Bez żartów no... MSG lepsze niż średniawe Chile, gdzie Jon piszczał, a nie śpiewał? Niże Tokyo, gdzie także tylko i wyłącznie odwalił robotę (odwalił wtedy, a odwalił współcześnie to ogromna różnica, trzeba zaznaczyć)? Najlepszych koncertów mieli wiele... Polecam Kopenhagę z 1993, Wembley, czy Yokohamę z tego samego roku.
Wembley Yokohama, Santiago, Tokyo Dome, i parę innych stawiam na równi. MSG jest od nich o tyle lepszy, zę ludzie będący w tej hali musieli się o wiele lepiej bawić niż na stadionowych koncertach. Zresztą to słychać.
I jakbym miał wybierać na jakim chciałbym się znaleźć to Wembley bym ni wybrał zastanawiałbym się nad Chile albo MSG.
I proszę nie szerzyć herezji, że okres, gdzie zespół stoczył się na dno jest lepszym okresem niż ten, kiedy byli u szczytu formy przez ładnych pare lat.
Wiesz. Ty sobie to tak określasz ten ich okres. Ja uważam inaczej i tutaj do consensusu nie dojdziemy. Akceptuje Twój pogląd, ale kompletnie się z nim nie zgodzam.
Ba powiedziałbym, ze rok 2005 i 2006 to są ich najlepsze lata patrząc ogólnie -> Najlepszy album w ich historii, jedna z najlepszych tras (obok NJ i TDays) no i ogólny sukces zespołu (płyta, piosenki, listy, sprzedaż, wizerunek) itp. Ale wiem że Ty masz zdanie o 180* różne od mojego (tak jak zapewne 99% osób na tym forum) więc nie mam zamiaru ani się spreczać ani wdawać w niepotrzebne dyskusje.
I uwierz, nie ma zbyt dużej różnicy pomiędzy byciem tam, a oglądaniem na dvd/kompie.
To oczywiście zależy od rożnych czynników. Przewaznie jest jednak tak jak mówisz. Dlatego też nie wiedziałbym na któy koncert jechać Santiago/MSG bo aż strach pomyśleć jak tam się ludzie musieli bawic kapitalnie.