ja po zachlysnieciu sie
coma w pierwszych dniach po przesluchaniu poki co odpoczywam od niej bo u mnie jakis GB (i bedzie wiecej

) hiszpanskiego rocka, punk rocka i galicyjskiego folku. I poki co zdazylam sie zakochac w
Saratodze (Si Amaneciera to genialna piosenka jest

) i w kilku innych zespolach jeszcze... ale zeby w forumowych tematach sie utrzymac, to po ChD ide dzisiaj na uczelnie (XD) natomiast nowi
Killersi poki co, po pierwszym przesluchaniu tak srednio dla mnie. Wlasciwie pierwsza piosenka ktora zwrocila moja uwage bardziej bardziej byl Neon Tiger. Wiec zdecydowanie koncowka plyty. Co do reszty, to moze i faktycznie eksperymentuja sobie muzycznie, ale mi w ogolnym obrazie czegos brakuje, nie wiem tekstowo, czy moze wlasnie to eksperymentowanie mi przeszkadza (np. tekst do Goodnight, Travel Well jest ok, ale co z tego jak mnie w pierwszych 3 minutach muzycznie zdazyla uspic...) Przypominam, ze dla mnie Sams Town bylo w ogolnym obrazie lepsze od Hot Fuss, baradziej spojne i bardziej "moje". I jesli ta plyta ma byc powrotem ad fontes Killersow to dla mnie to nieporozumienie bo ja tu ani Somebody told me, ani Jenny, ani All the things nie widze. Moze i kilka piosenek ma potencjal i moze sie oslucham i mi sie bedzie podobac bardziej (ostatnio tak mam non stop) ale faktem jest, ze nic mnie nie rzucilo na kolana i poki co wszystkie piosenki mi sie zlewaja, co jest u mnie nowoscia jesli chodzi o Killersow.
I generalnie to okladka plyty najlepsza jest

Malenczuk - Psychodancing - generalnie ja tu widze/slysze o wiele wieksza radosc z tworzenia i bawienia sie muzyka niz u Killersow

Bo ze sie Malenczuk bawi to jasne, taki naprawde psychodancingowe klimaty. Ale jest spojnie i klimatycznie wlasnie. No i glos Malenczuka, do ktorego mam zdecydowana slabosc ostatnio...
A Gunsow bede zdobywac dzisiaj dopiero..
