Recenzje...

Ogólnie pojeta muzyka...

Strona główna OFFTOPIKI Music, Music

Recenzje...

Postprzez Tico on 29 Kwi 2004 23:04

Zachciało mi się napisać recenzję płyty, ale nie znalazłem odpowiedniego tematu w sumie. Mamy niby tematy o danym zespole, gatunku muzycznym itd ale nie jest powiedziane(chyba:P) że w tym miejscu powinna znaleźć się recenzja. Teraz już jest.


Zacznę od płyty Znamię zespołu IRA
Płytę posiadam od kilku dni i aktualnie słucham jej maniakalnie. Album zaczyna się od mocnego uderzenia, "Znamię" utwór tytułowy i dla mnie najlepszy ze wszystkich. Rewelacyjny tekst, intro, boska solówka idealnie zakończona potwornie wysokim dźwiękiem. Refren z 'podwójnym' wokalem Artura też brzmi ciekawie. Kawałek typowo hard & heavy. Dalej choć gorzej nie oznacza słabo. "Zmienić siebie" znów fajny tekst, muzycznie jak na tą płytę średnio, fajna linia wokalu w refrenie. "Nie wierzę" - kawałek dość spokojny jak na ten album, fajny wokal Gadzia szczególnie podczas zwrotki, minus to refren, nie podchodzi mi. Czwarta piosenka jest przeze mnie zazwyczaj omijana,"Na zawsze" to najdłuższa kompozycja, jest poprostu nudna, fajny jest ten powolny riff i niski 'groźny' ale i spokojny wokal ale zbyt monotonne i za długie.Piątka na płycie to "Strach", czy ja już mówiłem że podobają mi się teksty IRY? Tu poraz kolejny mogę to powiedzieć, gdy słysze ten refren mam chęci otworzyc okno i krzyczeć. "Wojna" kolejny rewelacyjny kawałek. Uwielabiam ten tekst, spokojny wokal w zwrotkach i agresywny w refrenie, majstersztyk jak dla mnie. "Skaza" to zarąbisty początek ale poza tym piosenka jakoś mi jeszcze nie podchodzi ale nie słuchałem jej jeszcze zbyt dużo."Zakrapiane spotkanie" miły przerywnik pomiędzy ciężkimi riffami, a tekst? No cóż czysta prawda!!! Numer 9: "Słowa" to przyjmnie ciężki, krótki kawałek. Szczególnie podoba mi się wysoki wokal Gadzia przy końcach wersów, poza tym to nic nadzyczajnego. Na koniec dwie wersje live: "Zostań tu" i "Zew Krwi". Ta pierwsza zbytnio do mnie nie przemawia ale druga jest naprawde mocna. Ten głos przy 'Zew Krwi, zew krwi' powala mnie na kolana, no ale to nie kawałki z tej płyty.
Podsumowując płytka "Znamię" na stałe póki co zagościła w mojej wiezy, zobaczymy ile tam wytrwa ale myśle że dość długo bo jest naprawde rewelacyjna i nie potępiam chłopaków że nagrali tak ciężki album, mi on jak najbardziej odpowiada.
Awatar użytkownika
Tico
przyjaciel
 
Postów: 907
Od: 28 Lut 2003 02:19
Miejscowość: Hill Valley
Płeć: Nie określono

Postprzez Klaudia on 29 Kwi 2004 23:48

po pierwsze: rewelacyjny temat :pray:
po drugie: rewelacyjna płytka, więc też ją zrecenzuję :grin:

Jak już powszechnie wiadomo IRA podobiła już dawno moje serce, ale chyba jeszcze nie wiadomo, że to właśnie płytą "Znamię".
Dla mnie to jest najlpesza płyta IRY, oprócz "Ognia", którego jeszcze w całości nie słyszałam :confuse:
Najbardziej gniewna i prawdziwa dla mnie płyta, te teksty...
Myślałam, że opiszę wszystkie piosenki po kolei, ale to nie ma większego sensu, bo każda opisana byłaby w samych superlatywach i przy każdej mogłabym powiedzieć, że tekst idealnie pasuje do mojego życia.
Słucham jej jak mam cholernego doła, jak mam ochotę się wyładować, zacząć wszystkim wkoło rzucać. Tak np. było wczoraj, włączyłam 'znamię' na ful i mi pomogło. Coprawda beczałam podczas trwania całej płyty, ale na końcu poczułam się fajnie, wszystko odleciało. Gdyby nie 'znamię' pewnie do dziś bym miała zjechamy humor. Kocham, po prosu kocham ten album i wszystkie piosenki na nim.

Przestań się bać
Krzycz jeśli zechcesz
Poczuj, że żyjesz
Zrozum, że jesteś!

