Ale z was dzieciaki! Aż się nogi podemną ugięły. Najbardziej podoba mi się wypowiedź Myryard, bo widać że zna się na rzeczy. Nie rozumiem jak można powiedzieć, że omijam jakąś piosenkę bo mnie nudzi itd. Jak chcesz słuchać ulubianych kawałków to może sobie je przegraj na osobną płytę a tą co posiadasz oddaj ubogim.

Jak możecie szufladkować swój umysł! Przecież teksty typu " lubiłem/łam ją ale mi się znudziła, a teraz to nawet pomijam są poniżej godności sympatyka muzyki BJ. Dalej umieszczanie DA w grupie płyt BJ na drugim miejscu jest conajmniej nie na miejscu. A opinia że w DA nie czuć rocka, to już hańba. Moi mili młodziuśińscy, czy wy w ogóle wiecie co to jest ROCK!
mUSZĘ WAS ROZCZAROWAĆ ALE MUZYKA ROCKOWA NIE MA NIC WSPÓLNEGO RZĘDEM MOCNYCH GITAROWYCH RIFÓW!!! Poczytajcie sobie leksykon muzyki rozrywkowej. To co zwykło się obecnie nazywać rockiem to nic innego jak poprock, gatunek stworzony zresztą przez BJ, którzy na SWW po raz pierwszy w historii rocka wprowadzili gitary do muzyki pop i dzięki temu możliwe były "Cryin' " Aerosmith i rewolucyjna zniana styla The Rolling Stones. Bowiem oba te zespoły w latach 60 i 70 grały rocka w dosłownym znaczeniu tego słowa. Był to surowy bit basów, porywająca gitara (najczęściej jedna w zespole) i wrzaskliwy głos wokalisty który był również swoistym instrumentem. I dlatego AD jest niemal stricterockowa, bo powraca do korzeni rockowej surowej melodyki, do tego jest patriotycznie, do są elementy klasycznego country, jak w "August 7; 4;15 " . Gdyby zdjąć loppy to uzyskaliśmy by coś postnirvanowskiego, bo są i tu elementy undregrandowe. NAtomiast to co jest zachwycające na tej płycie to całkowicie rewelacyjny wokal Jona. Ciepły, lekko przytłumiony z wyraźną próbą zmierzenia się z włoskim pochodzeniem Jona, co wyraźnie słychać w "Ugly" , zaśpiewanym z włoskim kolorytem cechującym festiwal Piosenki Włoskiej w San Remo(czyli ze ściśniętym gardłem, z manierą wręcz pijacką + atmosfera spelunki jakich pełno we Włoszech). To daje całości niespotykany klimat, surową rockową nutę , Jon ozdania zamszowym, soulowym niemal głosem. Co do "I'ts just me" to perła tego zbioru myśli artysty. Wstęp jest genialny, ja się zawsze nabieram , że gdzieś kapie woda... To wszystko. Być może mnie poniosło ale ludzie zmondrzejcie i zastanówcie się czy rozumiecie przekaz artysty, czy widzicie jego wędrówkę w głąb siebie, na ile on do was trafia i nie mówcie "ta piosenka jest nudna" lub "nie trawię jej", ale róbcie wszystko by zrozumieć intrncję twórcy. Wsłuchajcie się w tekst, sami spróbujcie go sobie przetłumaczyć, a dopiero potem zastanówcie się czy śrobki urzyte od przekazania utworu są właściwe, czy współgrają z emocjami, co z barwą głosu itd. Zróbcie analizę każdego słowa a potem oceńcie całość. Moim zdaniem Jon pokazał nam całego siebie. Spełnił swoje marzenie i nagral płytę na granicy r`n`b i klasycznego rocka. Pokazał swoje fascynacje muzyczne bo raz śpiewa jak Bruce Springstin w "Staring at..." gdzie indziej pobrzmiewa Elvis. TU JON ZAMYKA SWOJĄ AMERYKAŃSKĄ DUSZĘ W OKREŚLONYCH RAMACH. jEST SOBĄ, A NIE MASZYNKĄ DO ROBIENIA PIENIĘDZY. Pomyślcie o tym. A tak by the way Wiecie dlaczego kariera BJ nakręcane u progo lat 90 albumem "keep the Faith" załamała się gwaltownie po TD? Posłuchajcie obu tych płyt i zabaczcie ile mają wspólnego. Jon nagral bardzo osobisty album jakim jest DA, bo gdyby zespól poszedł dalej ścieżką ustaloną przez TD zszedł by najpewniej do podziemia. A tak macie swoje "It's my life" . Utrzymanie willi też kosztuje. ..

ade in: