a ty nie krzycz o nic bo jak sie keidys darlismy do Kaski zeby cs zagrala to nam powiedziala, ze ona glucha jets i i tak nie slyszy co my krzyczymy, a tylko ma stresa bo jej sie wydaje, ze krzyczymy "wyp....ac"
LOL
na moim ostatnim koncercie, jakis idiot po kazdej piosence darl sie o zazdrosc wlasnie, i po ktoryms tam razie kaska nie wytrzymala i "ciiiicho, jeszcze raz i nie bedzie w ogole zazdrosci!" po czym pawel zaczal grac dziwny riff, a jak kaska zaczela z "sa chwile..." to wszyscy aaaaa, to zazdrosc

przerobili nas po prostu
[ Dodano: 19 Maj 2006 13:15 ]Na venue zajechalem trolejbusem o wdziecznym numerze 158 kilka minut po godzinie 22. Jako, że Hey miał pojawić sie około 22.10, udałem sie po napoje dodające sił, tym razem w wersji Mocnej. Na miejscu ciągle trwał jeszcze występ zespołu Ocean, wiec swoim zwyczajem ustawiłem sie w dość dużej odlełości z prawej strony sceny (i tak wiedziałem gdzie skończe

). Ocean dwoił sie i troil, wokalista, który akurat obchodził urodziny, rzucił nawet w ludzi tortem, ale i to i tak im nie pomogło, bo gdy tylko nadchodziła przerwa między piosenkami, dało sie słyszeć coraz głośniejsze nawoływania zniecierpliwionych fanów, domagających się występu gwiazdy wieczoru.
Zaraz przed 23 Ocean zabisował i nastąpiła przerwa techniczna (na szczęscie nie 40 minutowa jak to było na stepach felińskich). Podczas tej chwili spokoju, dalo sie zaobserwować liczne migracje ludności z tylnych części widowni, podążających ostro do przodu. I jak to się mowi, zostałem zaniesiony z prądem, gdzięś do 3 rzędu podbarierkowego. Muszę przyznać, ze po raz pierwszy byłem w takim tłumie i w takim potwornym ścisku. Zespołu jeszcze nie było, a już najmniejszy ruch w widowni, powodowal napięcia i naprawdę mieliśmy czarne myśli, co się stanie, gdy zacznie sie koncert...
Po około 25 minutach, jakiś głupich konkursach w których nagrodą była mi.in smycz (2 dziewczynki zamieniały sie na koszulki na czas, opłacałó sie pewnie

), wyszła pani i zapowiedziała Heya. I zaczęło sie..
S.O.S czyli zaczęli podobnie jak w Graffiti w zimie, kawałek który idealnie pasuje na początek, pozwala sie dostatecznie rozgrzać, ale tylko wtedy, gdy zaraz po nim jest "Leżeć tu, leżec chce". Byłem nawet zdziwiony, że ludzie znają kawałki z nowej płyty, bo naprawde fajnie nam wychodziło śpiewanie. Oczywiście, środek młynu nie sprzyja spokojnemu odbiorowi koncertu, i pod koniec Cała Noc, śpiew razem z Kaśka już sprawiał ból (i to nie istnienia, a płuc

).
Zaraz potem chwila wytchnienia- najnowszy singiel "A ty"- chociaż i tutaj było cieżko, bo dostałem od jakiegos idioty, łokciem w brzuch

(tak btw, why ważace 100kg i mierzące ponad 185cm karki w bluzach dresowych wpychają sie pod sama scene?

). Ale najlepsze miało dopiero przyjsc.
W koncertach Heya nadchodzi taki moment, który trwa mniej więcej 15-20 minut, podczas których kondycja zostaje przetestowana w ekstremalnych warunkach. Nie wiem, czy oni robia to specjalnie, czy może to przypadek i zespół po prostu tak lubi grać, ale seria piosenek z Music Music i [sic!] następujących zaraz po sobie, to zaiste szaleńczy pomysł.
Wyliczanka: Muka, (i "czarna wołga", ma których prawie straciłem płuca), Cisza ja i czas (koooocham te piosenke), [sic!] (płuca - nie, nie, nie, nie to nie). Po sicu, liczyłem na moment wytchnienia, ale zapomniałem o pewnych szczególe.. Przecież to Echosystem Tour i nie mogło zabraknać pierwszego numeru z płyty. Po znajomym riffie, wiedziałem, że to sie może źle skonczyć i przez ułamek sekundy, chciałem nawet sie cofnać.. no ale tylko przez ułamek.. "To piekło nie raj, tutaj sie kończy świat czyli "To Tu". Kiedy byłem już w stanie skrajnego wyczerpania(ale i dziwnego upojenia, nie, nie alkoholem- atmosfera), Kasia dała nam chwilę spokoju- "a teraz taka piosenke, o dziwnej miłości" - i Mimo Wszystko.
Chwilka odpoczynku bardzo nam pomogła, bo po pierwszym suinglu z Echosystemu, przyszedł czas na mroczna kołysanke - Luli Lali i czad jakiego dawno nie odczuwałem. Naprawde trudno jest mi to opisac. Tłum ludzi, ścisk, deszcz który od jakiegoś czasu (Kasia- 'deszcz pada?, przepraszamy was bardzo'