I believe I can fly
I believe I can touch the sky
Awatar użytkownika
Klaudia
Saturday Night
 
Postów: 1535
Od: 02 Mar 2002 19:23
Miejscowość: Rybnik
Płeć: Laska

Postprzez Days on 01 Cze 2004 02:33

Mam, mam, mam!!!!!!!!!!!!! Wreszcie mam TEN album!!!! Arghhhhhhhhhh!!!! Cudo, cudo, cudo!!! I jaka piekna oprawa graficzna (glowne zdjecie ja bym powiedziala w stylistyce retro troszke nawet, a reszta... hm... reszta taka... no zupełnie inna...) Inna niż na poprzednich plytach... jakby... jakby bardziej dojrzala.. Bo i piosenki sa bardziej dojrzale.... To juz nie sa te dziewczyny (facet) z czasow troszke buntowniczego FNF, mlodzienczego TOC, czy rozrywkowego (na pozor...) In Blue... Bardzo ciekawa rzecza jest, ze na 12 piosenek tylko 3 z nich mozna tak naprawde nazwac Love Songami (w tym tylko jedna jest ballada...). Reszta traktuje o duzo powazniejszych rzeczach, ale w sposob jak zwykle dla Corrsow bardzo subtelny i nie nachalny... Ale przejdzmy do szczegolwoej oceny:

Summer Sunshine: Wiekszosc z was już pewnie slyszala ta piosenke, wiec nie bede sie nad nia za duzo rozwodzic. napisze tylko tyle, ze jak ja pierwszy raz uslyszalam, to bylam nia zafascynowana glownie dlatego, ze to byla pierwsza nowa piosenka Corrsow od bardzo dlugiego czasu... I byla inna.. byla taka troche w stylistyce lat 80-tych (KOstrzewa nawet mowil ze ma w sobie posmak "Video Killed The Radio Star")... Ale nie miala niestety typowych dla Corrsow motywow (skrzypki, tin whistle). Potem jak juz sie z nia osluchalam, to doszlam do wniosku, ze podobnie jak wiekszosc piosenek z In Blue Ole i Jim troche ja przeprodukowali. Ale akustyczna wersja jest naprawde dobra... Pozbawiona tych bajerow, doprowadzona do stanu "surowego" - tylko gitara, skrzypki zamiast wszystkich efektow i bodhran... No i Andy i chorki :) Git! Ogolem sama piosenka jest takim letnim przebojem... Ale Andy swietnie o niej mowila - ze to miala byc w zasadzie smutna piosenka o zakazanej milosci... I mysle, ze udalo jej sie przemycic nawet do takiej w sumie banalnej piosenki kilka typowych dla siebie motywow (In coffee city we borrowed heaven... Just sweat beginnings and bitter endings...) i to jest duzy plus. Daje 7/10

Angel: piosenka napisana o i dla ich zmarlej mamy... Myslec by mozna, ze taka piosenka pewnie bedzie wolna, smutna, pelna patosu... Myslec by mozna, jesli sie nie slucha Corrsow... Andrea naprawde ma niesamowity dar pisania.. I to takiego lekkiego pisania... Nie ma frazesow, nie ma ciezkiego patosu... Jest lekkosci, jest delikatnosc, subtelnosc... Bo jak napisac o mamie? "She was beautiful... so beautiful... I still hear her laugh.. like she's here..." I te cudowny fragment "Does the sun shine up at you when you're looking down?" :) A muzycznie??? Sa skrzypki, JEST TIN WHISTLE!!!! Rewelacyjnie brzmi Tin Whistle w polaczeniu z gitara! Za to solo naprawde megaPLUS!!!! Jak bumcyk-kucyk - 10/10

Hideaway: przerywnik w postaci kilku piosenek napisanych przez Shaz... Pierwsza z nich zaczyna sie tak troche inaczej... Troche pod In Blue muzycznie, ale tylko na poczatku... Potem jak sie tego slucha, to juz cos zupelnie innego... Autentycznie ta gitarka tam jest rewelacyjna i jakbym nie wiedziala, ze to Corrsi, to bym powiedziala, ze to na 100% jakis rockowy band gra :) text jest fajny.... Taki budujacy... :) Slucha sie tego i czuje sie coraz lepiej... Bo tak chyba jest, gdy ktos spiewa do ciebie z glosnikow "I believe you can be what you wanna be". Zdecydowanie piosenka na polepszenie humoru - 9/10

Long Night: no to jest wlasnie ta ballada milosna, o ktorej pisalam wyzej... Ale ona NAPRAWDE JEST CUDOWNA!!! Tak delikatnie sie buja... I smutna jest... A moze tylko ja mam jakies takie dziwne uczucie jak jej slucham... No sama nie wiem, ale czuje, ze to jest jedna z tych piosenek, przy ktorych majac dola, moglabym sie poplakac (a nie ma ich az tak dlugo)... ale jak to ma text "it's gonna be long night and it's gonna be cold without your arms..." a potem sa skrzypki... I takie cudowne skrzypki... A potem jest gitara i slabsze skrzypki... a potem jest Andy... a potem sa chorki... "I'm gonna get stage fright caught in the headlights" i znowu skrzypki na koniec... CUDO!!! 10/10

Goodbye: kolejna piosenka dla mamy... Tym razem by Sharon... I tez o dziwo (a moze nie o dziwo...) szybka... Zmieniam zdanie - nie tylko Andy ma dar pisania z lekkoscia o rzeczach ciezkich (ale ona natomiast popisuje sie tu na koniec glosem aniola)... Shaz tez to ma... "Where are you now, and could I get there somehow...". Piosenka muzycznie bardzo fajna... Moj gust muzyczny chyba bardzo ewoluuje, ale momentami podobaja mi sie te zabawy ze stolem mixerskim... tzn nie zeby ich jakos bylo duzo (bo nie ma i moze dlatego...), ale jak sie pojawia w dobrej ilosci, to sa nawet ciekawe.. Z reszta w tej piosence jez jest zarabista gitarka i przez chwile skrzypeczki... ogolnie 8/10

