ekhem...
Nadejszła wiekopomna chwila, w ktorej wreszcie postanowilam zebrac w calosc moje do tej pory luzne uwagi na temat tej plyty i napisac poprawna recke. Uwaga staram sie jak nie wiem co, wiec prosze sie nade mna potem pastwic ile wlezie
Tytulem wstepu musze zaznaczyc, ze (jak pewnie wiadomo) bylam i jestem do tej plyty nastawiona dosc (bardzo) emocjonalnie, bo to w koncu plyta Andrei - "mojej" Andrei, Andrei - bohaterki mojego muzycznego swiata, Andrei - duchowego wsparcia mojej popapranej psyche, Andrei, ktora nadal jest tym wszystkim, o czym kiedys nieopatrznie zdarzylo mi sie napisac. Zatem oczywiste jest, ze jak rozczarowanie, to spotegowane kilkaset razy, a jednoczesnie - chwytanie sie wszelkich mozliwych (nieprawdopodobnych rowniez) tlumaczen jej postepowania...
a zatem do sedna. Myslalam, ze napisze to trzymajac plytke w lapkach, ale Wroclaw najwyrazniej zostal pozbawiony tego szczescia, zatem - na podstawie IPlay'owych zakupow to sie odbywa. Troche szkoda sobie mysle, bo w koncu oprawa graficzna tez jest wazna, dodaje klimatu, odpowiednio nastraja i daje jakis poglad. Stwarza jakies wyobrazenie, zanim wlozy sie plytke do otwarzacza i wscisnie play. A tu mamy "sucha" muzyke... I w sumie odnosnie tej plyty to chyba byloby lepiej nigdy nie zobaczyc okladki, ktora daje calkowicie mylny obraz i bledne przeswiadczenie, ze to co za chwile uslyszymy bedzie takie... klimatyczne, natchnione i inne, niz to co bylo do tej pory. Na okladce i zdjeciach w booklecie Andrea jawi sie niczym artystka, ktora ma zamiar odkryc przed swiatem jakas tajemnice. Jest tajemnicza i intrygujaca. Wyglada, jakby naprawde miala wiele do powiedzenia i byc moze ma, ale gdy juz sobie wyobrazamy to, co ona chce powiedziec, nagle do naszych uszu dochodza pierwsze dzwieki pierwszej piosenki:
Hello Boys - zaczyna sie, jak juz wczesniej pisalam, dzwiekami z pierwszego lepszego syntezatora. I co gorsza te dzwieki lataja po tej piosence przez caly czas, a potem dostaja jeszcze metalicznego wydzwieku. w ogole nie robia. W ogole wydaje mi sie, ze doroslam do tej piosenki - a byc moze moj mozg odbiera ja ciagle w kategoriach rewelacyjnej wersji akustycznej. Bo piosenka sama w sobie jest dobra. Fajnie napisana (historiam ktora Andy opowiada jest ciekawa, sam moze text nie jest a ztak dobry), zaspiewana (o ile mozna tak powiedziec pod takim natlokiem rzeczy tlumiacych jej glos), zagrana. z pazurem. drazni sie lekko ze sluchaczem i to wszystko slychac, gdy dostajemy wersje akustyczna z rewelacyjnym basowym riffem i glosem Andrei w pelnej krasie, nie przytlumionym przez roznego rodzaju dziwne szmery i bajery. Jedyny plus produkcji dla mnie w tej piosence to gitarowa solowka. Reszta Hooper bardziej popsul niz nadal temu obrazkowi ksztalty. Ogolem
6/10
Anybody There - lirycznie Andrea normalnie idzie w slady Mirona Bialoszewskiego (zeby jeszcze wiedziala kto to). Bawi sie slowami, bawi sie tematem, bawi sie pomyslami... I to jest strasznie fajne. A muzycznie jest wesole miasteczko - sampel zlozony z 2 akordow na pianinie i nieustanny loop perkusyjny zaczyna draznic w polowie piosenki i ma sie ochote walnac grajka spod karuzeli w leb z wrazenia, ze sie zacial. Ciekawi mnie, jak ta piosenka wygladala na poczatku, gdyz no melodyjnie i muzycznie nie jest tez skomplikowana, ale moge sie zalozyc, ze spokojnie mozna bylo z tym zrobic cos ciekawszego...
5/10
Shame On You (to keep my love from me) - pierwsze pytanie - po cholere taki flugi tytul? Ja rozumiem, ze wiele osob nie rozumie tematyki tej piosenki (co widac po reckach), ale zeby im zaraz walic takim tytulem po glowie.. to nie ma sensu. A sama piosenka - jak wiadomo, wazny dla Andy temat porusza. Na poczatku wydawala mi sie troche infantylnie napisana, a potem po posluchaniu, jak Andrea mowi o niej... nadal uwazam, ze jest napisana infantylnie, ale chyba nabieram przekonania do takiego sposobu podejscia do tematu. W pewien sposob poteguje on przeslanie... Przeslanie, ktore zostaje calkowicie zatracone w dzwiekach typu Tiesto i Safri Duo. I ok z technicznego punktu widzenia jest ok - piosenka rozwija sie powoli, nagle nastepuje klimax i... i nic, bo chociaz technicznie tak jest fajnie, to w praktyce te dzwieki i zabiegi psuja odbior i odciagaja czlowieka od tego, o czym ta piosenka jest. Slyszy sie takie dzwieki i co poniektorzy beda mieli co najwyzej ochote potanczyc, ale zeby pomyslec, co ona tam spiewa? Produkcja calkowicie zabrala tej piosence klimat...
4/10
I Do - szlag moze trafic, gdy sie slucha tej piosenki. Szlag, ze tak dobra piosenka zostala tak sponiewierana dzwonkami z pozytywka w tle, ktore calkowicie odrzucaja nie tylko od tego kawalka, ale tez od brania jakiegokolwiek slubu.. brrry... jeszcze moze w sukni slubnej typu "beza"? I Ok piosenka jest slodka sama w sobie - w sensie text i sposob zaspiewania, ale dlatego wlasnie nie powinno sie tego podkreslac jeszcze bardziej dokladajac cukiereczki i ciasteczka w tle. Przeslodzone do granic mozliwosci traci swoja wielowymiarowosc i zamyka naprawde kawal dobrej roboty w szufladzie "o ja biedna nieszczesliwa, 30 na karku a meza jak nie bylo tak nie ma".
4/10
Ten Feet High - bylazby to jedna z najlepszych piosenek na plycie. Melodyjnie jest boska, lirycznie jest niesamowita. Zaspiewana jest fantastycznie. Momentami nawet produkcja jest pasujaca do wszystkiego. Momentami - bo te dziwne dzwieki, ktore nie wiem czy umiem lepiej opisac niz "syntetyczny akordeon tudziez smyczek" to ja nie wiem co tam robia. Piosenka jest smutna jak diabli, smutno zaspiewana, glos calkowicie oddaje tresc i glebie smutku przekazywanego w swietnie skonstruowanym texcie, dodatkowo swietnie podkresla to caly zastep smyczkow i pianino. wszystko w odpowiedni sposob, w odpowiednim miejscu, w odpowiedniej ilosci i to by naprawde wystarczylo, nie trzeba juz bylo uderzac w sluchacza kolejnym tempym narzedziem wrzynajacym sie w mozg jednym wielkim CO TO TAM KURDE ROBI? Doskonaly przyklad na to, jak "najlepszy producent" moze popsuc tak swietna piosenke... by go szlag.
8/10 (za sama druga zwrotke i drugi refren bym dala 9/10 gdyby tam znow tam nie bylo tego czegos).
