1. Bon Jovi. Mimo wszystko. Mimo tych wszystkich błędów z singlami, ogólnie słabszych niż dawniej albumów etc. to jest to mój ulubiony zespół. Ich dorobek (a wliczam w to także solowe płyty Jona i Richa) jest jednak potężnym zbiorem świetnej muzyki: utworów świetnie wyważonych tak literacko, jak i dźwiękowo. Owszem, chłopaki mają obecnie zniżkę formy, ale mam nadzieję, że jeszcze się to zmieni i będziemy świadkami powrotu starego, dobrego Bon Jovi.
I dodając - jestem świadom, że być może w historii muzyki było trochę zespołów, które zasługują na miano wybitniejszych, ale jednak żaden tak nie trafia do mojego serca, jak BJ
2. Europe. Zespół o podobnym stylu grania co chłopcy z BJ, o podobnym stażu scenicznym, tylko miał dłuższą przerwę, po której chyba mimo wszystko lepiej niż BJ powrócił na scenę - choć bez hitu na miare IML czy choćby nawet OWN. Wokalista - Joey Tempest - to właściciel jednego z najlepszych głosów w historii muzyki. Wszyscy znamy ich przebój
The Final Countdown, a przecież mają też wiele innych, ciekawych piosenek, pod względem lirycznym niemal tak dobrych, jak bonjoviowe
3. I tu jest problem, bo mniej więcej na równi mam Skid Row i Lambrettę. Pierwszy - wszyscy doskonale znacie, o drugim rozpisywałem się w innym topicu...

Tak Sebastian Bach jak i Linda Sundblad ze swoimi zespołami sprawili kiedyś, że przesłuchałem po parę piosenek, później sięgnąłem po całe dyskografie i tak już zostało. Szkoda, że oba zespoły już nie istnieją...