Stick to your guns

Strona główna FAN CENTER Twórczość Fanów

Stick to your guns

Postprzez Arha on 27 Gru 2002 06:15

Długo się zastanawiałam czy to tutaj umieścić... no ale ponieważ mam dziś dziwny humor do którewgo to badziewie pasuje jak ulał, oto moje kolejne spartaczone, tym razem jednoczęściowe (tiaaa, słyszę to "ufff") dzieło.

Duzo się zmieniło odkąd ostatnim razem tu była. Stacja i sklep jakby się rozrosły, wydawały się ładniejsze, widać było że ktoś postanowił zadbać o interes. Przede wszystkim jednak zmieniła się sama Margo. Zsiadając z motora myślała o tym, co wydarzyło się tu 7 lat temu.
Jedno się nie zmieniło. było gorąco jak diabli...
Weszła do sklepu i z nostalgią popatrzyła na lodówkę. Następnie omiotła spojrzeniem całe wnętrze i skierowała się do małego baru. Usiadła na krześle i zamówiła... a jakże by inaczej, Colę.
-Coś jeszcze?? - zapytał młody sprzedawca
-Nic więcej mi nie potrzeba - uśmiechnęła się
Odwzajemnił uśmiech i poszedł coś tam poprzestawiać. Szybko straciła nim zainteresowanie, on jednak co jakiś czas patrzył na nią spode łba. Zauważyła to. Uśmiechnęła się kwaśno. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
-Przepraszam, czekasz... to znaczy czeka pani na kogoś??
-Taaak - powiedziała przeciągle patrząc na niego znad przyciemnianych szkieł
-A... długo to potrwa??
-A co, odstraszam klientów??
-Nie, tego nie powiedziałem...
-Ale miałeś to na myśli. Można się przyzwyczaić. A więc czekam na kogoś z kim umówiłam się tutaj 7 lat temu, a kto z pewnością nie przybędzie na spotkanie. Ale wywiązuję się z umowy i siedzę tutaj znosząc niegrzecznego sprzedawcę. Jeszcze jakieś pytania??
-N..nie, żadne - patrzył na nią wstrząśniety, nie wiedzieć czy dziwną umową zawartą dawno temu czy tym, że jak na osobę w skórzanej kurtce na Harleyu ułozyla zadziwiająco długie zdanie. Uśmiechjnęła się jeszcze kwaśniej. Jakoś nie chciało jej się tłumaczyć każdemu napotkanemu facetowi, że jest tak na prawdę szanowaną panią adwokat która ma specyficznu sposób spędzania wolnego czasu...
-Siadaj. Nudzi mi się czekanie, a oprócz ciebie nie ma tu do kogo ust otworzyć.
Posłusznie usiadł. Po chwili milczenia zadał wreszcie dręczące go pytanie
-Co tu się stało 7 lat temu? Z kim się pani umówiła??
-Czy pracuje tutaj nadal... taki staru facet z wyłupiastymi oczami i... takim śmiesznym znamieniem na policzku? - zapytała cicho. Zmieszał się.
-Nie, przeszedł na emeryturę jakiś czas temu
Skinęła głową.
-To był mój ojciec - mruknął speszony
-Zauważyłam. Też masz dziwne oczy.Ale chyba pytałeś o to co się sytało 7 lat temu... A więc byłam wtedy piękna i młoda, świat wydawał sięprosty, no wiesz, czerń i biel, zero odcieni szarości... I uciekłam z domu. Jeździłam sobie po kraju, najczęściej stopem, forsa topniała jak śnieg w lipcu... aż w końcu trafułam tu...

Upał stawał się nie do zniesienia. Zapłaciłam facetowi za batonika i wyszłam na zewnątrz. Znajdowałam się na jakiejś zapyziałej stacji benzynowej, pieniędzy było coraz mniej... uroki ucieczek z domu. Ale byłam wolna i swobodna, jeździłam autostopem po Stanach i mialam wszystko gdzieś. No prawie wszystko. Ale stosując złotą metodę Scarlett O’Hara (pomyślę o tym jutro) postanowiłam się nie martwic dobrami doczesnymi (względnie ich brakiem) i zajęłam się konsumpcją batonika, który już zdążył się rozpuścić. Trudno się mówi.
- 99 in the shade - mruknęłam cicho, obserwując nowych klientów. Rodzinka, trzy osoby: mamusia, synek, tatuś. Sprawiali sympatyczne wrażenie, aczkolwiek wątpiłam czy zechcą mnie gdziekolwiek podwieść. Eh, te idealne rodzinki... chociaż ta wcale nie sprawiała wrażenia idealnej. Raczej bardzo zmęczonej. I rozdrażnionej. Nic dziwnego, chyba by mnie szlag trafił gdybym musiała spędzić kilka godzin w nagrzanym aucie. Po chwili namysłu postanowiłam nadwątlić mój budżet i nabyć jeszcze jedną butelkę coli. Weszłam do sklepu jednocześnie z synkiem, którego przed chwilą obserwowałam. Nasze spojrzenia padły w to samo miejsce: w lodówce została tylko jedna cola. Damn! Człowiek ucieka z domu, przejeżdża połowę kraju i co?? Musi się jeszcze o zasłużoną colę bić!!
Chłopak też zorientował się w czym problem. Chyba też nie był zachwycony.
- No to które z nas ugasi pragnienie? - zapytałam, jakoś nie licząc na to, że spotkałam dżentelmena
- Mam pomysła, żeby było sprawiedliwie, kupimy to i wypijemy na spółkę
- Ok.- powiedziałam zaskoczona. A więc mili faceci nie wymarli do końca, ostał się jeden okaz
Usiedliśmy i zaczęliśmy na zmianę pić colę, której temperatura nie wskazywała na długi pobyt w lodówce.
- Rodzice puścili cię samą na wakacje? - zapytał po chwili
- Nie mieli wyjścia - uśmiechnęłam się
- Fajnie masz. Mnie by tak nigdy nie pozwolili. Właściwie to mają pretensje że nie siedzę teraz na obozie językowym... - przyjrzałam mu się uważnie. No tak, można go było posądzić o inteligencję. Właściwie sprawiał bardzo sympatyczne wrażenie, do momentu kiedy nie skojarzył mi się z moim kochanym braciszkiem - ideałem. Maj Gad, czy on też skończy jako jakiś cholerny karierowicz?? To było bardziej niż bardzo prawdopodobne. Ja z kolei nigdy nie należałam do osób z którymi wiąże się jakieś specjalne nadzieje względem sukcesów zawodowych... właściwie byłam tzw czarną owcą w rodzince idealnej. It’s a heavy heavy load, I know.
- Nie myśl tyle bo myśliwym zostaniesz - wyrwał mnie z zadumy głos chłopaka
- Już przestaję
- Uff, ulżyło mi, jeszcze byś się pochorowała albo coś w tym stylu..
- Spoko, mój mózg zdążył już przywyknąć. Sometimes you’re all alone and all you do is think
- Taaa, a sometimes siedzisz z rodzinką i wysłuchujesz na jakiego dobrego maklera się zapowiadasz i inne takie brednie.
- Kto wie, może mają rację, a ty staniesz się kiedyś sławny i populerny - Jezz ja to powiedziałam?! Chłopie chrzanić ekonimię, po co marnować sobie życie realizując marzenia swoich rodziców i martwiąc się sprawami, które zupełnie cię nie interesują?
- Albo zostanę jakimś jednym z wielu bezrobotnych, i zawiodę całą familię?
- Bierz przykład ze mnie. Zawiodłam pokładane we mnie nadzieje, zwiałam z domu, kończy mi się kasa, ale jakoś się nie przejmuję...
- Łatwo ci mówić...
- Mattt - usłyszeliśmy wołanie matki chłopaka
- Zwiałaś z domu??
- Oui - przytaknęłam - i mam pomysł. Jeśli za 7 lat nie będziesz maklerem karierowiczem, ale będziesz robił to co naprawdę kochasz, to spotkamy się tu, na tej stacji. Jeśli jednak nie zawiedziesz pokładanych w tobie nadziei to nie pokazuj mi się na oczy
- Dokładnie za 7 lat? Tutaj?
- Chyba zawiedziesz nadzieje. Nie zadawaj głupich pytań tylko biegnij do auta, bo twoja mama zaraz palpitacji serca dostanie
- No to c ya za 7 lat. - uśmiechnął się wychodząc
- C ya - odparłam
Patrzyłam jak odjeżdżał. I w głębi ducha czułam, że nie spotkam go ani za 7 lat ani nigdy. Bo Matt nie zawiedzie nadziei. Pójdzie na Harvard czy inne dziadostwo, skończy z wyróżnieniem, znajdzie świetną pracę i ładną milutką żonę. Będzie się obżerał kawiorem. Zapomni o autostopowiczce poznanej w jakiejś Pipidówie i o wszystkich innych ludziach, których nie stać na wczasy na Bora Bora. Bo przecież wszyscy tak robią. Tak trzeba. Life is brutal. Dopiłam do końca colę myśląc o tym co ja właściwie będę robiła za 7 lat. Hmmm, rzeczywiście myslenie boli. CZy do czegoś dojdę? Spełnię swoje marzenia? Będę szczęśliwa? Czy w ogóle będę? No to ostatnie zależy tylko od interpretacji. Żyć pewnie będę (o ile nie wsiądę do samochodu z seryjnym mordercą... brrr), ale czy to będzie prawdziwe życie czy egzystencja w szarym tłumie? I guess I’d rather die than fade away.
- Będziesz coś jeszcze kupować? - dobiegł mnie nagle glos sprzedawcy
- Nie - odparłam zgodnie z prawdą
- No to wynocha z mojego sklepu, bo mi klientów odstraszasz
Powstrzymując się od komentarza, że jakoś żadnych klientów w okolicy nie widzę wyszłam ze sklepiku i poszłam przed siebie. Przez chwilę żałowałam, że nie palę, mogłabym rzucić za siebie zapaloną zapałkę i cała stacja poszłaby do stu diabłów, ale stwierdziłam że w piekle mają chyba wystarczająco dużo problemów.

-I tak oto minęło 7 lat, a Matta nie widać.
Chłopak popatrzył czujnie na parking jakby spodziewał się zobaczyć drogiego Mercedesa z Mattem za kierownicą. Stał tam jednak tylko motor Margo.
-Jeszcze trochę coli? - spytał - na koszt firmy.
-dzięki, chętnie. Wypiję i spadam w dalszą drogę.
-Ależ czemu?? proszę posiedzieć jeszcze. Matt raczej nie będzie zachwycony jeśli przyjedzie a pani nie bedzie...
Margo spojrzała na niego z kwaśnym uśmiechem.
-Nie przyjedzie, założę się o...
-Nie skończyła. W tym bowiem momencie dzwonek u drzwi zaterkotał i ktoś powoli wszedł do środka.

