupy, kazdy sie popisuje, jak swietnie gra

Sharon na skrzypeczkach wymiatala ze hoho!!! a Andrea na whiste'u

Ale nikomu ich nie dala - nawet dziewczynie z pierwszego rzedu, ktora ja podobno o nie prosila... Powstrzymywala sie wyraznie, bo miala czasami ochote nimi rzucic w ludzi, ale juz tego nie robi... szkoda... przez jedna glupia babe... moze by do mnie dolecial... Anyway pozegnali sie z INLYA, ale oczywiscie musieli wejsc jeszcze na bisa... na pierwszego poszlo Good-bye z ta niesamowita koncowka... Co chwila wychodzila jedna osoba i tak stopniowo znikal jakis dzwiek w piosence, az w koncu zostal sam Jim na pianinku... A potem byl kolejny bis... Andrea zaczela sapac do mikrofonu i bylo wiadome, ze to bedzie Breathless... ta piosenka rzeczywiscie swietnie sie nadaje na koncert i dokladnie na taki numer pod sam koniec... a po Breathless przyszla kolej oczywiscie na Tossa... Jim na wielkim bebnie pojedynkujacy sie z Jasonem, Sharon na sprzypkach (po Joy Of Life pokazywala nam, jak ja juz bola palce - teraz pewnie ja bolaly ze 100 razy bardziej) no i Andy... Ktora w czasie pojedynku na bebny, stala z boku sceny i trzepala glowa jak na koncercie metalowym, a pozniej przez to spoznila sie na swoja partie whistle'a

Miala tez kilka cudownych wpadek - zwlaszcza ze spodnica, ktora podnosila sie dosc wysoko w czasie krecenia sie (Shaz miala podobnie ze swoja krociutka, ktora w czasie NF musiala przytrzymywac reka

), ale to dzieki temu ona jest taka kochana... No i pomachala mi jeszcze do tego wszystkiego

W czasie chyba Dreams zaczelam do niej machac (a co!) i odmachala mi tak lekko reka

Kochana jest

Jim tez raz mi odmachal glowa (bo trzymal gitare) - na samym poczatku So Young

Shaz byla niestety po drugiej stronie sceny....... Szkoda tylko, ze nie dorwalam sie do whisle'i ani do kostek, ktore Jim potem rzucal... Ale i tak bylam w siodmym niebie... i chyba nadal jestem - I'm in heaven right now and i don't wanna come down... a to byl dopiero moj pierwszy koncert... chyba nastepnego nie wytrzymam nerwowo... Chociaz pewnie na nastepnym juz to sie nie zdarzy... Ale zawsze bede miala Berlin, zdjecia, autografy i twarz Andy podajacej mi reke, twarz, ktora widze za kazdym razem jak zamykam oczy teraz... Nie zamienilabym tego na nic... Nawet na piatke z algebry...Ktorej wlasnie spadam sie uczyc...
I find that I can't breath and I can't sleep when they're not around. Everyday is bloomy-gray when they're not it town...
a teraz kilka fotek zrobionych przez ANIE I MONIKE (moje beda w srode albo pozniej, ale juz nie cyfrowe niestety....)
zdjecie od Ani jest na
http://www.photos.blog.pl
nie ma to jak byc fuxiarzem
