a ja bylam wczoraj wieczorem

I co... w sumie to wszyscy tak wieszaja psy na tym filmie, a ja wcale nie czuje jakbym miala 2,5 h z zyciorysu wyjete. Co nie znaczy, zebym byla jakos wielce zachwycona tym filmem... Po prostu byl taki o... Rzeczywiscie dwa razy sie przestraszylam dzieki Silasowi, w tym drugi raz prawie sie pod fotel w kinie schowalam dosc glosno mowiac "o jezu!" ale ja wrazliwa jestem a to pozno w nocy bylo
czy byl nudny? dla mnie w sumie nie byl nudny do czasu aresztowania McKellena

ale to pewnie dlatego, ze ja nie czytalam ksiazki i ta cala fabula i ten caly spisek nie byl mi znany (aczkolwiek jak mi powiedzieli ze Ian gra tego zlego to wiedzialam, ze to on bedzie, chociaz w sumie nie dopuszczalam tej mysli do siebie bo byl taki milasi na poczatku

no i w ogole na koniec tez byl milasi jak sie darl na caly Londyn ze Hanks ma mape do Graala

). Nie mniej jednak jak juz sie spisek skonczyl i zostalo same "rozwiklanie zagadki Marii Magdaleny &co" to juz to bylo tak troche nudno, napiecie spadlo niemal do zera i w sumie wiadome bylo ze ja znajda, a nikt im po stopach nie deptal, to sie to tak dluuuzylo i dluuuuzylo... sama FINALOWA scena w ktorej sie okazywalo kim naprawde jest Audrey w sumie pzrez to najwiecej stracila... bo to bylo takie nijakie, takie strasznie patetyczne i takei strasznie pozbawione emocji... w sumie mialo byc wielkim czyms, a okazalo sie malym niczym.
I to by byly moje refleksje na temat filmu.. na temat aktorow - Toutou smiesznie brzmi po angielsku

strasznie sztywno, ale moze to bylo zaplanowane, bo w sumei - co na plus dla filmu - francuzi mowili po francusku, koscielniaki po wlosku i hiszpansku, a reszta po angielsku, co jest duzym krokiem na przod od mowienia po francusku z angielskim akcentem

Hanks byl taki jakis... no naprawde inny aktor w tej roli by sie lepiej sprawdzil... no mniej papusny zeby byl... A i ta ostatnia scena z tym klekaniem... nie no naprawde by sie ktos inny nadal... Reno w sumie nie mial za bardzo sie jak popisac, tymbardziej Mollina

ten t w ogole nei wiem po co tam byl (z punktu widzenia kogos kto ksiazki nie czytal mogloby go tam nie byc

. A co do McKellena to sie nie zgodze z crashem - on byl jest i zawsze bedzie swietny

Nawet jako Magneto jest swietny

a tu byl ok. Dla mnie naprawde porzadnie zagrany, nic mi nie zgrzytalo

a wspomniana scena jak sie darl na pol Londynu byla wrecz bardzo fajna
I teraz w sumie na temat wydzwieku tego filmu w sensie katolickim.. to.. JA NIE ROZUMIEM O CO TAKIE HALO!!!! Byc moze o ksiazke moznaby sie czepiac, chociaz moim zdaniem i w moim odczuciu to nie, bo mnie sie akurat czesciowo ta hipoteza nawet podobala, ale o film naprawde nie ma co sie czepiac, bo on nie ma jak czymkolwiek zachwiac naprawde. Z ksiazka jest pewnie inaczej, bo to sie nie czyta, to sie nad tym mozna zastanowic, przystopowac, pewnie tez tego wiecej jest, natomiast film jest szybki, poszarpany, fabula LEEEEEEEEEEEEEEECIIIII do przodu w tej czesci lepszej, czyli do aresztowania McKellena, nie ma czasu w ogole przyswoic sobie tego wszystkiego o czym mowia i jedyne co zostaje, to to ze Jezus mial dziecko z Maria Magdalena, a kosciol chce ta wiedze za wszelka cene zniszycz... a to w sumie w moim odczuciu nie jest NIC TAKIEGO. zwlaszcza, ze film jest tak zrobiony, ze raczej marne szanse, by komus przez glowe przeszlo, ze to moglaby byc prawda
takze dla mnie to taki film o... wiele halasu moze nie o nic, ale niepotrzebnie... zaszkodzilo to temu filmowi... bo w sumie ta koncowke moznaby mu darowac, gdyby nie postawilo sie przed nim az takich wymagan...