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 28 Gru 2002 05:19

No dobra miało to cholerstwo być jednoczęściowe... ale skoro tak się podobało...

Margo i sprzedawca odwrócili się jednocześnie do drzwi. Nadzieja zgasła na ich twarzach. Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że Matt zawiedzie pokładane w nim nadzieje, ale żeby aż tak... mieli oto bowiem przed soba najbardziej przepoconego, śmierdzącego piwem grubasa w całym stanie. Facet kupił piwo i wyszedł. Ciszę mącił tylko mały zamocowany nad ich głowani klimatyzator, buczący jednostajnie.
-Mówiłam że nie przyjedzie. Czułam to w kościach.
Sprzedawca tylko wesychnął
-Nie mależy się poddawać. Mozę jednak przyjedzie...
-W cuda nie wierzę. Zdażają się w bajkach i filmach ale nie w życiu. A nawet jeśli są możliwe w życiu to ja wyczerpałam mój przydział - zauważyła pytające spojrzenie chłopaka i uśmiechnęła się, nie wiadomo czy z dumy, że znalazła sobie wiernego słuchacza czy do wspomnień.
-Jak to się stało?? Kiedy?
-Niedługo po tym jak twój szanowny rodziciel wyrzucił mnie stąd...

Zaczęło się chwilę po opuszczeniu tamtej stacji. Złapałam stopa – z początku nie zauważylam że to chyba nie był najlepszy pomysł w moim życiu, dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że kierowca jest najnormalniej w świecie naćpany. Niewesoło. Miało to swoje zalety, np. fgacet na pewno się nie zorientuje, że moje zdjęcie jest w gazecie (tak tak rodzinka się postarała, szuka mnie cała Ameryka... albo i nie, bo nagrody za moją głowę raczej nie wyznaczono. Moja miłość własna została urażona, ale i tak jestem wanted dead or alive).
- Jestem Axl – powiedział nagle facet
- Miło mi Axel... – no sorry, ale tak bełkotał, że mogłam się pomylić
- Axl, qrwa, nie Axel – wydarł się nagle. Wrzeszczenie tak go zaabsorbowało, że nie zwrócił uwagi, że jedziemy nie tym pasem... W oststniej chwili zorientował się, że zaraz zostaniemy rozjechani przez ciężarówkę i no cóż, jeszcze żyję... z naciskiem na słowo „jeszcze”.
Po przejechaniu jeszcze kilku kilometrów intencje Axla stały się bardzo łatwe do odczytania. Zwłaszcza kiedy zaczął majstrować przy moim staniku. Ulubionym staniku. W napadzie wściekłej furii (albo skrajnego przerażenia) zaczęłam mu się wyrywać, co mi jakoś tak średnio wychodziło. W końcu ugryzłam go w to co było najbliżej. Man, takiego wrzasku dawno nie słyszałam. No i zaczęłam uciekać drąc się jak opętana (czyt. Jak Axl, tylko z innego powodu). Uciekałam oczywiście po drodze. I wszystko byłoby milo, gdyby nie to, że zaślepiona pędem/strachem nie zauważyłam Harleya, który jechał prosto na mnie. Na szczęście kierowca okazał się bardziej przytomny ode mnie i zahamował w przysłowiowej ostatniej chwili.
-Patrz jak biegniesz! – krzyknął. Tiaaa, nie dość, że byłam napastowana seksualnie o ćpuna o dziwnym imieniu, uciekając mu omal pod motocykl nie wpadłam to jeszcze ktoś mi zarzuca nieuwagę. Poczułam się lekko wytrącona z równowagi. Ale trwało to tylko chwilę bo usłyszałam znajomy wściekły wrzask. Axl się nie poddawał. Panie Boże, jeśli to przeżyję to będę grzeczna, wspomogę jekieś zakonnice, czy biedne dzieci w Tadżykistanie (gdzie jest Tadżykistan), cokolwiek. Odpowiedzią na moje modlitwy okazał się motocyklista. Na widok Axla biegnącego w naszą... e to znaczy w moją stronę w dodatku z rozpiętym rozporkiem zrozumiał co się dzieje i rzuciwszy coś w stylu „wsiadaj” wskazał na siodełko za sobą. Zrozumiałam żaluzję i wsiadłam. Ruszyliśmy z piskiem hamulców... jak na jakimś filmie. Tylko że główne bohaterki w tego rodzaju filmach mają zazwyczaj długie blond włosy, a nie rude niewiadomoco. No ale przynajmniej mój wybawca był blondynem. Zarypiście przystojnym tak na marginesie. A więc teraz jadę sobie Harleyem kij wi dokąd i nie dość, że mój pęcherz daje dobitnie znać o sobie (a podobno do 6 l wytrzymuje), to jeszcze nachodzą mnie podejrzenia co do mojego wybawcy. A jak to kolejny psychol? Hehe, przynajmniej przystojny ;]. No ale nie ulegajmy powszechnej modzie że uroda jest najważniejsza. Chyba zacznę się napawać jazdą, w końcu i tak mi niewiele życia zostało.

- I co się stało??
-Nalej jeszcze trochę coli. To długa opowieść...

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 06 Sty 2003 03:05

Chłopak posłusznie nalał coli do plastikowego kubka. Bawiła się zapalniczką nie kwapiąc się z kontynuowaniem opowieści. Ciszę rozdarła dziwna melodyjka, dochodząca z telefonu Margo. Wyjęła go z kieszeni kurtki i przyłozyła do ucha.
-przepraszam - szepnęła do sprzedawcy - to potrwa tylko chwilę.
Skinął głową ze zrozumieniem. Margo wyszła na pole i zauważył tylko, ze bardzo poirytoewana mówi coś do telefonu. Ciekawe kto to?
Nie dane mu było się dowiedzieć, bowiem dziewczyna włozyła telefon spowrotem do kieszeni i weszła do sklepiku.
-Cholera jasna, nienawidzę telefonów komórkowych - syknęła- i idiotów. Idiotek tym bardziej.
Chwilę jeszcze postukała paznokciami w blat zanim wróciła do przerwanej opowieści.

Jeszcze żyję. Jeśli w życiu piękne są tylko chwile to ta chwila jest... co najmniej bardzo przyjemna. Nie, nie poszłam do łóżka z moim wybawcą. A z resztą wystarczającym powodem do radości jest fakt, że w ogóle śpię na łóżku.
Jechaliśmy jeszcze dłuższą chwilę, zaczęło się ściemniać. Nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa (a z resztą ciężko rozmawiać przy prędkości 120 km/h). W końcu wjechaliśmy do jakiegoś zaspanego miasteczka. Przed oczami mrugnęła mi tabliczka, dziura nazywała się Santa Fe. Po kilku godzinach jazdy wreszcie się zatrzymaliśmy. Stanęłam twarzą w twarz z moim wybawcą.
-Dzięki za to tam na drodze... pomijając fakt, że omal mnie nie rozjechałeś uratowałeś mi życie...
-Nie ma za co, i tak nie miałem innych planów.
-Jestem Margo
-Kevin. Miło mi
-Mi też...
-A teraz powinienem cię na policję zaprowadzić...
-Za co??
-Czy ja wyglądam na analfabetę? Jesteś poszukiwana.
Tego było za wiele.
-Na dobry początek zaprowadź mnie do w miarę czystego kibla. Później pogadamy o policji.
Nie protestował. Weszliśmy do jakiegoś hoteliku, gdzie zostaliśmy bardzo miło powitani przez Hugha – recepcjonistę. Panowie zaczęli ze sobą gadać, a ja wreszcie zobaczyłam toaletę...
Kiedy wyszłam koło recepcji stała już grupa facetów, wszyscy wyglądali na dobrych znajomych. Poczułam się nagle opuszczona przez wszystkich. Czyli przez Martina, który ubzdurał sobie, że się w nim kocham, Anę – wredną plotkarę z którą los mnie posadził w jednej ławce i mojego kota Doca...
-A oto jest Margo – usłyszałam głos Kevina. O cholera, chyba oni wszyscy czytają gazety. To wynikało z ich spojrzeń.
-Ta zaginiona? – zapytał jeden z nich, niski o ciemnych włosach.
-Na to wygląda... To co z nią robimy??
Jeśli jest coś czego nie lubię, to jest to traktowanie mnie jak powietrze. Tym bardziej kiedy piątka obcych facetów usiłuje ułożyć ci życie.
-Właściwie to dziękuję ci Kevin za pomoc w kryzysowej sytuacji i podwiezienie. A teraz czas na mnie – powiedziałam i nawet się uśmiechnęłam. Ale oni pozostali całkowicie poważni. Zły znak. Spieprzaj stamtąd Margo.
-Czekaj chwilę – powiedział nagle jeden z nich – przecież nie będziesz sama po nocy się włóczyła.
-Na co niby? – zapytałam niezbyt grzecznie
-Posłuchasz jak gramy – odpowiedział z szerokim uśmiechem.
-Chwilę przecież ona jest poszukiwana, zwiała z domu... – powiedział nagle Hugh
-Przejechała pół Stanów więc co jej tam jeden wieczór poświęcić nam? – zapytał Kevin z szerokim uśmiechem. Czy tylko mi ciarki przebiegają po grzbiecie, kiedy on się uśmiecha? Nie, chyba nie. – poznaj resztę grupy. Oto są: Seth, Derek i Ryan.
Seth, Derek i Ryan uśmiechnęli się serdecznie. Odwzajemniłam uśmiech.
-Hey panowie, jeśli tak dalej będziecie gadać, to się spóźnicie. A wtedy... – do rozmowy wtrącił się Hugh z dziwnym uśmieszkiem
-A no tak. No to prowadź wodzu – odezwał się Seth do Kevina, który znowu się uśmiechnął i poprowadził resztę – w tym mnie ofkurz do jakiejś małej salki z małą sceną na której najwidoczniej mieli zamiar grać. Usiadłam przy stoliku złożywszy Ryanowi obietnicę, że nie będę próbować żadnych form ucieczki, no i koncert się zaczął. Ludzi co prawda nie było zbyt wiele, ale ci, którzy się zjawili bawili się świetnie. Okazało się, że mój zbawca jest nie tylko przystojny ale tez bardzo utalentowany. Cała reszta towarzystwa z resztą też. Nie słuchałam takiej dobrej muzyki odkąd ukradli mi plecak z walkmanem. Z tym małym wyjątkiem, ze Steve Tyler zdecydowanie nie był taki fotogeniczny.
-A teraz coś specjalnie dla naszej nowej znajomej, która postanowiła wziąć sprawy w swoje drobne rączki i trafiła do nas... – czy to było o mnie?! Pewnie tak biorąc pod uwagę, że piosenka miała tytuł ‘Runaway’.
W końcu koncert panowie zeskoczyli ze sceny i poszliśmy razem do baru.
-Kto dziś stawia? – zapytał Derek z uśmiechem znaczącym mniej więcej ‘jestem spłukany’. Zrobiło mi się głupio. Przecież zostały mi jeszcze resztki kasy, a Kevin przecież pomógł mi...
-Ja – powiedziałam z uśmiechem, który można było różnorako interpretować
-No co ty, przecież...
-Żadnych dyskusji. Postanowiłam coś
-A jak się nie zgodzimy uciekniesz? – zapytał Seth z przekąsem
-Tiaaa, jasne, ale najpierw coś zjem...
No i w ten sposób Kevin&co wiszą mi kolacyjkę. Podczas jedzenia opowiedziałam im pokrótce historię swojego życia na gigancie, w końcu zapadła cisza...