Champagne From A Straw - no ja nie wiem, co sie tu wszyscy tak ta piosenka zachwycaja. glupia jest jak nie wiem. tzn text jest ok, chociaz po tym, co o nim slyszalam, spodziewalam sie wiecej. a tak naprawde nie ma tam nic takiego strasznego - jest smieszny i z jajem, ale tylko takim malym o... do I Wanna Be a Popstar Culluma mu daleko. natomiast produkcja mi sie w ogole nie podoba. To Bahama Mama jest drazniace i glupie. Zaczyna sie fajnie i w ogole podklad pianinka jest bardzo fajny i znowu mam wrazenie, ze piosenka na poczatku brzmiala bardzo fajnie... a dolozenie tych trabek i w ogole tego bitu tez trywializujacego wszystko. No niby z jednej strony pasuje to do trywialnosci tego swiata i opisujaceg go piosenki, ale z drugiej strony sama piosenka wtedy to tez nic specjalnego...
6/10
24 Hours - no i wreszcie piosenka, ktorej w zaden sposob nie psuje produkcja, a nawet na poczatku nadaje ciekawe rysy. Aczkolwiek piosenka sama w sobie nie jest niczym niezwyklym i innym. Klimat BH, totalnie moglaby stanac w szranki z Even If o miejsce na plycie, byc moze by nawet wygrala, bo ma zdziebko fajniejszy text i jest fajniej zaspiewana. opowiada ciekawsza historie w jakis sposob. ale jak juz wspomnialam - nic nowego. nic innego. a nawet cos lekko odgrzewanego. tyle, ze o dziwo produkcja w zaden sposob nie wplywa na ocene.
7/10
This Is What It's All About - byc moze wlasnie o to chodzilo. Gdyby cala plyta, moze nie wygladala tak, ale pasowala do tej piosenki w jakis sposob.... moze wtedy to by mialo sens.. wszystko razem. Jedna z 2 piosenek pasujacych do okladki. Jedna z nielicznych piosenek nie spartaczonych produkcja, jedna z kilku, w ktorych najbardziej liczy sie fantastyczny text i ktora bazuje na spokojnym, prostym i jakze pieknym glosie Andrei. Mozna jej sluchac i sluchac, lezac sobie na lozku i zastanawiajac sie why oh why ta plyta, zamiast pasowac do tej piosenki, calkowicie sie od niej odcina. A po glowie chodzic bedzie pytanie - czemu Hooper akurat tej piosence odpuscil? Moze nie byl w stanie podniesc reki na taka perelke? Chociaz dorby producent potrafilby z niej zrobic cos jeszcze lepszego...
9/10.
Take Me I'm Yours - cover. Ale JAKI cover. Troche to zatrwazajace, ze z szybszych piosenek akurat cover wypada najlepiej. Miala byc jakastam odpowiedzia i rownowaznikiem dla Hello Boys, ale jest duzo, duzo lepsza. Niby dzwieki syntetyczne to tutaj glowna nuta, ale tu widac ze pasuja. Piosenka jest niczym wyciagnieta z lat 80-tych, ale w taki sposob, ze to wszystko do siebie pasuje. I nic nie drazni. W zaden sposob. Nawet przester na glosie Andrei dodaje temu wszystkiemu jakies takiej odpowiedniej atmosfery. Widac, ze Hooper czasami potrafi. Tylko ze problem polega na tym, ze nie trudno potrafic, gdy ma sie specyficznie narzucony klimat... Ale to juz nie jest problem tej piosenki, tylko problem w ogole. Sama piosenka moze sie bez niego obyc. I jak zobacze na zywo Andy spiewajaca o padajacych Wielbladach to dam 10!
9/10
Stupides Girl in The World - od razu wiedzialam, ze to bedzie kolejna MOJA piosenka. I chociaz Hooper probowal popsuc ja najwyrazniej na wszelkie mozliwe sposoby (ten dziwaczny dzwiek all the time), to piosenka jest na tyle mocna, ze no broni sie... broni sie jak nie wiem. I nic chyba nie byloby w stanie jej popsuc - nawet jakby wokal zastapic smerfnymi hitami. Dawno Andrea nie napisala takiego textu - tak pieknego, tak prawdziwego i tak intymnego... dawno - chyba od czasu Hurt Before. I to pianino w tle... jakze piekna moglaby byc ta piosenka, gdyby nie Hooper... Zaslugiwalaby na same 11... Sa chwile, ze nie potrafie przestac jej sluchac. I jak swietnie ona musiala brzmiec, gdy zostala stworzona... Zdecydowanie dla tej piosenki warto bylo nagrac cala plyte!
10/10
Ideal World - druga piosenka pasujaca w jakis sposob do okladki... chociaz w sumie mozna sie klocic. text jest rewelacyjny. piekna historia, swietnie opowiedziana... ale... ale lekko nuzaca po pewnym czasie... smyczki w tle kojarza sie rzeczywiscie ze sciezka dzwiekowa do starych filmow, ale gitara na pierwszym planie zaglusza to wrazenie i troszke nudzi. moze gdyby zamienic to, albo nie robic tej gitary tak wyeksponowanej, to by to mialo wiecej sensu i wiecej tresci. Ogolnie kolejna piosenka, dla ktorej warto bylo wydawac wlasna plyte, ale moze gdyby nie poswiecono calej energii na niepotrzebne pierdoly w innych piosenkach, to tej by sie dostalo wiecej i ciekawiej...
7/10.
O SOY wersji radiowej nie pisze nawet osobno, bo to generalnie nie ma sensu. Piosenka jest hopeless i nie widze sensu robienia czegos takiego. nawet bym jej nie dala
1/10.
Ogolnie plyta jest... dziwna. Jedynym dobrym powodem jej wydania sa teksty - piekne, ciekawe, nietrywialne teksty. Widac, ze Andrea miala wiele do przekazania, ale jednoczesnie ta chec przekazania wielu ciekawych rzeczy nagle ulega checi bycia
czyms innym niz The Corrs. I najwyrazniej wszystko na tej plycie zostalo wyprodukowane z takim celem - by podkreslic ta roznice. I zazwyczaj konczylo sie na tym, ze dobrym piosenkom dostawalo sie po tonie dziwnych bajerow tylko po to, zeby odroznic je od tworczosci TC. I po co? Popatrzmy na piosenki od poczatku - latwiej wymienic te, ktore z zalozenia nie nadawalyby sie na plyte TC, niz te, ktore moznaby tam wrabac bez zastanowienia, zamieniajac tylko te dziwne dzwieki na skrzypki, czy Tin Whistle'a.... I caly swiat by o wiele lepiej na tym wyszedl. Generalnie nie rozumiem po co robic niektore rzeczy na sile. Nasluchalam sie wiele wywiadow z Andy, naczytalam sie wiecej i generalnie rozumiem, ze co ona to nie TC (i w wielu sprawach musze powiedziec mnie przekonala - taki juz jej wplyw na mnie). Ale czasami niektore rzeczy sa za oczywiste, by zmieniac je na sile w taki sposob. Bo dla mnie wiele rzeczy zostalo zrobione pod szyldem "zrobmy by bylo inaczej, mniejsza o to, ze wychodzi gorzej" i przez to ten album wiele traci, bo sie totalnie rozlatuje, jest calkowicie niespojny i kazdy element niemalze idzie sobie w swoja strone. Bo z jednej strony mamy Andree taka jak na okladce, z drugiej strony mamy Andree z TC udajaca, ze wcale nie jest z TC, a dalej mamy Andree przebrana przez Hoopera w fatalaszki, ktore nieudacznie probuja nadac jej zupelnie inny wyglad. I wielkie pytanie PO CO staje sie jeszcze wieksze....