Tajne Przez Poufne czyli czarna komedia o tym, co sie dzieje, jak ludzie ogladaja za duzo filmow szpiegowskich. Jacy ludzie - przecietni, a moze przecietnio cwiercinteligentni (Brad sie spisal na maxa), w ktorych rece wpadaja marne zapiski jeszcze bardziej marnego analityka dalszych rzedow przekonanego o tym, ze jest w stanie zainteresowac ludzi swoja historia. Niestety jego historia to tak naprawde "no biggie", ale skad oni maja o tym wiedziec. I tak jestesmy swiadkami, jak przecietni malobystrzy ludzie, przekonani o tym, ze sa bohaterami scen rodem z Bonda, potrafia namieszac w zyciu innych, zmieniajac je w jednej chwili w tragedie, a sam film z komedii - w krwawa jatke.
Ten zwrot akcji generalnie definiuje nowy film braci Coen - w jednej chwili zmienia sie on z rozrywkowego obrazu ludzkiej glupoty w dosc gorzka prawde o tym, jak to ta glupota zazwyczaj ma tragiczne skutki. Aczkolwiek podane to jest z taka doza czarnego humoru (znajdzcie mi kogos, kto nie zasmieje sie w czasie rozmowy dygnitarzy CIA (god, no... burn the body

) na temat "problemu", ktory praktycznie rozwiazal sie sam... na cale szczescie"), ze nie przytlacza i widz sie moze ewentualnie nad tym pozastanawiac, jezeli to rzeczywiscie do niego dotrze. Jezeli nie, to po prostu bedzie sie smial z tej glupoty i nomen omen rewelacyjnego komentarza do niej autorstwa tego "wyzszego" agenta CIA (what the fuck did we learn from this?).
Bo film Coenow jest tak zrobiony, ze ma te dwie (a moze wiecej?) warstwy i jak rozpatruje sie je obydwie, to rewelacja, a jak tylko ta wierznia, to tez super.
Bo w tej wierzniej mamy swietnego Malkovicha w roli placzliwego bylego analityka agencji, ktory probuje przekonac widzow i siebie samego, ze jego zycie bylo cos warte, jego zone - Tilde Swinton, w roli gleboko drugoplanowej, ale swietnie oddajacej stuck up bitch zone prosto z anglii

; Frances McDormand - babke, ktorej jedynym celem jest zrobic sobie kilka operacji plastycznych i znalezc faceta i dla tego celu jest w stanie zrobic wszystko, lacznie ze zdradzeniem wlasnego kraju (you're not patriots?) i nawet nie zdawac sobie z tego sprawy; Brada Pitta, ktory calkowicie zakpil ze swojego wizerunku ladnego i niekoniecznie inteligentnego chlopca i na dodatek pokazal, ze ma spore zadatki na aktora komediowego; i na koniec mamy George'a Clooneya w roli podstarzalego playboya z mania przesladowcza (ta broda, opalone cialko i zloty lancuch na szyi - rewelacyjne motywy) i z kilkoma odpalami, ktory w rewelacyjny sposob laczy wszystko w spojna calosc (pamiec miesniowa...). Wszystko to laczy zgrabna realizacja i kunszt rezyserski braci, tak ze oglada sie swietnie i szybko i czas leci nie wiadomo kiedy.
Generalnie warto obejrzec i sie porzadnie usmiac. Warto tez po usmianiu sie popatrzec na to jeszcze raz i zobaczyc, jak to czasami latwo pomylic rzeczywistosc z filmem... i jak to sie moze skonczyc...
mr Osborn Cox?