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 12 Sty 2003 03:50

-No to co z nią robimy? – zapytał Ryan
-Z jaką nią?! Bardzo przepraszam, to nie wasz interes ani co zrobię...
-Nie denerwuj się, złość piękności szkodzi
-Mi już nic nie jest w stanie zaszkodzić... – mruknęłam nieco ciszej
-Nie przesadzaj... w każdym razie biorąc pod uwagę, że znaleźliśmy cię... tzn Kevin znalazł... chyba powinniśmy cię do domciu odstawić albo co...
-Ty mnie nie lubisz... to nie jest dom tylko więzienie, jedna wielka wylęgarnia geniuszy... z tym, że ja nie spełniam pokładanych we mnie nadziei więc traktowana jestem jak zło konieczne...
-Nie przesadzaj... – wtrącił się Seth – nie może być aż tak źle...
-Wierz mi m o ż e..
-Ile jeszcze będziemy w trasie? – zapytał w pewnym momencie Kevin
-Jeszcze jakieś 20 minut... do północy...
-Czyli jesteśmy wolni?
-No na to wygląda...
-A więc plan jest taki... jutro rano ruszamy w drogę do domciu... A Margo jedzie z nami
W momencie kiedy się zaczęłam cieszyć dodał
-Po drodze podrzucimy ją do domu...
-Nigdzie mnie nie podrzucicie!! Nie zgadzam się
-Margo... kończy ci się kasa, drogi są pełne psycholi, w każdej chwili możesz zostać rozpoznana i przetransportowana do domu w towarzystwie policji, a nie w naszym... poza tym...
-Nie będziecie decydować o moim życiu beze mnie!!! Cholera może jeszcze zaplanujecie mi studia?!
-Aż tacy dalekosiężni nie jesteśmy...
-I całe szczęście – teraz już krzyczałam, po chwili zdałam sobie też sprawę z tego, że stoję – w niczym nie różnicie się od innych, wydaje wam się że wszystko wiecie?! Nic o mnie nie wiecie, więc dlaczego wydaje wam się że w czymkolwiek mi możecie pomóc?! Poradzę sobie sama!!
-Uspokój się! – powiedział Kevin, usiłując nie posadzić ciągnąc za rękaw od swetra, co miało ten skutek, że wyrwałam mu się z furią. No i wtedy do akcji wkroczył Derek, który nie brał udziału w całym zamieszaniu. Wstał i stanowczo kazał mi usiąść. I o dziwo posłuchałam go.
-Nooo tak lepiej. A teraz słuchaj uważnie. Nikt tu nie chce ci życia ułożyć. 75% z naszego grona też uciekało z domów, więc wiemy jak to jest. Ale zawsze wracaliśmy w niezbyt przyjemnych okolicznościach... Dlatego wątpię czy dojedziemy do New Jersey szybciej niż za parę dni, a biorąc pod uwagę, ze nie jedziemy prosto do celu zajmie nam to kilka tygodni... czyli odstawimy cię do domu około 1 września, żebyś mogła spokojnie skończyć szkołę i wyruszyć na wielką ucieczkę, z której nikt nie będzie ci kazał wracać... Zrozumiano??
Zastanowiłam się... tak, on miał rację, przyznałam to ze zdziwieniem. Spędzenie reszty wakacji w takim towarzystwie było ciekawą propozycją.
-No dobra, macie rację. Z tym że ja się spłukałam na kolacji, więc będziecie mnie musieli utrzymywać.
-Nie ma sprawy, z tego co widzę to i tak mało jesz... – uśmiechnął się Seth – jesteśmy przy kasie, więc hehe, jeśli to ma być cena spędzenia reszty wakacji z kimś płci pięknej... jest propozycją bardzo zachęcającą.
-No to loozik. Ale teraz chodźmy spać, bo zaraz na nogach nie ustoję. – odezwał się Kevin – idę poprosić Huey’a o jakieś łóżko dla Margo – z tymi słowami wstał od stołu. Wrócił po chwili z nieco dziwną miną
-Wszystkie pokoje zajęte... panowie któryś z nas śpi na ziemi...
No i w ten sposób wylądowałam z jednym pokoju z czwórką rewelacyjnych gości z czego jeden (Kevin) pochrapuje sobie smacznie na podłodze obok mojego łóżka. A ja nie mam sumienia go tarmosić żeby przestał.

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 15 Sty 2003 03:08

Dziś będzie krótko, nie miałam czasu się rozpisywać... a z resztą :grin: miłego czytania tak czy inaczej

-Jak ty właściwie masz na imię?
-Ja??
-Nie, ten manekin za tobą.
-Tommy - odpowiedział.
-Margo jestem. Opowiadac dalej czy nie masz czasu na takie pierdoły??
-Opowiadaj...! - starał się ukryć entuzjazm ale mu jakoś nie wyszło
-A więc słuchaj...


Jadę na motorze z Kevinem. Ciekawe uczucie pomijając fakt, że przy tej prędkości widzę tylko jego plecy i muchy kamikadze rozbijające się na moim kasku.
Seth może jest utalentowany i w miarę ładny, ale poza tym to najwredniejsza istota jaką zdarzyło mi się spotkać. Dziś rano kiedy wychodziliśmy z hotelu podszedł do mnie z uśmiechem, który przywodził na myśl kota skradającego się w kierunku myszy... choć w moim przypadku określenie: „mała wiewiórka” byłoby dużo bardziej na miejscu. Kot skradający się do myszy to bardzo ciekawy, pełen uroku i niebezpiecznego piękna obrazek – oczywiście nie z punktu widzenia myszy. Dlatego miałam ochotę spieprzać gdzieś daleko, niestety był to porządny hotel, więc mysich dziur nie zauważyłam (wiewiórzych tym bardziej).
-Kevin podoba się wszystkim pannom – zauważył
-Taaaak? – no dobra, co to ma ze mną wspólnego?
-Ale nie wszystkie panny się jemu podobają – ciągnął dalej
-Dobra Seth, wszystko bardzo pięknie, ale po co mi to mówisz? – nie wytrzymałam
-Żebys sobie nadziei nie robiła – powiedział z uśmiechem i poszedł w kierunku auta. A ja zostałam na chodniku z bardzo głupią miną.
-Hey Margo co się stało? – to był Derek
-Nic specjalnie interesującego – odpowiedziałam
Derek spojrzał w kierunku Setha rozmawiającego z Ryanem i uśmiechnął się
-Nie zwracaj na niego uwagi. Niektórzy rodzą się wredni i wredni umierają, Seth właśnie do takiego gatunku należy
-Nie mówisz jak przyjaciel
-Czemu? To, że jesteśmy przyjaciółmi nie znaczy, że mam go uważać za ideał. Tym bardziej że bardzo mu do ideału daleko. Mimo to jest rewelacyjnym gościem, jeśli uzna, że ktoś jest godny okazania mu sympatii
-Czyli mam szanse żeby mnie polubił? – zapytałam. W gruncie rzeczy zależało mi na dobrych stosunkach z Sethem. Derek spojrzał na mnie
-Nie. Nie zrozum mnie źle... on ma specyficzne poglądy na temat kobiet – pieprzy taką i zostawia. Na pomysł dziewczyny – qmpeli nie wpadłby nigdy.
I poszedł do Setha i Ryana omawiać zawiłe kwestie filozoficzne (Two beer or not two beer) . A ja zostałam sama na środku chodnika ze zniszczonym systemem wartości. Po czym stwierdziwszy, że nie zależy mi na przyjaźni popaprańca, który traktuje dziewczyny jako naczynie na spermę wsiadłam z Kevinem na motor i ruszyliśmy.


Dalej w drodze... siedzenie mnie boli, mięśnie totalnie zesztywniały... Ale życie jest piękne, świat pełen pokoju i miłości, a politycy są uczciwi...
Od czasu incydentu przed hotelem traktowałam Setha jak powietrze. Zdenerwował mnie, obraził mją kobiecą dumę... cokolwiek. Z resztą on też wyraźnie pokazywał, że ma mnie w d... że ma mnie gdzieś. Miałam nie przeklinać. Obiecuję sobie to od lat, tylko że chyba nie wychodzi.
Nikt nic mi tutaj nie mówi o swojej przeszłości... ale ja umiem wysuwać wnioski. Jeden na tysiąc okazuje się nawet trafny. Cholera, podobno wszyscy oni grzeszyli (gosh, ale to brzmi!!!) w młodości, czemu teraz ich wzięło na na prawianie tej małej cząstki świata jaką stanowię – ja??

