ZB napisał(a):Jak na mój gust wtedy jest najlepiej.
kazdemu wg potrzeb zatem. i spoko miej sobie swoj guscik. ani mnie to ziebi, ani grzeje, ze tak sie zaklinowales w jednym i tym samym muzycznym swiecie, ze nie tylko nie zauwazasz, ale tez odrzucasz wszystko troszke inne. tylko nie obrazaj sie potem, gdy ludzie (i elfy) uznaja, ze nie ma sensu z toba rozmawiac o muzyce, gdy otwarcie przyznajesz, ze nic innego nie ma u ciebie szans, BO NIE.
w taki sposob twoje autokratywne wypowiedzi moga tylko wkurzac, bo jednoznacznie z nich wynika, ze nie masz pojecia o czym mowisz, bo jest to ten fragment muzycznego wszechswiata, o ktory nawet nie zahaczyles. Smutne.
ZB napisał(a):Coś takiego to można powiedzieć o wielu albumach solowych Bon Jovi. I o albumach solowych Richa, Dave'a i Blaze Of Glory. Ale o DA nie.
ja w albumie Dave'a nie widze nic ciekawego. Drugi album Richa wg mnie jest przecietny i typowy, poza kilkoma wyjatkami, ktore mozna na palcach jednej reki policzyc... jak nie na 3 palcach

DA jest zupelnie inne. i na tym wlasnie polega muzyczna ekstaza

przykre, zes jej jeszcze nie doswiadczyl.
ZB napisał(a):Są tak zwyczajne, że aż żal. Do cholery. Poza Destination Anywhere i Cold Hard Heart. Tam przynajmniej brzmią jak na leży.
Balls, Balls, balls... NIe wiem skad ci sie wzielo ze te 2 piosenki maja lepsze aranzacje. Nie sluchales nigdy Staring At You Window? Nie sluchales Every Word? Zajebista harmonijka w Learning How To Fall uciekla, czy nigdy nie dotarla do mozgu? podobnie bosko zrobione Little City, czy cala historia Naked, ktora swietnie uzupelniono textami w tle...
Generalnie nie rozumiem, jak mozna uznac, ze te dwie piosenki sa dobre, a reszta nie. Bo te piosenki i reszta to jest dokladnie ten sam poziom.
a juz mowienie ze Ugly jest najlepiej dopracowane... wybacz ale to jest totalna bzdura.
Wlasnie pod wzgledem produkcji temu albumowi dostal sie ogromny bonus. bo nie chodzi w nim o to by bic kolejne rekordy wylamujacych palce solowke, napieprzac w bebny szybciej niz to zarejestruje ucho, czy wwalac miesiste riffy wszedzie gdzie sie da (i nie da). w tym albumie chodzi oto, zeby ubrac emocje, o ktorych spiewa Jonny tak, zeby bylo je slychac i zeby mozna je bylo poczuc.
I tak sie dzieje, bo jak sie slyszy Every Word, to od razu slychac "there's no love, there's no hate", takie totalne "whatever" o ktorym piosenka mowi. i tak jest tu z KAZDA piosenka.
tylko w sumie sie zastanawiam, po co ja to pisze, skoro ty masz juz wyrobione zdanie na kiepskiej podstawie i tak jestes nastawiony na NIE i NIE i NIE i NIE.
ZB napisał(a):Bynajmniej nie wypada drugim uchem
moze szkoda

takie uhuhuh lepiej by zrobilo jakbyb wypadlo. przyklad melodii, ktora w zaden sposob nie zmienila swiata muzycznego.
ZB napisał(a):Poza tym nienawidzę babskiego wokalu.
nie wiesz, co tracisz

ZB napisał(a):Ja słucham muzyki dla relaksu. Chcę wtedy odpocząć umysłowo. Nie wiem, co Ty wtedy robisz, ale to Twoja sprawa.
nie wiem od kiedy ci z Kidem tlumaczymy ze sa rozne rodzaje muzyki. ze mozna sluchac dla relaxu i super. i bosko. bo to glowny powod sluchania muzyki. ale jest tez pewien rodzaj muzyki, ktorego mozna sluchac symultanicznie, a ktory wymaga czegos wiecej od sluchacza. i ogromna ignorancja muzyczna jets odrzucanie tego typu muzyki tylko dlatego, ze trudniej go zrozumiec. popatrz z reszta jak to brzmi

smutno. i zasciankowo.
ZB napisał(a):Ja tam wolę tekst Dry County. Jakoś też pobudza do myślenia, a muzycznie nie jest podany w formie pospolitych prażynek.
DA rowniez. gdyby byly to pospolite prazynki, to chyba nawet ty nie mialbys problemu ze zrozumieniem tego albumu