) rozpadał sie na poważnie i tłum ludzi zdzierających gardło na 'Luli laj, luli luli'

.
4 pory, tradycyjnie odśpiewane w całości zarówno przez Kasie jak i przez wszystkich ludzi( "dziekujemy bardzo, jak mi przykro, że nie mamy więcej takich piosenek"

. Zaraz po tym, 2 kolejne kawałki z Echosystemu - 'Byłabym' i 'Mowię', folowed by Teksański. Teksanski to chyba jedyna pisoenka w której Kaśka pozwala śpiewac zwrotke tylko i wyłacznie widowni, wiecie, początkowy riff, kompletna cisza na scenie i zwrotka odspiewana przez nas..
Kolejna piosenka to pierwszy numer z [sica!] - Antiba. To już chyba też tradycja, ze po pierwszej zwrotce, czyli wtedy jak ludzi poderwani przez perkusje i riff powinni zacząc skakać, muzycy robia krótka przerwe i sie z nas nabijaja

Ale nic to, po wyczerpującej fizycznie Antibie, Kasia zapowiedziała przedostatnia piosenke, cover Pixies, a więc wspaniały na koncertach - Where Is My Mind. Ulewa, gra świateł, falujący tłum, recę w górze, twarze wzniesione w strone nieba, oczy zamkniete i "Wheeeeere is my mind". Zajebisty klimat, tyle mogę powiedzieć..
Na koniec niespodzianka, kolejny numer z [sica!] - Dolly, po którym kolejno, poczynając od Kaśki muzycy zaczęli opuszczać scene. Oczywiscie chłopcy, nie darowaliby sobie, gdyby nie wprowadzili nas w trans kilkuminutą kończąca improwizacją..
Chwila przerwy, intensywne nawoływania zespołu i oto ktoś zasiada na krzesełku tylko z akustykiem.. (i nie byl to Paweł, a zawsze zapominam jak sie nazywa 2 gitarzysta

), po chwili dołącza się Kasia i zaczyna sie krótki, ale jakże cudwony i niespodziewany set akustyczny. Ho! Ho, które usłyszałem pierwszy raz w życiu na koncercie. Ho odśpiewane wspaniale, Kasia naprawde ma cudowny głos, a przy samej gitarze akustycznej wychodzi to pieknie po prostu... Jakby tego było mało, kolejne zaskoczenie - po chwili ciszy i słowach "w dzień gdy najsilniejsza światła moc", tłum ponownie oszałal. Ja, Sowa.. Nie musze mówić, że wyszło po prostu świetnie? Wszyscy byliśmy jak w transie (o pierwszych rzedach mowie, bo nie wiem co było z tyłu). Po prostu muszę podziękować za te piosenki, bo czekałem na nie baaardzo długo...

.
Koniec? jaki koniec - pora po raz koelejny na mały czad, tym razem w postaci Schisophrenic Family. Zaraz po niej dziwny riff, którego jak na złość ponownie nie rozpoznałem (jak i większosc ludzi

) i Zazdrośc. No i w tym momencie to już naprawdę powinien być koniec. Ale czy aby na pewno?
Is It Strange, z Ho, ponownie świetny klimat, ponownie ehh, naprawde wiem, że może za bardzo słodze, ale na takim koncercie jeszcze nie byłem...
Po Is It strange pomyślałem to teraz Chyba, i możemy sie zabierać do domku.
Kasia: a teraz, taka stara piosenka.. Wstęp.. słucham.. myśle.. i nagle doszło do mnie - 'Liiiiist' nawet nie wiem, czy sie wydarłem, czy po prostu tak głosno było mojej głowie

Ale list, list !!
"A te dni ciszy, które dziela nas, podpowiadaja mi złe obrazy, musze to przespac, przeczekac trzeba mi..." Naprawde nie mogli wczoraj lepiej trafic z setlista (no ok mogli - Cudzoziemka, Zobaczysz, Mikimoto, ale ciii), jakby wiedzieli, że ja akurat potrzebuje tych piosenek...
Na koniec Chyba, której tekstu jakoś nie mogę sie jakos nauczyć i koniec. Koniec magicznego- bo qrde był magiczny

-koncertu. Nie bedę podsumowywać, nie będe bo i tak nie oddam tego klimatu i atmosfery a nieudolnym podsumowaniem moge tylko popsuć efekt końcowy.
Bylo idealnie. Dziekuje!