Time Enough For Tears: nie wiem czy powinnam pisac o tej piosence cos wiecej niz to, ze zostala napisana przez BONO (i Gavina Fridaya). Mozna ja bylo uslyszec juz w zeszlym roku w filmie In America (nominowana byla do Zlotych Globow). Text jest wiec rewelacyjny... Muzyczka tez - glownie pianinko... A sposob zaspiewania tej piosenki... NIEBO!!! Powiedzialabym, ze to piosenka pod repertuar Evy Cassidy... Podobno Bono I Gavin spiewali to Andrei przez telefon... I podobno piosenka zostala nagrana za jednym podejsciem - od poczatku do konca! Jezeli to prawda, to OMG!!! JAKI ONA MA GLOS!!! Naprawde rewelacyjnie zaspiewane... Eh... nic tylko zgasic swiatlo, zapalic swieczki i oddac sie reflekcji... "Time is tougher than we both know yet.. Time enough for tear..." 10/10

Humdrum: Zabawna piosenka... Oj naprawde sie usmialam z textu... Ale od poczatku... Zaczyna sie... hm... dziwnie... Taka jakby zmiana plyty, zmiana stacji (slychac trabke, potem gitare, a potem nieszczescna elektronike, ktora troszke mnie razi), a potem leci piosenka o nudzie... O takiej nudzie dnia codziennego, gdy mieszka sie z kims i w pewnym momencie ma sie go dosc... I chce sie "Drift while you're talking, bathe while you're downstairs and chat on the phone, fall asleep before bedtime, pass in the hallway, forget your birthday and shrink all your clothes" :) A potem sa skrzypki :) I takie fajne skrzypki i chorki i skrzypki wraz z Tin Whistle'em :) I jak nie lubic piosenki, ktora konczy sie stwierdzeniem "Did I say it out loud?" ":lol: :) 9/10

Even If: no ta piosenka jest 3 z serii love songow... I zaczyna sie rewelacyjnym intro na pianinie - jakby ktos sie uczyl grac lol :) Generalnie to taki prosty, fajny, radosny love song... Ale jest taki lekki, taki luzny... Zadnych zbednych wznioslych wyznan... Moim zdaniem wlasnie najtrudniej napisac lekka piosenke o milosci... Bo te wszystkie frazesy zawsze pchaja sie na sile na kartke... A tu tego nie ma.. a w zamian za to sa skrzypki, jest flecik :) jest radosc, lekkos... "Even if the sun came tumbling down - you're like the ground I walk on...... I'm in heaven right now and I don't wanna come down!" :) rewelka :) 8/10

Borrowed Heaven: Andy popisowy nr jezeli chodzi o text... "All beauty all fade away - borrowed" Naprawde rewelacja... Piekna piosenka... Autentycznie brak mi slow.. trzeba jej posluchac, by zrozumiec o co mi chodzi... Zaspiewana takim cudownym spiacym glosem... Takim zupelnie bez wysilku... i cos co mi sie zawsze podoba w textach Andy - zabawa brzmieniem slow... "all body all skin all bone, borrowed, all silky, all smooth and warm, borrowed, all pleasure, all pain are one, borrowed, Almighty I stand alone... I know I'm living in.... Borrowed Borrowed Heaven" I rewelacyjne skrzypki, a co jeszcze bardziej rewelacyjne - afrykanski chor na koniec... i Gosc spiewajacy cos w jakims afrykanskim dialekcie i chor spiewajacy refren.. jakbym mogla to bym dala 11/10 :) a ze nie moge to 10/10

Confidence For Quiet: kolejna piosenka na poprawienie humoru... Jak czlowiek ma czegos dosc, to jest akurat dla niego... Podobno Andy napisala to, jak nie wiedziala, o czym ma napisac piosenke :lol: :) i jak nic jej nie przychodzilo do glowy i miala sie zbuntowac przeciw pisaniu na sile, gdy nie ma o czym pisac... Ironia :) Bo po tej piosence przyszlo tyle innych... Ale naprawde piosenka na zly humor: "not anymore, I don't feel it, I'm not hopeless, tragic.... No, nothing no more to say, I've got freedom, no more calling, I don't care, I walk away, Cause I've got confidence for quiet, I'm not afraid" :) I znowu sa skrzypki :) Musze wiec to zrobic - 9/10

Baby Be Brave: oj.. znowu to zrobie... juz na poczatku napisze, ze znowu bedzie max... No ale co zrobic, jak piosenka zaczyna sie od takich rewelacyjnych skrzypkow, a pozniej jest coraz lepiej... Piosenka znowu dla mnie... Znowu podobno powstala po przeczytaniu artykulow o gwiezdzie rocka Ryanie Adamsie i Scianie Placzu :) Niby sie nie wiaza, ale piosenka wyszla piekna... Naprawde piekna "Baby be brave cause what's the point of it all? .... Tell me what's it all for if you're not terrified to fail?" Bo podobno "it's your fear that makes you worthy" i to jest wlasnie tresc tej piosenki... I chyba nie musze juz pisac, ze znowu byly cudowne skrzypeczki? 10/10