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 17 Sty 2003 04:14

No dobra, rozpoczyna się wielkie pakowanie na narty (cholera, czy ja mam jakies sprawne kijki??), stres przedwyjazdowy u mnie spotęgowany jeszcze pytaniem jak to będzie z Mattem - oto ostatnia na jakiś czas część STYG. Miłej lektury, po raz klejny przepraszam na te dziwadla w miejscu znaków, nigdy nie kce mi sie ich zmieniać :P

Przesiadłam się do Ryana, Dereka i Setha czyli do starego, nieco podrdzewaiałego Chevroleta tego ostatniego. Kevin dalej trwa na motorze – chyba większego wybory to on nie ma.
-Planujesz dziś jakieś postoje mistrzu kierownicy?
-Tiaaa, wg twojej mapy za jakieś piętnaście minut powinniśmy wjechać do dziury zwanej Chelsea.
Spojrzałam na twarze Dereka i Ryana. Jakoś dziwnie posmutnieli.
-Yasne. Pewnie.
Rzeczywiście piętnaście minut później minęliśmy tabliczkę z napisem ‘Witajcie w Chelsea’, a panowie spochmurnieli jeszcze bardziej.
-Hey – odezwałam się ze sztuczną wesołością – wyglądacie jakbyście na pogrzeb jechali.
-Dokładnie – poparło mnie powietrze
Ryan (bo to właśnie on prowadził nasz wehikuł) skręcił na parking przed jakimś przez Boga i ludzi zapomnianym hoteliku. Wysiedliśmy z auta zadowoleni z możliwości rozprostowania kości (piękny rym. Pogadam z Kevinem, może uczyni mnie autorką textów??). po chwili zobaczyliśmy Kevina na Harleyu. O dziwo nie zatrzymał się, pojechał dalej.
-Gdzie się wasz wokalista wybiera? – spytał Seth. Wzruszyli ramionami
-Zamówcie pokoje dla nas, my musimy coś załatwić – rzucił Derek wsiadając do auta.
-Moim autem?!
-A widzisz w pobliżu jakieś inne? – rzucił Ryan siadając na miejsce pasażera i nie zważając na gniewne okrzyki Setha.
– Hey, a ty piękna – krzyknął jeszcze – nie czekaj z kolacją. Wrócimy późno.
Zostawiłam Setha na pustym parkingu klnącego na czym świat stoi. Z tego co się dowiedziałam dołączył do zespołu dużo później, po śmierci pierwszego gitarzysty. Oczywiście nikt nie powiedział wprost, ze Tommy, czy jak mu tam umarł – można się tego było po prostu domyślić z min Ryana, Dereka i Kevina kiedy zapytałam ich o miniony skład zespołu. Zostawiłam wściekłego Setha i poszłam zarezerwować hotele. Niech panowie wiedzą co to znaczy kobieca ręka.

Hm, dziwna noc
Panowie tak jak zapowiedzieli nie wrócili na kolację. Nie wrócili tesh po kolacji. Seth siedział w swoim pokoju i cicho grał na gitarze pogrążony w jakiś ponurych rozmyślaniach. Atmosfera w hotelu przypominała grobowiec rodzinny. Więc postanowiłam pozwiedzać Chelsea.
Wyszłam nie mówiąc o tym nikomu i poszłam w kierunku, w którym mogło – acz nie musiało – znajdować się centrum. Minęłam kilka małych sklepików, dom handlowy i kawiarnię, stwierdziłam, że ciekawiej – i zdecydowanie cieplej było w hotelu, kiedy nagle zauważyłam auto Setha i motor Kevina. Wiem wiem, mieli wrócić jak załatwią swoje sprawy. SWOJE nie moje. Pewnie bym odeszła, gdyby nie fakt, że auto zaparkowane było przed cmentarzem. Oczywiście nie ma nic złego w odwiedzaniu zmarłych – ale cholera jasna o północy?! A jak to jacyś cholerni sataniści, którzy wzięli mnie tylko po to, żeby złożyć moje serce w ofierze na czarnej mszy...? nie, chwila, w tył zwrot – serca składali Aztekowie. Ale mniejsza z tym, zanim te wszystkie myśli przemknęły mi przez głowę przechodziłam już przez cmentarną.
Zdębiałam. Usłyszałam brzdąkanie na gitarze.
Idąc za słuchem zobaczyłam wreszcie moich trzech muszkieterów siedzących przy jakimś nagrobku. Nie widzieli mnie, stałam w cieniu, a oni pogrążeni byli w zadumie całkowitej. Nie widziałam jednak przez to napisu na nagrobku. Kevin cicho brzdąkał coś na gitarze, udało mi się wyłowić urywki zdań. Gina dreams of running away...
No dobrze, nie takie rzeczy śpiewa się na czarnych mszach. Ale na cmentarzach też raczej wybiera się z deczka odmienny repertuar..
We gotta hold on to what we’ve got, it doesn’t make the diffrence if we make it or not, we gotta eahother and that’s a lot...
W tym momencie Kevin zamilknął i uśmiechnął się gorzko.
-O ironio – mruknął
-Wracajmy do hotelu. Margo pewnie się niepokoi – zauważył Ryan
-Jest do niej podobna, zauważyliście?
-Tak Kevin
-Może chociaż jej uda mi się pomóc... w końcu już raz – wskazał na nagrobek – zawiodłem
-Kevin to było dawno, z resztą... nie tylko ty zawiodłeś
-Ale to moja wina, ze do tego doszło
-Nie, to wina nas wszystkich. Chodź już
-Łatwo ci mówić.
-Cholera wszyscy ją lubiliśmy. Wszyscy ją opłakujemy. Ale do diabła, minęły 3 lata, Kevin, trzeba żyć dalej
-Zapominając?
-Nie. Oswajając się. Chodź już, dochodzi pierwsza
I powoli jak jakieś duchy ruszyli do bramy. Poczekałam jeszcze chwilę, w końcu – wszystko przez moją ciekawość – podeszłam do nagrobka przy którym siedzieli. W wątłym promieniu znicza odczytałam
Gina Renard
Zginęła w wypadku w wieku 18 lat
7 sierpnia 1986
Na zawsze pozostanie w naszej pamięci

Zobaczyłam też mały portrecik Giny. Nie była ani trochę podobna do mnie.

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 26 Sty 2003 04:03

No dobra, oznajmiam wszystkim zainteresowanym, że żyję, mam się dobrze, nie połamałam nic (nie licząc zwichniętej psychiki). Wiem co będzie z Mattem. Aczkolwiek na ostateczne rozwiązanie przyjdzie Wam jeszcze poczekać, a w międzyczasie sama jeszcze nie wiem co się wydarzy.. w każdym razie ponieważ zaraz zaczyna się filmik który przydałoby się oglądnąć, ręce mnie bolą, a świat staje na głowie i się kręci (czyt: rozpakowywanie) nie starczyło mi czasu żeby napisać cokolwiem więcej niż to tutaj:

Wróciłam do hotelu biegiem. Na miejscu przywitał mnie ‘tylko trochę’ spanikowany Derek.
-Gdzieś ty była?!
-E... chodziłam po mieście... długo nie wracaliście więc postanowiłam się przejść... a tak właściwie to skończ z tym moralizatorskim tonem, nie jesteś moją matką ważniaku!
-Nigdy więcej tego nie rób – powiedział powoli, dużo ciszej
-Jasne – przypomniałam sobie o Ginie leżącej w drewnianym pudle pod ziemią i zrobiło mi się wstyd. – przepraszam
-Nie za ma co mała – chyba on też się zmieszał. – po prostu baliśmy się o ciebie. Kevin chciał po policję dzwonić, na szczęście Seth go powstrzymał. Tej nocy jako jedyny wierzył w twój zdrowy rozsądek. A teraz chodź, niech się uspokoją, że żyjesz.
Dziwne uczucie – zawdzięczać coś osobie, której nie znosisz – z wzajemnością z resztą. No ale nie mam siły ani ochoty wnikać w zakręcone relacje międzyludzkie – idę spać.


Ja tesh - autorka :P

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 30 Sty 2003 02:10

A oto kolejna część... dla uczczenia kupna nowego kanarka :P. Miłego czytania.

Aaaaaa, oto mistrz w komplikowaniu sobie życia we własnej osobie. Czemu do diabła kiedy wszystko idzie swietnie muszę to zepsuc jednym głupim posunięciem?! I czemu zazwyczaj sprowadza się do moej nieumiejętności trzymania jęzora za zębami?
No ale od początku. Wszystko było pięknie ślicznie z niebieska czapeczką. Po owej pamiętnej nocy w Chelsea wszystko wróciło do normy, ba - było nawet lepiej. Zżyliśmy się wszyscy, nawet z Sethem się chwilami dogadywałam. Zaczęło się od tego, że poszłam mu podziękować... Siedzieliśmy na jakiejś stacji beznzynowej, Kevin i Derek poszli na małe zakupy, Ryan drzemał w autku, a Seth ze swoją zwykłą mina usiadł przed autkiem i zapalił papierosa. Ponieważ nudziło mi się, a z resztą miałam wobec niego tzw dług wdzięczności - podeszłam powoli. Wyglądało to jak mysz skradająca się do kota - no dobra, niech będzie wiewiórka. Tak czy inaczej obrazek pełny groteski i absurdu. Mimo iż naprawdę się starałam wyglądać poważnie. Tak czy inaczej Seth powoli spojrzał na mnie
-Eeeee.... ja chciałam tylko...
Nie odezwał się. A to mnie rozzłościło. Wybitnie nie lubię jak się mnie lekceważy. Wyprostowałam się.
-Dzięki za tamto wczoraj... że odradzałeś dzwonienie na policję... mimo wszystko gdyby nie ty nasza wspólna podróż zakończyłaby się o wiele wcześniej - powiedziałam jednym tchem. A Seth... uwaga... uśmiechnął się. Odsłonił szereg białych ząbków i musze przyznać że wyglądało to całkiem sympatycznie
-Nie za ma co mała. Odrobisz w polu.
-No wiesz co, mnie słabą kobietę chcesz w pole wysyłać? - zaśmiałam się
-Ehh i na tym polega problem z feminizmem. Przestaje się wam podobac w momencie kiedy trzeba popracować fizycznie. Wtedy sobie wszystkie przypominacie, że jesteście płcią piękną i delikatną. Kobiety - prychnął nie przestając się uśmiechać.
-Męska szowinistyczna świnia
-o żeż ty feministko wojująca, śliniąca się na widok Kevina! - syknął sarkastycznie, a ja zaczynałam żałować, że nie mam niczego czym mogłabym mu przypieprzyć... bzdura, nie ślinię się na widok Kevina... -no nie, Marguś daj spokój, chyba się nie gniewasz za słowa prawdy?
-Dla ciebie Margo łosiu pieprzony
-Łosiu??
-Czyzbyś nie lubił łosi??
-Wolę renifery
-Dlatego zostaniesz łosiem
I tak zakończył się żmudny proces godzenia się z Sethem. Do takich docinków ograniczały się nasze rozmowy.
Pewnej nocy miałam dziwny sen. Śniła mi się owa tajemnicza Gina. Siedziała na motorze. Z początku myślałam, że to motor Kevina, ale w końcu doszłam do wniosku, że to jakiś inny. Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się. Powoli zanuciła