Silver Strand: IRISH TRADITIONAL SONG czyli oczywiscie instrumental napisany przez Shaz i Caro.... Cudo! Cudo! Cudo! W prawdzie jest to raczej wolny instrumental... taki bardziej pod Rebel Hearti Lough Erin Shore niz Toss The feathers... ale jest cudowny... Pianinko, skrzypeczki, tin-whistle....I delikatna gitarka w tle... i wokale... takie fajne "yadadadada" :) muzyka relaxacyjna z zalozenia wysiada! Przy tym to dopiero mozna sie odprezyc... 10/10

podsumowujac - 9.17/10 to chyba rewelacyjny wynik, prawda? Naprawde po In Blue (ktore bardzo lubie, mimo wpadek z singlami) i po singlu promujacym TBO (would you be happier, ktoe bylo fajne, ale malo irlandzkie...) nie spodziewalam sie TAKIEGO albumu... A tu masz... GIT! Sa skrzypeczki, jest whistle, sa cudowne texty, jest subtelnosc i delikatnosc TOC... W prawdzie Jimmi i Olle nie oszczedzali momentami konsolety mixerskiej, ale na cale szczescie przerost produkcyjny pojawia sie tylko w nielicznych momentach (tam bedzie tego moze ze 2 lub 3 na cala plyte). Wszystko jednak wynagradza doskonala dyspozycja wokalno-muzyczno-texciarska Corrsow... Naprawde znakomity album! Wszystkie pieniadze bym oddala, by uslyszec go na zywo i mam nadzieje ze nie skonczy sie to tylko na kolejnej plycie DVD z koncertu... Bo oni sa naprawde marvellosos :)

Image Image Image Image
Image
Awatar użytkownika
Days
Noldor Princess
 
Postów: 5855
Od: 05 Mar 2002 01:56
Miejscowość: LothLorien
Płeć: Laska

Postprzez Tico on 05 Gru 2004 20:00

happysad - Wszystko Jedno

Recenzję zacznę od tego, że zazwyczaj nie słucham muzyki jaką reprezentuje sobą zespół happysad (pisownia razem i z małej litery nie przypadkowa, tak właśnie pisze się nazwę zespołu). Nie lubie polskiego punka z małymi wyjątkami oczywiście. Jedynym zespołem który wywodzi się z tego nurtu i którego jestem wiernym fanem jest T.Love ale czy ten zespół oprócz tekstów ma w sobie coś typowo punkowego? Nie wydaje mi się. Innymch grzechów z pod znaku polski punk-rock nie mam (a może nie pamiętam?). Nie raz próbowałem przekonać się do Kultu, Pidżamy Porno, a ostatnio za namowami i poleceniami osób znajomych Armii i Brygady Kryzys, nieskutecznie. Oczywiście że znalazłbym pojedyncze piosenki (Twoja Generacja - Pidżamy) które uwielbiam ale to są tylko wyjątki.
Zespół happysad natomiast prezentuje sobą mieszankę punk-rock-reagge. Charakteryzuje się lekkością, prostotą, słabym wokalem i dobrymi tekstami. Dlaczego więc tak mi się podoba, że od kilku dni nie słucham prawie niczego innego? Nie wiem. To jest chyba właśnie najpiękniejsze w muzyce. Można mieć okreslone gusta, lubić np. ostre heavy gitarowe riffy, skompikowaną perkę, głos wokalisty objemujący tyle samo oktaw co głos Dickinsona z Maidenów i wyższy niż Halforda z Judasów, zastanawiać się czy coś jest komercyjne czy nie. Czasem jednak zdarza się tak, że usłyszymy piosenkę która totalnie nie zgadza się z naszymi wytyczonymi gustami muzycznymi a mimo to nam się podoba. Co wtedy? Ja osobiście się ciesze bo poszerzam swoje muzyczne choryzonty.
Wrócę jednak do tematu, do płyty Wszystko Jedno. Nie będę skupiał się na poszczególnych piosenkach, bo to w moim stylu, a nie chcę żeby ta recenzja była w moim stylu. Skupię się na albumie jako całości. Słuchać tu wpływy wielkich kapel postpunkowych, jednak ja jako że nie znam się na tym gatunku mogę powiedzieć tylko o Pidżamie Porno. w ogóle przy pierwszym przesłuchaniu często można odnieść wrażenie że muzycy happysad wzorują się dość mocno na Grabażu i spółce, jednak zachowując swój styl. Na płycie oprócz jednego wyjątku (w ostatniej piosence gościnnie akordeon) nie usłyszymy innych dźwięków jak głos, dwie gitary, bas i perkusja. To wielki plus, muzyka dzięki temu poraża prostotą, która potrafi być piękna (jestem fanem zespołów The Clash i Sex Pistols). Prostota też występuje w tekstach, ale i tu jest ona piękna i niepowtarzalna. Słowa piosenek są dla mnie największym plusem tego albumu, są proste, a zarazem głębokie. Autor(zy) używają prostych sforułowań by mówić o rzeczach ważnych i trudnych, dzięki temu każdy może je zrozumieć. Nie ma też niepotrzebnego (według mnie) wchodzenia w polityke, nawyzywać SLD czy Samoobronę potrafię nawet ja, ale wytykać błędy w postrzeganiu uczuć bliskich każdemu człowiekowi (miłość w piosence Zanim Pójdę) nie każdy potrafi. Wracając do muzyki, panowie doskonale balansują pomiędzy punkiem, rockiem a reagge. Nie mozna sklasyfikować ich jasno do jednego z tych nurtów. Takie złote środki są najlepsze, można trafić do szerszego odbiorcy (nie chodzi mi tu przecież w żadnym wypadku o komercję) i mieć swój własny styl. Nikt przecież nie wymiesza tych trzech gatunków z taką samą ilością poszczególnych składników.
Podsumowując zespół happysad nie ma raczej szans na zaistnienie w MTV, ale przypuszczam iż muzykom tego zespołu nawet na tym nie zależy. Mają jednak szanse stać się kimś ważnym na polskim rynku punk-reagge. Zespoły typu Kult, Pidżama czy T.Love grać wiecznie przecież nie będą, a ich fani nadal będą potrzebować koncertów. Za czas jakiś luka może powstać bardzo duża, a póki co happysad może próbować zaistnieć u boku weteranów i mam nadzieje że z powodzeniem.


P.S. Chciałem jeszcze dodać, że oczywiście potstrzegam minusy na debiutanckim albumie happysad, ale z całą premedytacją nic o nich nie napisałem.
Awatar użytkownika
Tico
przyjaciel
 
Postów: 907
Od: 28 Lut 2003 02:19
Miejscowość: Hill Valley
Płeć: Nie określono

Postprzez Days on 27 Cze 2007 04:48

ekhem... Nadejszła wiekopomna chwila, w ktorej wreszcie postanowilam zebrac w calosc moje do tej pory luzne uwagi na temat tej plyty i napisac poprawna recke. Uwaga staram sie jak nie wiem co, wiec prosze sie nade mna potem pastwic ile wlezie ;)

Tytulem wstepu musze zaznaczyc, ze (jak pewnie wiadomo) bylam i jestem do tej plyty nastawiona dosc (bardzo) emocjonalnie, bo to w koncu plyta Andrei - "mojej" Andrei, Andrei - bohaterki mojego muzycznego swiata, Andrei - duchowego wsparcia mojej popapranej psyche, Andrei, ktora nadal jest tym wszystkim, o czym kiedys nieopatrznie zdarzylo mi sie napisac. Zatem oczywiste jest, ze jak rozczarowanie, to spotegowane kilkaset razy, a jednoczesnie - chwytanie sie wszelkich mozliwych (nieprawdopodobnych rowniez) tlumaczen jej postepowania...