We've got to hold on to what
we've got
'Cause it doesn't make a difference
If we make it or not...
I w tym momencie zaczęła się rozpływać... razem z motorem i wszystkim innym w końcu uświadomiłam sobie, że leżę na łóżku w kolejnym hotelu. Dochodziła 5 rano, zaczynało się przejaśniać. Leżałam myśląc kim do diabła była Gina za życia. I co ją łączyło z Kevinem. Nie żebym była zazdrosna czy coś takiego... nie no absolutnie nie. PO prostu ciekawi mnie kim jest dziewczyna na której grobie siedzi się pół nocy brzdąkając na gitarce.
W końcu jednak zasnęłam, obudził mnie 3 godziny później Derek. Wsiedliśmy do autka i ruszylismy w dalszą drogę. Po głowie cały czas chodziła mi piosenka z mojego snu.
Wieczorem zatrzymaliśmy się gdzieś po środku niczego, albowiem panowie postanowili popisać się umiejętnościami nabytymi na obozach harcerskich i rozpalić ognisko.
Po kilku bezowocnych probach w koncu z pomocą wszystkiego co przypominało papier, paczki zapałek i dwóch zapalniczek udało im się. Tylko pogratulować.
Siedziałam w milczeniu oddając się rozmyślaniom, podczas kiedy fantastyczna czwórka smażyła kiełbaski. No dobra, fantastyczna trójka -Kevin siedział obok mnie, doszedłszy do wniosku, że woli posiłek dla ducha jaki stanowi obraz 'trzech idiotów siłujących się z kijkami' niż posilek dla ciała czyli niezbyt świeze kiełbaski.
A ja doleciałam. Czasami mi się to zdarza. Po prostu zamyśliłam się całkowicie i totalnie - nad soba nad życiem, nad wszystkim. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam nucić melodyjkę ze snu. W końcu cisza jaka zapanowała wokół kazała mi się obudzić z zadumy. Niepotrzebnie.
Kevin, Ryan i Derek zastygli w bezruchu patrząc na mnie. Analizując ich spojrzenia doszłam do wniosku, że coś jest cholernie nie tak. W końcu moje szare komórki rozruszały się na tyle, żebym pojęła skąd znałam tą piosenkę. Że Kevin śpiewał to wtedy na cmentarzu.
-Derek - odezwał się jak zwykle rzeczowo Seth - kiełbaska ci spadła.
I wtedy wszyscy odzyskali mowę.
-Margo - odezwał się powoli Ryan - skąd to znasz
-Ja... e.... - stwierdziłam, że w bajkę o snie nie uwierzą - ... gdzieś to słyszałam
-Gdzie? - zainteresował się Kevin. Gosh, ja się go chwilami boję. To była jedna z takich chwil
Nie odpowiedziałam.
-Śledziłaś nas - syknął
-Nieprawda. Poszłam się przejść i...
-I poniosło cię w środku nocy na cmentarz?
Nothing left to say.
-Nie chciałam was śledzić. Po prostu...
Ale Kevin już nie słuchał. Zerwał się i wsiadł na motor. Po chwili już go nie było.
Odwróciłam się do Ryana i Dereka.
-Ja naprawdę nie chciałam nic złego.
Nie odpowiedzieli. Ciszę jaka zapadła można było kroić nożem.
Skończyliśmy kolację. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kierunku jakiegoś w miarę wygodnego noclegu.
Dlaczego ja zawsze wszystko muszę zepsuć?!!!!

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 22 Lut 2003 06:39

Po dłuiej przerwie Margo powraca... miłej lektury.

Świat jest po prostu bez sensu. Właśnie w momencie kiedy wszystko zaczęło mi się układać, znalazłam zajebistych qmpli, sens egzystencji i lek na raka zniszczyłam wszystko.
Noc minęła bez szczególnych zakłóceń, jednakże nie odezwał się do mnie nikt – nie licząc Setha, który najwidoczniej w temacie Giny Renard jest równie dobrze poinformowany jak ja. Zatrzymaliśmy się, umyliśmy grzecznie ząbki i poszliśmy spać.
Następny dzień nie przyniósł oczekiwanej poprawy. W świetle dnia sprawy bynajmniej nie prezentowały się lepiej. Wręcz przeciwnie. Cholera.
Wieczorem dojechaliśmy do kolejnej dziury, zatrzymaliśmy się i razem a jednak osobno władowaliśmy się do jakiejś knajpy.
Milczenie trwało....
...Do czasu....
...Kiedy do knajpy wszedł policjant.
Seth rozejrzał się dookoła z niepokojem. Pochwyciłam jego spojrzenie.
-Idę do kibla – powiedziałam powoli. Ryan spojrzał na mnie i skinął głową.
-Wiecie co... ja też muszę za potrzebą – powiedział jakoś niewyraźnie Seth i zniknął z pola widzenia. Szybko wstałam i wyszłam z sali.
-Myśl Margo, myśl. Myślenie ma przyszłość – mruczałam w ciasnym, ciemnym, brudnym kiblu gapiąc się na swoje odbicie w lustrze. Trzeba coś zrobić. Trzeba...
To zdjęcie które zostało dołączone do ogłoszenia o moim zaginięciu niewiele się różniło od mojego prawdziwego wyglądu. Właściwie identycznie wyglądałam jak wtedy kiedy je robiono. No może miałam dłuższe włosy...
Natchnienie spadło na mnie jak cegła z dachu. Bolało.
Każdy pozna te rude pióra jakie mam na głowie. Ponieważ jednak absosmerfnie nie miałam sprzętu wymaganego dla uczynienia z siebie brunetki postanowiłam zadowolić się tym co mam...
A miałam kieszenie wypchane do granic możliwiści.
W ich wyposażeniu znajdował się też nóż. Tego wieczora... kiedy tak pięknie zrujnowałam atmosferę podczas ceremonii pieczenia kiełbasek, niedługo przedtem Derek dał mi swój scyzoryk. Na wszelki wypadek, przy ognisku w końcu scyzoryków nigdy za dużo. A ryan miał dziwny talent do gubienia wszystkiego, Kevin był zbyt zatopiony w rozmyslamiach żeby cokolwiek do niego dotarło.
Tak więc oto miałam w kieszeni scyzoryk... A na głowie szopę...
W tym momencie usłyszałam jakiś dziwny, w dodaktku narastający hałas. Dochodził z sali tego przeklętego baru. Delikatnie wystawiłam głowę przez drzwi... w ostatniej chwili uchylając się przed nadlatującą butelką. Zabijcie mnie, ja tam nie wejdę. W tym momencie do kibla wpadła jakaś postać. Postać z jednoznacznie rozwalonym czymś ostrym policzkiem.
-Kevin!!
-Spodziewałaś się Supermana??
-Nie, policjanta. Z resztą to babski kibel. Co się tam do diabła dzieje??
-Dobre pytanie. Wygląda na to, że ktoś się przespał z czyjąś żoną. Później ktoś inny sobie przypomniał, że ktoś inny wisi mu za przegraną partię pokera.
-A co ci się stało
-Zaciąłem się przy goleniu
-Cholera jasna wiem że zawiodłam pokładane we mnie nadzieje, ale mógłbyś się do mnie nie zwracać z tym obrażonym tonem. Przeprosiłam, powiedziałam, że to było głupie. Co jeszcze niby mam zrobić, cofnąć czas??
-Na dobry początek schowaj nóż, bo się ciebie boję. Tak lepiej. Teraz proponuję otwarcie tamtego okienka i kulturalne opuszczenie lokalu.
Kevin powoli zbliżył się do okna
-Qrwa, nie ma klamki
-Spokojnie złośc piękności szkodzi. Przepuśc mnie tam – stanęłam na sedesie i z pomoca noża zgrabnie otworzyłam okienko. Niech mi ktoś spróbuje wmówić że szkoła niczego nie uczy.
Reszta była już banalna – wyszliśmy przez okno i szybko udaliśmy się w stronę parkingu gdzie zostały nasze wehikuły. Na miejscu zastaliśmy Ryana i Dereka. Zdenerwowani stali przy motorze Kevina
-Żyjecie – zawołali na nasz widok.
-Taaa, ale co to za życie
-Gdzie Seth? – zapytał Kevin
-Myślałem, że wy mi powiecie
-Jakim niby cudem??
-Nie wiem. W każdym razie jakieś wyjaśnienia by się tu przydały. Seth poszedł do kibla i słuch o nim zaginął... – powiedzial Ryan
-Co ciekawe zaginął również jego samochód...

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 14 Mar 2003 03:51

Tęskniliście?? Nie ściemniac, że tak, bo i tak nie uwierzę.


Noc na ławce w parku.
Nieprzespana oczywiście. Przez cały czas analizowaliśmy, spekulowaliśmy, rozmyślaliśmy, wyciągaliśmy wnioski.
-Kiedy go przyjmowałem, wiedziałem... tzn wspominał mi... – zaczął Derek
-O czym??
-No... że miał jakieś tam problemy z policją. No ale pomyślcie, kto ich nie ma??
-Ja – zauważył Ryan
-Cicho tam!! W każdym razie nie sądziłem, ze to coś poważnego... a on się tak zeschizował na widok policjantów...
-Właśnie, przecież jesteśmy kilkaset kilosów od naszego miasta, bez przesady, co on jest, morderca seryjny??
Spojrzeliśmy na siebie na myśl o podróży z seryjnym mordercą, a później zgodnie pokręciliśmy głową, przecież to niedorzeczne... chociaż...
-A pamiętacie wtedy w Chelsea?? Jak mnie nie było... a on nie chciał wzywać policji?? – z trudem wydusiłam z siebie nazwę miasta. Ale tym razem panowie nie zareagowali, ich męskie umysły zbyt bardzo zaprzątnięte były myślami o utracie środka transportu.
-Racja... no nic towarzystwo, prześpijmy się chwilę, rano wszystko będzie wyglądać wiele wiele piękniej
Jak można się łatwo domyślić żadne z nas nie spało.
Rano ogłoszono czas wolny na zwiedzanie miasta. Panowie postanowili zdobyć skądś autko, a ja postanowiłam zrealizować swój zakręcony plan...
Znalezienie fryzjera nie nastręczało trudności. Weszłam do ciasnego zakładu i usiadłam na fotelu. Aż podskoczyłam gdy zauważyłam jakiś ruch za sobą. Zza gazety spojrzała na mnie dziewczyna mniej więcej w moim wieku z czarnymi dreadami na glowie. Nie wiem po co ona się z tym pchała do fryzjera, ale nie powiedziałam nic. W tym momencie wpadła fryzjerka – pulchna ponad miarę w koszmarnej trwałej. Zaczęłam się poważnie niepokoić o przyszłośc mojej strzechy. Fryzjerka usmiechnęła się zdawkowo i zaczęła zamiatać. Zajęło jej to dł€ższą chwilę.
-Nikki, masz mine jak kot srający na puszczy – odezwała się w końcu do tej dziewczyny z dreadami.
-Zamknij się Dana i zajmij się klientką – odmruknęła. Zauważyłam, ze gazeta którą z takim przejeciem wertowała to magazyn o rocku i poczułam do niej sympatię – niezależnie od pogardy z jakim wymówiła ową „klientkę”.
Dana powoli zawiązała mi na szyi płachtę koloru majtkowego różu i zadała nurtujące ją pytanie
-Jak uczesać??
-Sciąć na chłopaka – odpowiedziałam
-O mój Boże chyba żartujesz, takie piękne włosy!!!
-Spojrzałam krytycznie w lustrzane odbicie mojego pożaru na glowie. Hm, kwestia gustu...
-Odrosną – powiedziałam krótko.

Dzieło zniszczenia dokonywało się przez pół godziny. Nikki przez cały czas siedziała obok czytając gazetę – ale tym razem inną, jakiś dziennik, nie interesowałam się jednak specjalnie.
-Może miałaś rację – powiedziała w końcu Dana – bardzo ładnie ci w takiej fryzurze
-hm, rzeczywiscie nieźle – mruknęłam. Zapłaciłam należność i wyskoczyłam z sali tortur. Powoli weszłam do małego parku. I wtedy poczułam, ze ktoś za mną idzie. Odwróciłam się. To była Nikki.
-Sprytny pomysł z tą zmianą fryzury. Ciężko cię teraz poznać...
Zatkało mnie
-Umowa jest prosta – odezwała się nie doczekawszy się odpowiedzi z moich ust... ciężko mówić kiedy szczęka do ziemi opadła, a w głowie mruga czerwona lampka z napisem „niebezpieczeństwo” – wiem kim jesteś Margo. Mogę w każdej chwili zacząc się drzeć, że cię znalazłam. Wierz mi wszyscy tu mają świetny słuch, bardzo wyczulony na wszelkie sensacje...
-Nie zdążyłabyś pisnąć – usłyszałam nagle znajomy głos Kevina, który jak to on pojawił się w przełomowym momencie...

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 30 Cze 2003 06:36

No dobra, oto STYG reloaded :P nie chce mi się tych farfocli usówać więc mordujcie się z &#8211 :P

I na tym jego akcja ratunkowa się skończyła. Na widok Nikki zatrzymał się z głupią miną. A ona powoli się do niego odwróciła. Jej mina w zakresie inteligencji także pozostawiała wiele do życzenia. Po raz pierwszy poczułam się ostatnią ostoją zdorwego rozsądku, piekielnie opuszczoną w swoim stanie umysłowym.
-Kevin??
-Nikki??
I wszystko jasne, po raz kolejny Margo okazała się być jedyną osoba nie znająca polowy miasteczka. Przypomniały mi się tamte okropne wieczory, jakieś święta dziękczynienia i stale, nieustające „Pamiętasz ciocie Hermenegildę, prawda?? No oczywiśie, poamiętasz wujka Vernona, jak byłas mała nosił cię na barana”, a ja po raz pierwszy wiedzialam tych ludzi, zupełnie nie miałam pojęcia o czym do mnie mówią...

-I tak trafiłam tutaj, do tej zasranej dziury – skończyła swoją życiową historię Nikki. Siedzieliśmy znowu w jakiejś zapyziałej knajpie (niesamowite swoją droga, miasteczko niby niewielkie, praktycznie zadupie, a barów od groma).
Nie chce mi się tego dokładnie powtarzać. Chodziło mniej więcej o jakiś stary zespół. Nikki na wokalu... trasa, zatargi z policją, śmierć rodziców, Nikki przeniosła się do tej dziury, a chłopaków zna z liceum... tylko się popłakać. Siedziałam w kącie patrząc na radość na twarzy chłopaków, gapiących się na Nikki z miną wprost wniebowziętą. Ona sama też była wesoła. Poczułam się jak pieprzony intruz. Pieprzony? A niby przez kogo? Pokorne życzenia. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, byłam im całkowicie zbędna, niepotrzebna... poczucie nieakceptacji spadło na mnie niespodziewanie i wgniotło w podłogę.
Chłopaki zamówili jeszcze jedno piwo. Dla Nikki też. A ja dostałam colę.
Przyszła pora aby oni opowiedzieli swoją... tfu! Nasza historię. Naszą?
-No i przyszedłem na ten parking, zastałem chłopaków, ale Setha nie było.... – zakończył Kevin.
Zagotowało we mnie. Przyszedłeś pięknisiu cholerny? Sam bidulku, nie zginąłeś po drodze? A kto ci cholera okno otworzył?
Miałam dość. A Margo, która ma dość bywa nieobliczalna. W skrajnych przypadkach doprowadza to do...
Wstałam powoli od stołu.
-Idę do kibla – powiedziałam. Chyba czekałam na jakąkolwiek odpowiedź. Cokolwiek, co można byłoby podciągnąć pod przejaw zainteresowania.
Takiego wała. Ryan coś mruknął. Derek przytaknął.
Odtrąciłam krzesło z takim impetem, że przewróciło się na ziemię.
Ten odgłos jednak nie sprowokował nikogo do zwrócenia uwagi na moje istnienie. Nikt. Proszę bardzo, oto istota stosunków międzyludzkich w moim przypadku. Zawsze znajdzie się ktoś ciekawszy. Zawsze będzie ktoś lepszy. A Margo? Jaka qrwa Margo? Co to za imię, jak z jakiejś cholernej kreskówki...
Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku kibla.
Odejdę od was zjeby zjebane. Margo się nie olewa. Nie w taki sposób. Margo ma swoją dumę. Margo... Margo...
Margo jest nieszczęśliwą małą dziewczynka, która właśnie czuje się jakby zła, brzydka Nikki ukradła jej ulubiona zabawkę.
Przecież to śmieszne. Niedorzeczne. Dziecinne do bólu. Weź się w garść wariatko. Chcesz po raz kolejny uciec jak złodziej? Chcesz tak po prostu zostawić ludzi, którzy uratowali ci życie?
Walka wewnętrzna trwała. Siedziałam w nad podziw schludnym kiblu, patrząc na swoją twarz w świetle jarzeniówek. Tak było przez całe moje życie. Mała, ruda, niepozorna Margo. Olewana, przestawiana z kąta w kąt. Nikomu niepotrzebna, zbędna, kula u nogi balast. Tak wyglądało moje życie rodzinne, moje życie od którego pewnego pogodnego letniego dnia uciekłam. W poszukiwaniu czegoś lepszego, w poszukiwaniu prawdziwego życia, takiego które chciałabym przeżyć od początku do końca...
Nie użalaj się nad sobą. To żałosne.
-Masz zamiar siedzieć tutaj cały dzień? – zapytałam za sobą schrypnięty głos Nikki.
-Przedstaw mi ciekawszą alternatywę – odrzuciłam
-Uuu, zazdrosna?
-Chyba cię pojebało.
-Chyba tak. Ale nie ściemniaj, widziałam jak patrzyłaś na Kevina.
-Tiaaa? A jak niby?
Prychnęła
-tak jal 99% kobiet w jego obecności.
Nagle przypomniał mi się Seth z jego tekstami o Kevinie. Taaa? Kolejna troskliwa, mówiąca mi co mam robić? Dlaczego wszyscy wiedzą lepiej? Dlaczego...
Przełom nastąpił gwałtownie. Po prostu wyszłam z cholernego kibla. Jak najdalej, tylko nie tutaj, nie z nimi, nie...
Pchnęłam obrotowe drzwi cholernego baru i wparowałam na ulicę. Gdzie teraz? Jak przedtem, w kierunku autostrady. Złapać stopa. Spieprzać stąd.
Powoli zdobywam w tym wprawę.
Wybiegłam na ulicę. W takich chwilach mało kto pamięta o zasadach przekraczania jezdni w miejscu nieoznakowanym. Dotyczy to przede wszsystkim nieszczęśliwych nastolatek uciekających przed światem. Takich na przykład jak ja.
Usłyszałam trąbienie, pisk hamulców, krzyk... swój, kierowcy, Kevina... Kevina?
Poczułam mocne szarpnięcie, straciłam równowagę i poleciałam do tyłu. Samochód jakimś cudem wyminął mnie, kierowca pozłożeczył mi przejeżdżając obok mnie, a niech mówi co chce...
-Ty wariatko pieprzona, coś ty zrobiła?! – usłyszałam krzyk Kevina za uchem. Poczułam jego rękę zaciskającą się na mojej kurtce. Uratował mi życie zasraniec jeden... po raz kolejny...
-Chciałaś się zabić?!
-Nie!! Chciałam stąd spieprzać!! –wrzasnęłam. Odrobina szczerości nie zaszkodzi. Spojrzał na mnie zgięty. Podobne miny mieli Ryan i Derek, którzy wypadli z baru. Za nimi pojawiła się głowa Nikki.
-Co?
-To co słyszysz zasrańcu. Puść moją kurtkę. – warknęłam wstając z ziemi. Kurtka została w garści Kevina.
-Nie możesz odejść!!
-A czemu nie? – zapytałam z czystej przekory. – macie już nową damę serca – wskazałam na Nikki – co ja mam tu jeszcze do roboty
-Ja poważnie pojebało – oceniła Nikki zza drzwi.
Derek przytaknął, Ryan dalej patrzył na mnie niewidząco, a Kevin... Kevin...

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 02 Lip 2003 03:29

Bueeeeh...

:grin: :grin: :grin:

No dobra, pisze, co prawda będzie to część co najmniej bez sensu, ale pamiętajcie, że chęci miałam dobra, a intencje czyste.

Zagrzmiało. Zagrzmiało jeczcze raz, tym razem głośniej. Błyskawice przecinały niebo z zadziwiającym zapałem.
-Cholera - mruknęła Margo - chyba tu utknęłam.
Rzeczywiście ciemne chmury, porwisty wiatr i wyraźna zapowiedź piekiełka jakie miało zamiar się zaraz rozpocząć zniechęcały do jazdy na motorze przez pustynię. Wyjęła papierosa z kieszeni skórzanej kurtki i zapaliła. Chłopak nie miał siły, czy też ochoty zwracać jej uwagi na fakt, że tutaj palić nie wolno, co jest wyraźnie napisane, o tutaj, obok kasy. milczał więc, patrząc jak strzepuje popiół do kubka po Pepsi.
Zapadło milczenie przerywane tylko wyciem wiatru i grzmotami.
-I co było dalej? - spytał w końcu nieco zahipnotyzowanym głosem
-Dalej?
-Tak. Co zrobił Kevin... czy została pani z nimi...
-Nie tak łatwo cię zrazić, co młody? - zapytała z uśmiechem. - dobrze, jeśli chcesz wiedzieć, to powiem... I tak nie mam nic lepszego do roboty

Kevin odwrócił się do Nikki z dziwnym wyrazem twarzy.
-Nie mów tak o niej Nikki.
-A czemu nie? - zmrużyła oczy. Uwaga, nie podchodzić z ogniem. Wybuchnie.
Derek i ryan nie zareagowali na szykującą się katastrofę. Patrzyli na mnie. Ja dalej siedziałam na chodniku, coraz bardziej zdając sobie zprawy z żałosności własnej osoby. I patrzyłam na Kevina i Nikki. Spodziewałam się conajmniej rękoczynów, a tutaj... Kevin się uśmiechnął, takim specyficznym uśmiechem...
-Bo jesteś równie pojebana jak ona, jesli nie bardziej.
Aha. Rozumiem. Chcą się osabijać szybko i w miarę bezboleśnie. Tiaa, teraz Nikki zaprezentuje nam metodę załatiwania facetów w czasie krótszym niż mrugniecie...
-Uznam to za komplement - mruknęła i podeszła do oniemiałej mnie. Wyciągnęła do mnie dłoń - wstawaj, wyglądasz jak ostatnia sierota.
Cóż miałam począć? Wstałam.