a zatem do sedna. Myslalam, ze napisze to trzymajac plytke w lapkach, ale Wroclaw najwyrazniej zostal pozbawiony tego szczescia, zatem - na podstawie IPlay'owych zakupow to sie odbywa. Troche szkoda sobie mysle, bo w koncu oprawa graficzna tez jest wazna, dodaje klimatu, odpowiednio nastraja i daje jakis poglad. Stwarza jakies wyobrazenie, zanim wlozy sie plytke do otwarzacza i wscisnie play. A tu mamy "sucha" muzyke... I w sumie odnosnie tej plyty to chyba byloby lepiej nigdy nie zobaczyc okladki, ktora daje calkowicie mylny obraz i bledne przeswiadczenie, ze to co za chwile uslyszymy bedzie takie... klimatyczne, natchnione i inne, niz to co bylo do tej pory. Na okladce i zdjeciach w booklecie Andrea jawi sie niczym artystka, ktora ma zamiar odkryc przed swiatem jakas tajemnice. Jest tajemnicza i intrygujaca. Wyglada, jakby naprawde miala wiele do powiedzenia i byc moze ma, ale gdy juz sobie wyobrazamy to, co ona chce powiedziec, nagle do naszych uszu dochodza pierwsze dzwieki pierwszej piosenki:
Hello Boys - zaczyna sie, jak juz wczesniej pisalam, dzwiekami z pierwszego lepszego syntezatora. I co gorsza te dzwieki lataja po tej piosence przez caly czas, a potem dostaja jeszcze metalicznego wydzwieku. w ogole nie robia. W ogole wydaje mi sie, ze doroslam do tej piosenki - a byc moze moj mozg odbiera ja ciagle w kategoriach rewelacyjnej wersji akustycznej. Bo piosenka sama w sobie jest dobra. Fajnie napisana (historiam ktora Andy opowiada jest ciekawa, sam moze text nie jest a ztak dobry), zaspiewana (o ile mozna tak powiedziec pod takim natlokiem rzeczy tlumiacych jej glos), zagrana. z pazurem. drazni sie lekko ze sluchaczem i to wszystko slychac, gdy dostajemy wersje akustyczna z rewelacyjnym basowym riffem i glosem Andrei w pelnej krasie, nie przytlumionym przez roznego rodzaju dziwne szmery i bajery. Jedyny plus produkcji dla mnie w tej piosence to gitarowa solowka. Reszta Hooper bardziej popsul niz nadal temu obrazkowi ksztalty. Ogolem 6/10
Anybody There - lirycznie Andrea normalnie idzie w slady Mirona Bialoszewskiego (zeby jeszcze wiedziala kto to). Bawi sie slowami, bawi sie tematem, bawi sie pomyslami... I to jest strasznie fajne. A muzycznie jest wesole miasteczko - sampel zlozony z 2 akordow na pianinie i nieustanny loop perkusyjny zaczyna draznic w polowie piosenki i ma sie ochote walnac grajka spod karuzeli w leb z wrazenia, ze sie zacial. Ciekawi mnie, jak ta piosenka wygladala na poczatku, gdyz no melodyjnie i muzycznie nie jest tez skomplikowana, ale moge sie zalozyc, ze spokojnie mozna bylo z tym zrobic cos ciekawszego... 5/10
Shame On You (to keep my love from me) - pierwsze pytanie - po cholere taki flugi tytul? Ja rozumiem, ze wiele osob nie rozumie tematyki tej piosenki (co widac po reckach), ale zeby im zaraz walic takim tytulem po glowie.. to nie ma sensu. A sama piosenka - jak wiadomo, wazny dla Andy temat porusza. Na poczatku wydawala mi sie troche infantylnie napisana, a potem po posluchaniu, jak Andrea mowi o niej... nadal uwazam, ze jest napisana infantylnie, ale chyba nabieram przekonania do takiego sposobu podejscia do tematu. W pewien sposob poteguje on przeslanie... Przeslanie, ktore zostaje calkowicie zatracone w dzwiekach typu Tiesto i Safri Duo. I ok z technicznego punktu widzenia jest ok - piosenka rozwija sie powoli, nagle nastepuje klimax i... i nic, bo chociaz technicznie tak jest fajnie, to w praktyce te dzwieki i zabiegi psuja odbior i odciagaja czlowieka od tego, o czym ta piosenka jest. Slyszy sie takie dzwieki i co poniektorzy beda mieli co najwyzej ochote potanczyc, ale zeby pomyslec, co ona tam spiewa? Produkcja calkowicie zabrala tej piosence klimat... 4/10
I Do - szlag moze trafic, gdy sie slucha tej piosenki. Szlag, ze tak dobra piosenka zostala tak sponiewierana dzwonkami z pozytywka w tle, ktore calkowicie odrzucaja nie tylko od tego kawalka, ale tez od brania jakiegokolwiek slubu.. brrry... jeszcze moze w sukni slubnej typu "beza"? I Ok piosenka jest slodka sama w sobie - w sensie text i sposob zaspiewania, ale dlatego wlasnie nie powinno sie tego podkreslac jeszcze bardziej dokladajac cukiereczki i ciasteczka w tle. Przeslodzone do granic mozliwosci traci swoja wielowymiarowosc i zamyka naprawde kawal dobrej roboty w szufladzie "o ja biedna nieszczesliwa, 30 na karku a meza jak nie bylo tak nie ma". 4/10
Ten Feet High - bylazby to jedna z najlepszych piosenek na plycie. Melodyjnie jest boska, lirycznie jest niesamowita. Zaspiewana jest fantastycznie. Momentami nawet produkcja jest pasujaca do wszystkiego. Momentami - bo te dziwne dzwieki, ktore nie wiem czy umiem lepiej opisac niz "syntetyczny akordeon tudziez smyczek" to ja nie wiem co tam robia. Piosenka jest smutna jak diabli, smutno zaspiewana, glos calkowicie oddaje tresc i glebie smutku przekazywanego w swietnie skonstruowanym texcie, dodatkowo swietnie podkresla to caly zastep smyczkow i pianino. wszystko w odpowiedni sposob, w odpowiednim miejscu, w odpowiedniej ilosci i to by naprawde wystarczylo, nie trzeba juz bylo uderzac w sluchacza kolejnym tempym narzedziem wrzynajacym sie w mozg jednym wielkim CO TO TAM KURDE ROBI? Doskonaly przyklad na to, jak "najlepszy producent" moze popsuc tak swietna piosenke... by go szlag. 8/10 (za sama druga zwrotke i drugi refren bym dala 9/10 gdyby tam znow tam nie bylo tego czegos).
Champagne From A Straw - no ja nie wiem, co sie tu wszyscy tak ta piosenka zachwycaja. glupia jest jak nie wiem. tzn text jest ok, chociaz po tym, co o nim slyszalam, spodziewalam sie wiecej. a tak naprawde nie ma tam nic takiego strasznego - jest smieszny i z jajem, ale tylko takim malym o... do I Wanna Be a Popstar Culluma mu daleko. natomiast produkcja mi sie w ogole nie podoba. To Bahama Mama jest drazniace i glupie. Zaczyna sie fajnie i w ogole podklad pianinka jest bardzo fajny i znowu mam wrazenie, ze piosenka na poczatku brzmiala bardzo fajnie... a dolozenie tych trabek i w ogole tego bitu tez trywializujacego wszystko. No niby z jednej strony pasuje to do trywialnosci tego swiata i opisujaceg go piosenki, ale z drugiej strony sama piosenka wtedy to tez nic specjalnego... 6/10
24 Hours - no i wreszcie piosenka, ktorej w zaden sposob nie psuje produkcja, a nawet na poczatku nadaje ciekawe rysy. Aczkolwiek piosenka sama w sobie nie jest niczym niezwyklym i innym. Klimat BH, totalnie moglaby stanac w szranki z Even If o miejsce na plycie, byc moze by nawet wygrala, bo ma zdziebko fajniejszy text i jest fajniej zaspiewana. opowiada ciekawsza historie w jakis sposob. ale jak juz wspomnialam - nic nowego. nic innego. a nawet cos lekko odgrzewanego. tyle, ze o dziwo produkcja w zaden sposob nie wplywa na ocene. 7/10
This Is What It's All About - byc moze wlasnie o to chodzilo. Gdyby cala plyta, moze nie wygladala tak, ale pasowala do tej piosenki w jakis sposob.... moze wtedy to by mialo sens.. wszystko razem. Jedna z 2 piosenek pasujacych do okladki. Jedna z nielicznych piosenek nie spartaczonych produkcja, jedna z kilku, w ktorych najbardziej liczy sie fantastyczny text i ktora bazuje na spokojnym, prostym i jakze pieknym glosie Andrei. Mozna jej sluchac i sluchac, lezac sobie na lozku i zastanawiajac sie why oh why ta plyta, zamiast pasowac do tej piosenki, calkowicie sie od niej odcina. A po glowie chodzic bedzie pytanie - czemu Hooper akurat tej piosence odpuscil? Moze nie byl w stanie podniesc reki na taka perelke? Chociaz dorby producent potrafilby z niej zrobic cos jeszcze lepszego... 9/10.
Take Me I'm Yours - cover. Ale JAKI cover. Troche to zatrwazajace, ze z szybszych piosenek akurat cover wypada najlepiej. Miala byc jakastam odpowiedzia i rownowaznikiem dla Hello Boys, ale jest duzo, duzo lepsza. Niby dzwieki syntetyczne to tutaj glowna nuta, ale tu widac ze pasuja. Piosenka jest niczym wyciagnieta z lat 80-tych, ale w taki sposob, ze to wszystko do siebie pasuje. I nic nie drazni. W zaden sposob. Nawet przester na glosie Andrei dodaje temu wszystkiemu jakies takiej odpowiedniej atmosfery. Widac, ze Hooper czasami potrafi. Tylko ze problem polega na tym, ze nie trudno potrafic, gdy ma sie specyficznie narzucony klimat... Ale to juz nie jest problem tej piosenki, tylko problem w ogole. Sama piosenka moze sie bez niego obyc. I jak zobacze na zywo Andy spiewajaca o padajacych Wielbladach to dam 10! 9/10
Stupides Girl in The World - od razu wiedzialam, ze to bedzie kolejna MOJA piosenka. I chociaz Hooper probowal popsuc ja najwyrazniej na wszelkie mozliwe sposoby (ten dziwaczny dzwiek all the time), to piosenka jest na tyle mocna, ze no broni sie... broni sie jak nie wiem. I nic chyba nie byloby w stanie jej popsuc - nawet jakby wokal zastapic smerfnymi hitami. Dawno Andrea nie napisala takiego textu - tak pieknego, tak prawdziwego i tak intymnego... dawno - chyba od czasu Hurt Before. I to pianino w tle... jakze piekna moglaby byc ta piosenka, gdyby nie Hooper... Zaslugiwalaby na same 11... Sa chwile, ze nie potrafie przestac jej sluchac. I jak swietnie ona musiala brzmiec, gdy zostala stworzona... Zdecydowanie dla tej piosenki warto bylo nagrac cala plyte! 10/10
Ideal World - druga piosenka pasujaca w jakis sposob do okladki... chociaz w sumie mozna sie klocic. text jest rewelacyjny. piekna historia, swietnie opowiedziana... ale... ale lekko nuzaca po pewnym czasie... smyczki w tle kojarza sie rzeczywiscie ze sciezka dzwiekowa do starych filmow, ale gitara na pierwszym planie zaglusza to wrazenie i troszke nudzi. moze gdyby zamienic to, albo nie robic tej gitary tak wyeksponowanej, to by to mialo wiecej sensu i wiecej tresci. Ogolnie kolejna piosenka, dla ktorej warto bylo wydawac wlasna plyte, ale moze gdyby nie poswiecono calej energii na niepotrzebne pierdoly w innych piosenkach, to tej by sie dostalo wiecej i ciekawiej... 7/10.