Czyli wszystko wróciło do jako takiej normy. pomijając fakt, że było nas o jedną sztukę więcej, Ciekawe, ze co jedno to bardziej psychiczne.

Pojawił się kolejny drążący problem. Jeśli mamy ochotę się w tym millenium dostać do domu, to przydałoby sie jakieś auto. Tutaj okazało się, że Nikki spadła nam z nieba.
-Moja chora psychicznie siostra ma auto- powiedziała podczas dyskusji o planowanej podróży.
-Swietnie - ucieszyłam sie. No tak, problem rozwiązany. Jednak nikt nie cieszył się ze mną, co było nieco podejrzane.
-Twoja siostra?
-tak
-Nie mów tylko, że ta o której myślę - mruknął Derek
-Wiesz, moi rodzice aż takimi dzieciorobami nie byli
-Maggie?! - jęknął Ryan
-we własnej spasionej osobie
Czyli z auta nici.
-Wiem gdzie trzyma kluczyki. I dowód rejestracyjny. - powiedziała od niechcenia Nikki. Chłopaki popatrzyli na siebie.
-To będzie kradzież. Starczy mi problmów i bez tego. - mruknął Kevin
-Daj spokój. Chcesz utknąć w tej cholernej dziurze? - uniosła się Nikki. Wiedziałam doskonale o co jej chodzi. Pal licho nas wszystkich, mozemy spokojnie iść do diabła, przy okazji pozdrowić od niej paru znajomych. Ona nie zamierzała tu utknąć.
Zadziwiająca zbierzność poglądów na życie. Co nie zmienia faktu, że dalej jej nie lubię.
Wymiana znaczących spojrzeń trwała. Uparcie patzryłam na czubki swoich butów. Z góry wiedziałam jaka będzie decyzja.
-Kiedy możemy zabrać autko? - zapytał Derek z szerokim usmiechem, charakterysytcznym dla 9latków wrzucających nauczycielowi pigułki na przeczyszczenie do kawy.
Nikki odpowiedziała równie sympatycznym uśmiechem. Zastanawiałam się w duchu co takiego zrobiła im ta cała Maggie.
-Zrobimy tak...

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 04 Paź 2003 03:17

Plan był genialny w swej prostocie. Nie ma się nad czym rozwodzić panie i panowie. Nikki po prostu wyjęła swojej siostrze z portfela dowód rejestracyjny, z kurtki gwizdnęła kluczyki i po dwóch godzinach znowu byliśmy na autostradzie międzystanowej. Ponieważ mieliśmy pickupa zapakowaliśmy harleya na przyczepę, bo jak to powiedział Kevin rzygać mu się chciało na sam widok motoru. No więc rozsiadł się ze mną i Nikki na tylnym siedzeniu...

Podróż mijała powoli i spokojnie, droga była pusta, pogoda piekna... dopóki nie zaczęło lać.

Rozmowa nie kleiła się, każde z nas było pogrążone we własnych myślach. Ściemniało się powoli, Ryan raz za razem przecierał oczy
-Choleraaaaa – ziewnął w końcu szeroko
-Co?? – odziewnął Derek
-Spać – wyraził swoje potrzeby Ryan, zmieniając bieg
-Nie ma gdzie
-spać
-Cholera, nie zachowuj się jak dziecko, nie-ma-gdzie!!!
-Spać!!!
-A myślałam że wydorośleliście choć trochę – mruknęła Nikki
-Ale oni mają racę Nikki. Ostatnią noc spędziliśmy w końcu na ławce w parku. – zauważyłam i na potwierdzenie tej tezy ziewnęłam
-Na mnie nie patrzcie. Nie mam prawa jazdy – odpowiedziała
-Derek? – zapytałam z nadzieją
-Zabrali mi pół roku temu
-No to co, to przecież pusta droga!!!
Żeby było śmiesznie minęliśmy w tej samej chwili radiowóz, ledwie widoczny w deszczu. Dreszczyk emocji nie mógł się nie pojawić.
-O kurde – sprecyzował nasze przemyślenia Ryan
-Dokładnie – zaśmiał się Derek
-Amen – dodałam
Nikki i Kevin nie raczyli skomentować wydarzenia.
Minęła kolejna godzina, ciszę w aucie przerywały tylko rozdzierające ziewnięcia jednego z nas. W lusterku wstecznym z niepokojem obserwowałam Ryana, który coraz bardziej mrużył oczy i ziewał najgłośniej z nas. Widać było, że jest wyczerpany.
-to może zatrzymamy się gdzieś na poboczu, żebyś się przespał? – zaproponowałam
-Chwilaaaaa – ożywiła się nagle Nikki – a czemu kevin nie może poprowadzić auta?
Hm, no właśnie? Czemu mi to nie przyszło do pustej głowy?
Kevin nie zareagował, tylko patrzył się tym swoim zabójczym spojrzeniem gdzieś za szybę. W lusterku zauważyłam że Tyan przygryza wargi, a derek rozgląda się jakoś niespokojnie
-Co jest? Kevin, jak się do ciebie mowi to odpowiadaj! Tobie też zabrali prawko?
-To może lepiej rzeczywiście zjedźmy na pobocz... – zaczął Derek
-Kevin!!! – przerwała mu brutalnie Nikki
-CO?!
Miałam wątpliwą przyjemność siedzieć między nimi więc efekty dźwiekowe były porównywalne z dobrym dolby sorround. Jeśli dodać do tego minę Kevina... mimowolnie odczułam ulgę, że tym razem nie na mnie się jopi, ale na Nikki. Bo wyglądał strasznie.
-Siadasz za kierownicę – obwieściła mu
-spier*alaj
-Właśnie to robię. Masz prawko?
-Mam – wysyczał
-To w czym masz problem?
Brak odpowiedzi.
-Czy ja o czymś nie wiem? – zapytała w końcu
Cisza
-Do qr*y nędzy!!!
-Zatrzymaj się Ryan – rzucił krótko Kevin
-Co?
-Zatrzymaj się! Mam dość
Ryan zmarszczył czoło, ale nie powiedział nic, tylko zjechał na pobocze. Kevin wypadł z auta jak oparzony. Przez chwilę go widziałam jak idzie gdzieś w siną dal. W końcu zniknął z pola widzenia
Deszcz dudnił o dach auta.
Szum w radiu tylko potęgował tą dziwną, ponurą i cholernie psychodeliczną atmosferę w aucie. Przypomniały mi się wszystkie możliwe filmy z serii „zabili go i uciekł”, gdzie ktoś żyje ścigany przez ducha kogoś kogo rozjechał po pijaku... zwroty takie jak „przeszłość nie daje mu spokoju” były jak najbardziej na miejscu.
Cisza.
Nikki bębniła paznokciami o szybę.
Miałam ochotę krzyczeć, śpiewać, drzeć mordę, byleby tylko nie słyszęc tego dźwięku. Wysiadłam z auta.

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 04 Paź 2003 23:47

Deszcz nie przestał bynajmniej z tego powodu padać. Lało dalej. Poczułam na plecach - poza mokrą bluzką lepiącą się do ciała - spojrzenia tych, co jeszcze nie dali się ponieść i wysiąść z auta. No ale noc jeszcze młoda, im też w końcu się znudzi i wyjdą na prysznic. Ale dopóki siedzą w suchym aucie nie miałam zamiaru stać jak matoł na deszczu żeby podziwiali moja bezradność. Postanowiłam, eee, co ja właściwie mogłam - postanowiłam poszukać Kevina :D odkrywcze. No nic.
Wuszyłam więc w kierunku w którym pewnie i on się oddalił. Przed oczyma wyobraźni pojawiły się wizje Kevina siedzącego na jakimś kamieniu szarpanego wewnętrznym gniewem czy rozpaczą. Wychowana na filmach widziałam jak wali głową w drzewo i wyje 'Kathy'* chociaż nie byłam do końca pewna czy zna jakąś Kathy. A może po prostu dał sobie w łeb? Piękne zakończenie, ale słyszelibysmy strzał. No chyba że poszedł w pizdu dalej... po jakimś czasie nie widziałam już nic, było ciemno, mokro i - co najgorsze - stwierdziłam, że autorzy reklamówek o ciepłym letnim deszczu zdecydowanie nigdy nie rozstają się z parasolem.
Oż w mordę jeżaaaaaaa! Zgubiłam się!!!
No tak, to było do przewidzenia. Co mnie qrde napadło, żeby wystawić nos z auta? Damn!!! W żadnym filmie nigdy się rak nie działo! Powinnam zaraz znaleźć Kevina, deszcz powinien przestać padać... no nawet jakby deszcz nie przestał padać, to powinien mi dać swoją kurtkę, a później wrócilibyśmy na szosę i odśpiewali deszczową piosenkę, on by się przyznał, że zabrali mu prawo jazdy za zabicie emerytki na przejściu dla pieszych, po czym wzeszłoby słońce, oświetlając automat do kawy i ruszylibyśmy w dalszą drogę...
Tymczasem brnęłam po kostki w błocie, szczekając zębami!!!
Ale nie poddawałam się , tylko szłam dalej, tylko i wyłącznie po to, by nie zamarznąć. Z braku lepszego zajęcia zastanawiałam się o co w tym wszystkim chodzi, tzn. co Kevina napadło i za co tak dokładnie napadł na Nikki. Bo jakoś dziwnie przypominało mi to sposób, w jaki jakiś czas temu napadł na mnie, po tym zamieszaniu z cmentarzem.
Hm. Gina zginęła w wypadku samochodowym...
Nie. Idiotyczny pomysł.
Nagle sparaliżowało mnie. Usłyszałam gdzieś blisko siebie warczenie psa. Sądząc po tonie - dość dużego psa. Przełknęłam ślinę. Tylko spokojnie... zachować spokój... postaraj się nie wrzeszczeć ze strachu... jak ja nie lubie psów!!!
Nagle, jakby nie dość mi było poprzednich nieszcześć - oślepłam. Ktoś zaświecił mi w oczy wyjątkowo silną latarką...
-Sambo!!! - usłyszałam ludzki głos, który w gruncie rzeczy pod wieloma względami przypominał warczenie - chodź tu, ty łajzo!!!
Psisko - które widocznie zwało się Sambem - odstąpiło ode mnie, łypiąc groźnym spojrzeniem. Wypuściłam powietrze z płuc. Takiego dziwoląga to nie widziałam jeszcze. Pysk prawie żaden, uszy jak u nietoperza, małe to... ale widać było, że silne...**
-a ty co tak stoisz? Chodź no tutaj!!!
Cóż mogłam zrobić, ruszyłam w stronę światła.
Wołał do mnie ktoś, kto wyglądałby jak Hannibal Lecter, gdyby Hannibal Lecter kiedykolwiek zaniechał zabiegów pielęgnacyjno - higienicznych.
-Kto ty jesteś?
Wysilając umysł źżeby odpowiedzieć na to pytanie ze zdiwieniem zauważyłam, że niedaleko majaczą światła jakiegoś domu, których nie zauważyłam uprzednio, pochłonięta teoriami spiskowymi i psem. Nie zdążyłam jednak udzielić odpowiedzi na to pytanie, ponieważ usłyszałam jakże znajomy głos
-Kto to jest?!
-Kolejna przybłęda - warknął mój... eee... znalazca??
-Zagotowałem wodę na herbatę!
-Ok., już idziemy! No chodźże, bo zamarzniesz tutaj - rzucił do mnie. Z cichym mlaśnięciem wydobyłam but z błota i podreptałam za nim.
Dom - czy raczej chatka - była maluska, drewniana, ale co ważniejsze - sucha i ciepła. W jednym z foteli siedział wygodnie Kevin. Kiedy weszłam obrzucił mnie badawczym spojrzeniem, ale nie powiedział nic. Zamiast tego pogłaskał psopodobne stworzenie za uchem.
Miałam ogromną ochotę mu przyłożyć. To mysmy się w aucie gnietli, a on herbatę siorbał!!! Niech go szlag!!!


Parę wyjaśnień dla niekumatych
*chodzi oczywiście o "wichrowe wzgorza" i wariata Heathclifa
** co to za dziwadło? buldog francuski. tyle tytułem noty od autorki

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 12 Lis 2003 04:25

-Słodzisz? – zapytał po chwili milczenia. Tak po prostu. Już otwierałam usta, żeby mu powiedzieć gdzie może sobie wetknąć swoją herbatę. I cukier.
-Łyżeczkę – wydusiłam
Podniósł tyłek i zalał trzy kubki z herbatą, po czym z pełną nonszalancją wsypał do dwóch z nich cukier. W milczeniu obserwowałam jego poczynania.
Do domku w końcu wszedł nasz, hm, prawdopodobnie gospodarz. Kevin podał mu kubek. Mi też. Usiedliśmy. Piliśmy herbatę w absolutnym milczeniu. Przerywanym tylko chrapaniem psa.
Ponieważ nikt nie zaproponował mi recznika siedziałam oczywiście w przemoczonym ubraniu. Mimo ciepłej herbaty miałam gęsią skórkę
-Zimno ci? – zapytał w końcu Kevin
-Nie, to przez twój zwierzęcy magnetyzm przechodzą mnie dreszcze – syknęłam. Spojrzał na mnie badawczo. Z jakimś takim smutkiem pomieszanym ze złością. To mnie jeszcze bardziej zirytowało.
-No oczywiście, że mi zimno jełopie
Nasz gospodarz zaśmiał się cicho
-No i co z ciebie za gentleman Olivierze?? – powiedział w kocu ochrypłym glosem
Ja coraz mniej z tego rozumiem
Kevim bił się z myślami. W końcu męska duma zwyciężyła.
-w łazience są ręczniki
-Byłabym szczerze zdziwiona gdyby ich tam nie było
-Margo!!!
-Nie drzyj się – siorbnęłam herbatę. Nieco przesłodzoną.
-Trafiła kosa na kamień – zauważył tamten człowiek, a pies zachrapał jakby potwierdzając
-Sebastian... – zaczął kevin
-Nie sebastianuj mi tutaj.
Ostatnie zdanie odniosło najbardziej spodziewany rezultat. Kevin zacisnął wargi i zamilknął.
Wypiłam herbatę i poszłam do łazienki. Byłam zła. Byłam bardzo zła. Byłam wściekła. A jak jestem wściekła, to nawet zły humor Kevina mi niestraszny.
Kiedy z grubsza zakończyłam proces suszenia szopy na głowie, wyszłam. Panowie siedzieli w idealnie tych samych pozycjach, naprzeciw siebie, po dwóch stronach kominka, na którym buzował wesoły ogień. Sielanka.
Sebastian spojrzał na nas. Na mnie, na Kevina, znowu na mnie...
-Późno się robi – zauważył
Odpowiedziało mu milczenie. Usiadłam między nimi.
-Idę spać. – odezwał się znowu – Dobranoc. I do widzenia. Znając życie rano was już nie będzie
-Gratuluję znajomości życia – mruknął Kevin
-Nie ironizuj. Jesteś mistrzem w znikaniu przed świtem.
-Zostawiłem medal w...
-Ehhh, zamknij się szczylu. – spojrzał na niego z jakąs troską w obliczu. I wyszedł. I znowu zapadło milczenie.
-Ja wiem, że nie uznajesz żadnej zwierzchności, zależności od kogoś ani nic takiego, ale mógłbyś do ciężkiej cholery powiedzieć co się dzieje. Gdzie jesteśmy, kto to był, co się...
-Wiem, że nie uznajesz prawa innych do posiadania ich własnych problemów, ale...
-Całkowicie uznaję prawa ludzi do własnych problemów. Co nie zmienia faktu, że problemy problemami, ale...
-Margo...
-Nie marguj mi tutaj!!!
Westchnął
-Z toba jeszcze nikt nie wygrał, co??
Zdziwiłam się. Nie no. Ze mną zazwyczaj wszyscy wygrywali. Ale...
-Nie, nikt
Znowu westchnął
-A więc chyba jestem zmuszony Ci to powedzieć.
Chwila prawdy. Co mi powie? Poczułam, że w gruncie rzecz, to nie muszę wiedzieć...
-Kevin...
-Teraz już mi nie przerywaj. Widzisz, meczyłas mnie odkąd... od tego cmentarza w Chelsea. Nie cały czas. Nie werbalnie. Ale męczyło cię to w sposób widoczny. A teraz siadaj tutaj i wysłuchaj. Ucz się odpowiedzialności za własne czyny... i życzenia.
Pies zaskomlał przez sen i zaczął przebierać łapami. Kevin podrapał go za uchem.

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 30 Lis 2003 01:08

-Znalismy się od... od zawsze właściwie. Ja. Ryan. Nikki... – zawahał się – Tommy i Gina. Derek... derek wprowadził się na naszą ulicę kiedy byliśmy w czwartej klasie liceum.
Byliśmy wyjątkowo zgraną paczką. Wszystko robiliśmy razem. Byliśmy... byliśmy inni niż teraz. Beztroscy. Nawet ja. Nawet Nikki. Widzisz, ona jak to się ładnie mówi pochodzi z rodziny patologicznej. No wiesz. Ojciec pił. Matka piła jeszcze więcej. Nikki często chodziła cała w siniakach, nawet na twarzy... dopóki oczywiście ja i Tommy nie byliśmy na tyle dorosli, żeby mieć w tej sprawie coś do powiedzenia. Bo kiedy już mieliśmy, to jej rodzice... hm. Bali się jej cokolwiek robić. Bo widzisz, za każdym razem kiedy coś się stało Nikki jej tatuś też cierpiał. Nawet bardziej. Nie marszcz się tak. To nie myśmy byli brutalni. To jej starzy, którzy traktowali ją jak worek treningowy. Gdyby nie my... z resztą Nikki przy nas o tym zapominała. Ja mieszkałem z matką, ojciec nas zostawił. Reszta miała takie normalne rodziny... Ale i tak większość czasu spędzaliśmy w starych magazynach, niedaleko naszej ulicy. Ciągfnęło nas do tych opustoszałych przestrzeni. No i lubiliśmy, naprawdę lubiliśmy wybijać szyby. W okresie wczesnoszczenięcym bawilismy się tam w policjantów i złodziei... później zaczęliśmy tam grać. Odbywały się tam próby naszego zespołu, któremu co prawda nie umieliśmy nadać nazwy, ale przecież nie o to chodziło. Ale o zabawę.
Nikki i Ryana nie muszę ci opisywać. Siebie też nie, bo i tak nie uwierzysz. Ale...
Tommy był duszą towarzystwa. Niezrównany kompan. Chociaż nie bez wad. Byliśmy jak bracia. Wszystko robilismy razem. No... prawie wszystko. Wszystko co było akurat ciekawe, zabawne i, hm, niebezpieczne. Bo Tommy był maniakiem wszystkiego, co wywoływało skok adrenaliny. I to przez to... ale po kolei.
Wszystko co nie było ryzykowne Tommy robił z Giną. Gina była – zmarszczył czoło – była aniołem.
-Aniołem?
-Była piekna. Anielską urodą. Samo patrzenia na nią było czystą przyjemnością. Miała najjaśniejsze włosy jakie widziałem. Prawie białe. Niewiarygodne ale prawdziwe. I wielkie niebieskie oczy. Pieknie kontrastowały z Nikki.
-Nie wątpie
-Nie przerywaj z łaski swojej. Gina była również wyjątkowo miła i łagodna. Zazwyczaj. W każdym razie w wypadku jakichkolwiek sytuacji wymagających negocjatora wysyłalismy właśnie ją. Taka chodząca kobieca niewinność. Wybaczano nam hałasy, powybijane szyby – za czasów fascynacji baseballem, nawet psa potrąconego motorynką. Bo jeśli nie wybaczali, to ktos zdobywał smiertelnego wroga w postaci Giny Renard, która bywała nieco... złośliwa. Ale czasami
Tommy i Gina byli nierozłączni odkąd skończyli 15 lat. To nie była zwykła szczeniacka miłość. Nie było żadnych misiów pysiów i siedzenia sobie na kolanach w miejscach publicznych. I całe szczęście. Od szczeniackich wygłupów i zgrywania się wystarczaliśmy ja z Ryanem. Nie szczerz się tak.
-Nie szczerze się
-Żadnych kosmatych myśli.
-Ani pół
-W każdym razie...