O SOY wersji radiowej nie pisze nawet osobno, bo to generalnie nie ma sensu. Piosenka jest hopeless i nie widze sensu robienia czegos takiego. nawet bym jej nie dala 1/10.

Ogolnie plyta jest... dziwna. Jedynym dobrym powodem jej wydania sa teksty - piekne, ciekawe, nietrywialne teksty. Widac, ze Andrea miala wiele do przekazania, ale jednoczesnie ta chec przekazania wielu ciekawych rzeczy nagle ulega checi bycia czyms innym niz The Corrs. I najwyrazniej wszystko na tej plycie zostalo wyprodukowane z takim celem - by podkreslic ta roznice. I zazwyczaj konczylo sie na tym, ze dobrym piosenkom dostawalo sie po tonie dziwnych bajerow tylko po to, zeby odroznic je od tworczosci TC. I po co? Popatrzmy na piosenki od poczatku - latwiej wymienic te, ktore z zalozenia nie nadawalyby sie na plyte TC, niz te, ktore moznaby tam wrabac bez zastanowienia, zamieniajac tylko te dziwne dzwieki na skrzypki, czy Tin Whistle'a.... I caly swiat by o wiele lepiej na tym wyszedl. Generalnie nie rozumiem po co robic niektore rzeczy na sile. Nasluchalam sie wiele wywiadow z Andy, naczytalam sie wiecej i generalnie rozumiem, ze co ona to nie TC (i w wielu sprawach musze powiedziec mnie przekonala - taki juz jej wplyw na mnie). Ale czasami niektore rzeczy sa za oczywiste, by zmieniac je na sile w taki sposob. Bo dla mnie wiele rzeczy zostalo zrobione pod szyldem "zrobmy by bylo inaczej, mniejsza o to, ze wychodzi gorzej" i przez to ten album wiele traci, bo sie totalnie rozlatuje, jest calkowicie niespojny i kazdy element niemalze idzie sobie w swoja strone. Bo z jednej strony mamy Andree taka jak na okladce, z drugiej strony mamy Andree z TC udajaca, ze wcale nie jest z TC, a dalej mamy Andree przebrana przez Hoopera w fatalaszki, ktore nieudacznie probuja nadac jej zupelnie inny wyglad. I wielkie pytanie PO CO staje sie jeszcze wieksze....

Image Image Image Image
Image
Awatar użytkownika
Days
Noldor Princess
 
Postów: 5855
Od: 05 Mar 2002 01:56
Miejscowość: LothLorien
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 08 Lip 2007 02:19

W sumie to się nudzę, więc stworzyłam pierwszą od dawna... długą recenzję... ;) Libertad oczywiście :)

Zacznijmy od stwierdzenia, że Contraband pokochałam od pierwszego przesłuchania i szybko mi się znudziło... z Libertad nie poszło tak łatwo. na początku było wręcz ciężko. fajny kawałek i nuda.... znowu jakiś fajny motyw i w momencie jak człowiek - lub wampir - zaczął się cieszyć... nuda… ale postanowiłam wypróbować sposób, który elf stosował w przypadku Ten feet high – słuchać w kółko, dopóki nie polubię, albo nie zacznę tłuc głową o ścianę.
Przy 3. przesłuchaniu, obejrzeniu wszystki dodatków i drinku, w końcu się wgryzłam i polubiłam… większość
Let it roll – 8/10. szczerze powiedziawszy żałuję, że nie prowadzę auta, bo tego by się fajnie za kółkiem słuchało. O ile akurat nie byłoby korków. Duży plus dla Slasha – miła solówka, w przeciwieństwie do paru innych na płycie. Piosenka daje kopa i naprawdę dobrze otwiera album 
She mine - 10/10 i mój obecny faworyt na albumie. I call it love insanity, I call it my reality..
Get out the door – 9/10 też blisko ideału i faworyta, ale brakuje mi tu czegoś... generalnie mam dziwne wrażenie – dotyczny to zresztą całej płyty – że już gdzieś to kiedyś kutfa słyszałam, najprawdopodobniej na Contraband ;)
She builds quick machines – gdzieś tak 6/10 z czego całe to 6 to tylko i wyłącznie dzięki Slashowi i jego solówce, która wymiata ;) a poza tym to do tego refrenu nie jestem, po prostu nie jestem w stanie się przekonać.
The last fight – no i tutaj 10/10 całkowicie i bez wątpliwości i od pierwszego przesłuchania. Chłopaki (chłopaki, omg, jak oglądałam dokument to chłopaki wyglądały strasznie staro, no ale… ;)) mieli rację – najlepsza piosenka na płycie i czemu to właściwie nie poszło na pierwszy singiel?!
Pills, demons & etc. Tylko 7/10, ale właściwie to taki następca Superhuman chwilami. Fajny tekst w każdym razie ;]
American Man – 9/10 ten brakujący punkt to jednak tekst, który jakoś do mnie nie przemawia
Mary Mary – 8/10 fajne :D takie do poskakania w sumie. Miło się słucha ;) tylko że jest to właśnie jedna z tych solówek, które są takie… takie… takie niefajne
Just sixteen – 5/10 taka o. jakoś nie jestem w stanie się w stosunku do niej określić. No jest po prostu. I jest chyba całkiem niezła. No ale jakaś taka… no nie wiem. Może się przekonam, a może będę po prostu przeskakiwać słuchając (choć to nie takie łatwe, pieprzone zabezpieczenia i tysiąc pięćset utrudnień i mój winamp się po prostu poddaje przy odtwarzaniu chwilami). Chociaż to w sumie najdłuższy tekst w książeczce… ale raczej ze względu na w kółko powtarzane we do we do we do :P
Can’t get it out of my head – no po prostu 11/10. Velveci coverujący Electric Light Orchestra, to się filozofom po prostu nie śniło. Świetnie im to wyszło po prostu. Wiedziałam, że ta piosenka zasługuje na coś więcej niż oryginalne wykonanie ;)
For a brother – 5/10 i znowu jakieś przebłyski z Contraband. I podobnie jak just 16, no po prostu jest.
Spay – 7/10. chociaż też po prostu jest. Jak na razie nie zrobiła na mnie jakiegoś poniewierającego wrażenia. Ale rokuje na przyszłe przesłuchania
Gravedancer – 9/10 i tu już totalne gdzieś-to-wcześniej-słyszałam, toż to po prostu Fall to pieces z nieco gorszym tekstem… ale w sumie pomimo 3 ton lukru słucha się dobrze.
Bonusik całkiem słodki ;) tak na 8/10 za element niespodzianki ;) whatever

I tego, dokumenty fajne. Tzn dochodzę do wniosku, że nie lubię Scotta, trochę za bardzo nadęty w swoim natchnieniu. Slash jak zwykle słodki, chociaż trochę za dużo się go zrobiło ostatnimi laty, zwłaszcza w okolicy podbródka. Dufa wygląda jak śmierć na urlopie i łazi z tą swoją żoną, co wygląda jak lalka Barbie i guje żumę z otwartą gębą. Za to Matt i Dave – zwłaszcza Matt – po prostu wymiatają :D naprawdę można się pośmiac słuchając ich ;]
No i w sumie naklejki też fajnie, że dali 

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2711
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska


Strona główna OFFTOPIKI Music, Music

Powróć do Music, Music

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości