~~It`s My Life~~

Strona główna FAN CENTER Twórczość Fanów

Postprzez Gina on 29 Gru 2003 22:00

cRaSh złapał się za głowę...
-Podsumowując : mamy 4 omdlałe niewiasty, jedna zaginioną, znajdujemy się w ciemnej grocie ze smokiem.. pardon, ze smoczycą, która potrzebuje światła żeby stać się ludzką postacia uzyteczna w nocy jako środek transportu, ale zeby mogła stać się środkiem transportu musi wyjścn a zewnatzr, czyli my musimy wjść na zewnątrz, czyli musimy znaleźć drogę out of here, i musimy jakoś wyciagnać smoc.. Erfeę przez ten otór którym weszliśmy... przeciagnąć smoka.... znaczy smoczyće.. przez otwór... Smok..czycę, która sobie tutaj przez cały wiek wegetuje...
- ale mamy kablówkę... wtrącił Tommy
- no przecież mówię ze nie jest tak źle... Erfea.. a masz może kablówkę tutaj ? Eurosport ? polsatsport, moze Canal + ?
- słuchajcie chłopcy... - zaczęła milutko (aczkolwiek z pewną nutką złośliwości) Arha - jesli uważacie że weszliśmy tutaj abyście mogli poptrzeć sobie na chłopaczków biegających za piłką, to się grubo mylicie... swoim pedalskim zapędom możecie dać upust w waszych domach... TERAZ NIE BEDZIECIE OGLADAĆ ŻADNYCH MECZY !!!!!!
- Arha oplułaś mnie - poskarżył się sdms
- Cicho.. wampiry nie plują... po za tym nie skończyłam - nie będziecie ogladac teraz w tej telewizji nic, n i c, NIC zrozumiano ?!?!?! Ani meczy, ani Bondów ani Władcy Pierścieni na hbo !!!
- Władcy Pierścieni ? - Oblizała usta Days - wiesz co Arhuś.. być może jednak poczekamu tutaj aż Gina wróci a reszta dojdzie do stanu uzywalności społecznej...
- w jakim sensie społecznej ? powszechnego uzytku czy jak ? - o mało co nie poślinił się teraz Tommy
- na pewno nie w takim o jakim myślisz mały zboczku...
- hmm noo nie taki mały - uśmiechnął się Tommy
- to co Arha, popatrzymy.. znaczy poczekamy patrząc ?
- tutaj nie ma hbo, przerwała Erfea...
- nie ma ? - ze łazami w oczach spojrzała nanią Days
- no to jak nie ma to możemy poogladać meczyk, zatarł ręce cRaSh
- nie ma mowy - wycedziłą Days przez zaciśnięte usta - ja nie mam, wy nie macie...
- ty nie masz, on, ona, ono nie ma, my nie mamy, oni nie maja
- bravo sd, umiesz odmieniać - Trapp zaczął bić brawo
- to miał być zart Trapper...
- no przecież się śmieję... tyle że z ciebie :D
- bardzo śmieszne...
- cisza.... ktos ma jakiś plan ? spytała Arha
- plan czego ? zaciekawił się Tommy
- plan działania.
- ...
- rozumiem, ze nikt nic nie ma... oczywiście, zawsze wszystko leży na mojej głowie. Zdenerwował się cRaSh. Niby Elfy takie mądre.. Wampiry takie sprytne, a jak przychodzi co do czego to rozkłądają ręce i nic.... Elfy takie mądre, ze wpadają do dziur w ziemi a wampiry takie inteligentne ze mandragory dac zapominają... Jak wy z tych ludzi rew pijecie ? chyba tylko z niemowlat bo tylko im dacie radę... No nie patrz się na mnie tymi czerwonymi kłami... znaczy oczami.. mówię jak jest... wszystko zawsze na mojej głowie.... się wdałem w kompanie... w ogóle skad ja się w tej bajce wziąłem, powinieniem teraz siedzieć w kinie z jakąś laseczką i ogladać jak banda nie-do-końca-sprawnych-umysłowo miota się po jakiejs dziurze w ziemi ze smokiem.... smoczycą znaczy się... masakra.. m a s a k r a
- gdzie masakra ? spytał głos zza pleców craSha
- KTO TO ???? odskoczył od niego Tommy
- jak to kto ? spytał głos
- no kto ? powtóryła Days
- kto kto ? spytał głos
- kto ty ? spytała Arha
- kto ja ?
- tak craShowi zgrzytnęły zęby
- no nazwaliście mnie giną :)
- GINA ? co ty tutaj robisz
- co ja robię tu uuu.. hmm skąd ja to znam... ?
- przecież odeszłaś...
- poszłam się przejść... ale doszłam do końca tego tunelu czy czegoś i wróciłam do was :D
- jak miło, syknęła Arha
- zaraz... znalazłaś wyjście ?
Awatar użytkownika
Gina
mod
 
Postów: 5527
Od: 02 Mar 2002 03:12
Miejscowość: Grande Sud
Płeć: Laska

Postprzez erfea on 09 Sty 2004 23:54

- Oczywiście! Wytarczy tylk pójść tym tunelem...
- Holem.
- Przepraszam?!
- To nie tunel tylko hol. Taki korytarz na końcu którego, lub na początku w zależności od punktu widzenia znajdują się dzwi wejściowe.
Gdyby tylko cała gromada znajdowała się w trochę jaśniejszym pomieszczeniu, możnaby było zobaczyć jak na ich twarzach maluje się wyraz zdziwienie... niestety z przyczyn niezależnych było to niemożliwe. Jedyną oznaką, że coś jest'nie tak' była niczym nie zmącona cisza - oznaka oniemienia.
Pierwsza odezwała się Arha. Najwyraźniej Mandragora w połączeniu z ciemną jaskinią zaczynała działać.
- Yyyy... - pozornie niezrozumiała artykulacja po chwili przeszła w pełne okoliczniki zdań. - Nie rozumiem. Ty - zwróciła się do smoczycy, czy może ciemności za która ta się znajdowała - tu. Wyjście tam... To dlaczego ty nie tam?!
-Jak mam to rozumieć... - Niepewnie spytała erfea. 100 lat odizolowania to dość długo, aby przestać orientować się w najnowszych trędach nowomowy wampirów.
- Skoro wiesz gdzie jest wyjście - pałeczkę przejeła Days. Jednak nie ma jak elf w kompanii! - to dlaczego tu siedziałaś?!Wystarczyło przecierz...
- ... wyjść?! - dokończyła zdziwiona smoczyca.
- Nooooo - Arha na chwilę włączyła się do rozmowy, po czym zaczęła gorączkowo patrzeć w górę, na niechybnie znajdujący się tam sufit. (infrawizja to ekstra sprawa!)
- Czy wyście się z palmy urwali? - z lekki oburzeniem powiedziała erfea.
Wsród młodzierzy zapanowała chwilowa konsternacja. Na szczęscie trwało to dośc krótko, ponieważ wdząc (infrawizja to na prawdę ekstra sprawa!), że nie doczeka się odpowiedzi erfea kontynułowała:
- Nikt z Was nie czytał nigdy " Kodeksu Honorowego Istot Magicznych"?! No, ludzi to jeszcze zrozumiem, ale żeby Elf i Wampir mały takie braki w wykształceniu...?
Days szybko przebiegła wzrokiem po zebranych (chyba już wspominałam, że infrawizja to ekstra sprawa) w poszukiwaniu Arhy. Znalazła ją, a i owszem... ale uczepioną czegoś co najwyraźniej było elementem sklepienia i ... śpiącą w najlepsze. Widać wreszcie Arha poczyła się jak w domu! :grin:
- A na kiedy to było? - Wyksztusiła wreszcie - co te studia robią z elfa!
- Nieważne... Jest tam taki rozdział o urokach i klątwach. Napisane jest tam, cytuję: "Rzeczą niedopuszczalną jest, aby istota magiczna złamała zasady ciążącego na niej przekleństwa. W przypadku niedotrzymania zasad umowy sporządzonej na czas trwania uroku, zostanie ona natychmiastowo i nieodwracalnie pozbawiona życia." koniec cytatu.
Tutaj jak się łatwo domysleć zapanowała grobowa cisza, przerywana reglarrnym, cichutkim pochrapywaniem Arhy.
- No to wszystko jasne. - odezwał się sd, który jak zwykle postanowił złamać wszelkie zasady zachowania sięnakazanego w takich 'podniosłych' chwilach.
- Wcale nie jasne! Ciemno, że oko wykol! - Tym razem Tommy przypomniał o swojim istnieniu.
- Zależy dla kogo! - ze złośliwym uśmiechem dodała Days.
- A zatem... może byśmy się ruszyli?!
- No to niech mi ktos łaskawie pomoże przywrócić te ciała do zycie - gdzieś z dołu odezwał się Trapper.
- Może sztuczne oddychanie metodą usta-usta?! - Tommy jak zawsze nie chcial przegapić żadnej okazji korzystania z uroków życia...
- Tylko spróbuj. - Z okolic podłogi dał się słyszeć głos Erki.
- Widzisz Tommy, od razu pomogło. - Wyszczerzył się do kolego Anthony. - Może i ja dam radę?
- Ani mi się wasz! - Tym razem Brenda wykazała oznaki życia.
- Ej zostawcie coś dla mnie! - zbulwersował się sd.
- Co masz na myśli mówiąc "coś"? - Podnosząc się z ziemi zapytała Gośka.
- eeee... nic.
- No to chyba jesteśmy w komplecie...
- Nooo ... niezupełnie... jest taki niewielki problem... który właśnie wisi nad naszymi głowami - Days chciała przypomnieć zgromadzeniu o Arhie (tak się to powinno odmieniać?! :confuse: ), ale zapominając, że śmiertelnicy nie widzą nic w ciemnościach wywołała niehccący panikę.
- Aaaaa to pająk!!! - Wrzasnęła Erka przypominając sobie o trałmatycznych przeżyciach ostatnich kilku godzin, po czym rzuciła sę do ucieczki. Niestety nieoczekiwanie na drodze stanęła jej ściana, co w znacznym stopniu pokrzyżowało dalsze plany panikowania.
- Żaden pająk, tylko śpiąca Arha!!! - Wydarła się Days.
- Uufffff. - Sapnęła Erka sprawdzając czy soptkanie trzeciego stopnia ze scianą nie spowodowało większych strat w uzębieniu.
Wesoła gromadka spochmurniała.
- To co robimy? - zapytal Trapp - Ja tam nie mam zamiaru ryzykować spotkania z wampirem tuż po przebudzeniu... jeszcze się zapomni i co będzie?.... może ty spróbujesz sd?
- Zebrało ci się na rzarty!
- Można by w nią czymś rzucić...
- Nie radzę!
- To mamy czekac w tej dziurze, aż Arha raczy się łaskawie obudzić!?!?
- Hmmm! To nie zadna dziura, tylko luksusowa jaskinia z pełnym wyposażeniem, klimatyzacją i stałym łączem! - poprawiła erfea.
- INTERNET - męska część towarzystwa teraz zdecydowanie poparła perspektywę nawet kilkudniowego oczekiwania na przebudzenie się koleżanki. Możliwośc taka została jednak drzucona.
- ... z tego co pamiętam to wampity poza krwią uwielbiają także wszelkiego rodzaju używki... - zaczęła erfea - Arha, chyba nie stanowi pod tym względem odstępstwa?
- Nieeee - padła cicha, aczkolwiek chóralna odpowiedz.
- Zatem nie będzie problemu! - odpowiedziała smoczyca. - Zaraz ją obudzimy, dajcie mi tylko 5 minut na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy i możemy ruszać. Vo prawda jeszcze nie wiem gdzie i po co, ale to zczegól i mam nadzieję, że niebawem wszystko mi wyjaśnicie.
Po niedługim czasie erfea była już gotowa i cała grupa zaczęła się przemieszczać " na macanego" w kierunku wyjścia. Oczywiścienie trzeba pokazywać palcami kto wykorzystał ten fakt... :grin: . Kiedy wreszcie znaleźli się ptzy wyjściu .... to znaczy przy okrągłych zielonych dzwiach z mosiężą klamką po środku i pokaźnych rozmiarów szparą na pocztę i inne przesyłki (zakupy przez internet i tele-mango to fajna rzecz i miłe urozmaicenie czasu) i już ktoś miał nacisnąć ową klamkę by pchnąc nieurzywane od 100 lat dzwi, odczyniając w ten sposób ciążącą nad smoczycą klątwę (no dobra zdejmując ją przynajmniej na okres dnia) i rozpocząć nowy etap wspólnej wędrówki, erfea odwróciła się i bardzo głośno krzyknęła w ciemności:
- Przywieźli szato de ja jabol rocznik środa!!!
Z głębi tunelu dobiegł wszystkich głuchy odgłos upadku i szamotaniny, po czym jeszcze lekko zaspany głos Arhy:
- Dla mnie 4 galony proszę!!!

Image
Awatar użytkownika
erfea
Mistress Of Dragons
 
Postów: 2089
Od: 10 Lut 2003 22:52
Miejscowość: Morthnar
Płeć: Nie określono

Postprzez Arha on 10 Sty 2004 06:16

Grupa pokiwała glowami, cos w stylu "no i czego mozna się po nieumarłych spodziewać". Arha po chwili wyplatała się ze swojej peleryny i potykając się dobiegła do drzwi i towarzystwa.
-Gdzie... gdzie... - zaczęła nieco zachrypniętym głosem
-Nigdzie - objaśnił Tommy - to była ściema, zebyś zlazła z sufitu.
Żane słowa w jężyku ludzkim, smoczym, elfim, entowym czy jakimśtam innym nie znają słów aby opisać wybuch Arhy. Wszyscy nieśmiało skulili się za Erfeą i postanowili spokojnie przeczekac na koniec ataku...
Po chwili zapadła cisza całkowita i wręcz niesamowita.
-No. I nigdy więcej nie żartować mi na takie tematy. Są rzeczy z których jaj nie wolno sobie robic - powiedziała Days, dyskretnie wyrzucając butelkę po piwie, które wypiła oczekując na koniec ataku koleżanki od kielicha.
-Własśnie - burknęła ta ostatnia wykoniując arę kroków w stronę najbliższej ściany, co jednak zostało zauważone i parę par (?), no dobra, kilka par rąk w sposób bezwzględny uniemozliwiło jej ponowne udanie się na spoczynek.
_No dobra, to może skoro już jesteśmy w komplecie, to w końcu ruszymy się i wyjdziemy z tej jaskini? - zaproponiwał sd z lekką nutką zniecierpliwienia w glosie
-No właśnie i wszyscy przytomni...
-I prawie trzeźwi
-I prawie normalni - cicho dodał trapper z wyraźnie wyczuwalną ironią w głosie.
-No to... - powiedziała Days tonem wiele mówiącym i sugerującym...
-No to...? - nie zajażył cRaSh
-No niby my mamy otwierać te drzwi?! Ruszcie tyłki panowie!!! - zaproponowała erka toniem nie znoszacym sprzeciwu
Panowie spojrzeli na siebie, po czym trapp podszedł, nacisnął klamkę...
Klamka jak to klamka, w dodatku stara, zardzewiała i od wieków nieużywana - z głośnym stukiem odpadła.
Zapadła cisza.
-Sd... ty masz miecz, weź otwórz
-Mieczem?!
-No w sumie czemu nie...
-Szanowne panie, czy któraś z was ma jakąś wsuwkę we włosach?
-Za dużo filmów oglądasz...
-Oglądam tyle ile trzeba!
-Yeah...
-Przepraszam... - odezwała się uprzejmie erfea
-Co ci do tego ile filmów oglądam?
-Nie o ilośc chodzi ale o jakość
-A skąd ci o tym wiadomo?
-Ciszej tam, niektórzy próbują tu pić!
-Cholera, Nikki złaź z mojej stopy
-Trzeba było zostać w Shire, Pippin...
-Brenda, skąd masz te ptasie mleczka?!
-przepraszam bardzo, czy mogłabym... - spróbowała jeszcze raz erfea
-Ale czy ktoś mi wyjaśni, po co właściwie ciągniecie ze soba tą skrzynię?
-Bo widzisz Gina...
-ZAMKNĄĆ SIĘ I SŁUCHAĆ!!!! - zawołała w końcu zirytowana smoczyca, co wywołało małe trzęsienie ziemi, co nie dośc że uciszyło wszystkich to jeszcze spowodowało, że do świezo otwartej przez Days butelki wpafdly odłupane siłą dźwięku od sufitu kamyczki.
-Ttt..tak? - zapytała cicho i bardzo grzecznie Arha
-Jestem smokiem. Przecież mogę rozwalić drzwi... no wiecie, p.lomienny oddech, te sprawy
-To tego nie zabrania Kodeks?
-W wyjątkowych przypadkach niektóre przepisy można ominąć - wzruszyła ramionami, co wyglądało dość niesamowicie...
-Aha. no Tak, więc do dzieła...
-Nieee!!! - usłyszeli jęk Tommyego, tak jakby... zza drzwi?
-Tommy? Ty zyjesz?
-Tak jakby...
-Jakby??
-Jak erfea serio będzie otwierać drzwi oddechem płomiennym, to dolna część mnie przestanie zyć!!!
-Dolna?
-Co mi po głowie, skoro reszta będzie zwęglona?!
-W sumie nic.
-Ale powiedz mi, jak to właściwie...
-Cholerna skrzynka na listy - chlipnął Tommy - uciekałem przed Arhą i... zaklinowałem się....

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez sdms on 01 Kwi 2004 01:56

Taaaaaaaaa daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam ;]


-Wiem! - zakrzyknęła Gośka.
-Co wiesz? - zapytali wszyscy ze zdziwieniem.
-No yy, bo wiecie. Skoro my jesteśmy tu i nie mamy klamki, a Tommy jest tam, przynajmniej połowicznie, to może on ma klamkę po swojej stronie?
-Tommy!?
-Co?
-Masz to takie długie, podłużne, sztywne?
-MAM!
-To weź to naciśnij.
-Co?! Zwariowałaś?! Sama naciśnij ;)
-Miałam na myśli klamkę, zboczeńcu!!
-To się wyrażaj z łaski swojej jaśniej!
-Dobra, dobra.. nieważne.. masz czy nie?
-Co zaś?
-Klamkę!!
-No mam...
-No to naciśnij.
-Nie mogę.
-Czemu?
-Ręka mi się zaklinowała!
-To teraz się nie dziwię, czemu ma sztywne..
-cRaSh!!
-No co? Przecież sam powiedział, że ma sztywne..
-Ale wy wszyscy jesteście zboczeni.. Tommy! A drugą ręką nie możesz?
-Nie sięgnę.
-Faceci..
-A, o co ci się ta ręka zaklinowała
-Zegarek cholerny nie chce przeleźć przez szparę
-I to by było na tyle teorii bezpiecznego seksu...
-Trapper?
-No co?
-Nie nic.. Niech ktoś mu zdejmie ten zegarek..
-Ok! – krzyknął Sd i podbiegł bliżej. - Spoko sprzęt. Kto chce kupić zegarek?
-Sd! Jak tylko się uwolnię to skopię ci tyłek.
-Dobra głosujemy. Kto jest za nieuwalnianiem Tommy’ego ze stalowych objęć skrzynki?
-Sd nie wygłupiaj się. Tommy, jak z tą klamką?
-Naciskam, ale nie idzie.
-No pięknie. To jesteśmy uwięzieni w lochu smoczycy. - skomentował cRaSh.
-Do czego ten klucz? - odezwał się piskliwy głosik z dołu.
-Nie ma to jak spędzić kilka lat w towarzystwie smoczycy, elfa, wampira, kilku idiotów, jednego zaklinowanego, ze skrzynią pełną płyt i jakimś starym, złotym kluczem..
-Zabiję - odezwała się Nikki
-Nie, ja zabiję - odezwał się Anthony.
-Nie, nie, nie. Ja zabiję, a wy będziecie patrzeć - krzyknął z drugiej strony Tommy.
-Hmm.. - mruknęła Days.
-Może zabijemy go razem? - zaproponowała Erka
-Kogo? - zapytał nieświadomy niczego cRaSh
-Ciebie! - krzyknęli wszyscy
-Złoty klucz.. - powiedziała do siebie Days.
-Za co? - zapytał zdziwiony cRaSh
-Jeszcze się pyta. - stwierdziła Brenda.
-Ma tupet - dodał Sd.
-ZŁOTY KLUCZ - krzyknęła Days tryumfalnie.
-Days?
-No?
-CO SIĘ DRZESZ?!
-No bo odkryłam - stwierdzła z zadowoleniem.
-Amerykę? - zapytała Gina.
-Odkryłam sposób na wydostanie się stąd.
-Brawo - powiedziała podirytowana lekko zaistniałą sytuacją Arha rozglądając się po ścianach.
-No więc? - zapytał Trapper.
-Co więc?
-Jak się stąd wydostać?
-Z pomocą klucza.
-Jakiego klucza?
-No tego złotego, który Marcia znalazła na ziemi.
-Co?
-No tego! - powiedziała wyrywając obiekt cRaShowi
-Aha - odrzekli wszyscy.
-Ale zaraz - powiedział Sd. - Jest mały problem.
-Jaki?
-Tu nie ma dziurki od klucza.
-Nie ma? - Days była wyraźnie tym faktem zaskoczona.
-No yyy wiesz, jakby ci to powiedzieć. NIE!
-Ale tu jest.
-Tu to znaczy gdzie?
-No po mojej stronie - krzyknął Tommy.
-Aha.
-Tommy to może weź to, wsadź w dziurę i przekręć?
-Bardzo chętnie, ale może bez kręcenia :)
-Tommy zboku jeden miałam na myśli klucz.
-Aha - odparł z goryczą w głosie.
-No więc?
-Co więc?
-Zrobisz to?
-No w sumie, to..
-To?
-A co będę miał w zamian?
-Mogę cię kopnąć w tyłek to się odklinujesz - krzyknęła Arha z okolic ściany.
-Arha odsuń się od tej ściany - krzyknęła część ekipy.
-Nie wolno kopać leżącego - krzyknął Tommy.
-Ty nie leżysz tylko wisisz.
-Na jedno wychodzi.
-Wcale nie na jedno!
-Właśnie, że tak.
-Zamknijcie się!!
-I o co ten krzyk?
-Weź ten klucz, wsadź w dziurkę po swojej stronie i przekręć - powiedziała zdenerwowana Days, odznaczając każdy wyraz.
-No dobrze, już dobrze. Dawaj go tu.
Minęło kilka chwil nim zamek w drzwiach zgrzytnął radośnie raz, drugi, trzeci. Tommy nacisnął klamkę i drzwi lekko się uchyliły. Powiew świeżego, wiejskiego powietrza uderzył w twarze zebranych pod drzwiami towarzyszy, a niektórym uderzył do głowy, w związku z czym cRaSh zerwał się z miejsca otworzył drzwi na roścież, co spowodowało uderzenie ich o ścianę, i przerażający krzyk Tommy’ego (na jego szczęście drzwi uderzyły o ścianę tylko fragmentem, gdyż była tam głęboka wnęka w ścianie, na nieszczęście (a może też szczęście) siła uderzenia odklinowała go i wypadł mocno się tłucząc) i ich oczom ukazał się mrożący krew w żyłach obraz...

Historia papiestwa
[url=http://www.ram-rzeszow.one.pl]RAM Rzesz
Awatar użytkownika
sdms
Stra
 
Postów: 3408
Od: 05 Mar 2002 20:37
Miejscowość: Gliwice
Płeć: Nie określono

Postprzez Days on 02 Kwi 2004 23:14

- AAAAAAAAAAARRRRRRGGGGHHHHHH!!!!!!!!!! RAAAAAAAAAAAAAAAZIIIIIIIII!!!!!!!!!! - chwile grozy wzmogl jeszcze przerazliwy krzyk Arhy - Czemu nikt mnie nie uprzedzil, ze jest dzien??? Zalozylabym... ten... no... Inne soczewki!!!
Chwycila poly plaszcza i zaslonila sobie twarz (wygladala prawie jak ksiaze Dracula z kreskowek, tyle ze zaslaniala nie zeby, ale oczy).
- Wybacz... - odezwala sie erfea glosem dobiegajacym jednoczesnie z gory i z dolu (mam dziwaczne wyobrazenie o smokach..) - ale przez te lata zupelnie pomylilam pory dnia... Godziny rozpoznawalam po tym, ktory serial lecial na jakim programie...
Nikki slyszac te slowa, wydala dziwny dzwiek... Cos na ksztalt westchnienia pomieszanego z chlipnieciem i ze slowami "ciekawe, co tam slychac na Wspolnej..."
Ten dzwiek splotl sie z innym dzwiekiem, ktory w skrocie mozna opisac jako "puff" i nagle w miejscu, gdzie przed chwila byla erfea, pojawila sie wielka pustka, a w miejscu, gdzie byla jedna stopa erfei, pojawila sie prawdopodobnie sama erfea w postaci ludzkiej.
- Nareeeeeeeeeeeeeeszcie!!! I'm FREEEEEEEEEEEEEEE!!! AS A BIRD!!!!!!!!
- Jak co???? - zapytala Arha przez plaszcz stajac sie zrozumiec, co sie stalo, ze zniknal cien, w ktory przed chwila sie schowala.
- A nic.. Tak tylko....
Tymczasem reszta ekipy zajeta wciaz wdychaniem świeżego, wiejskiego powietrza, musiala stawic czola temu mrożącemu krew w żyłach obrazowi, jaki sie ukazal ich oczom...
- Jasna cholera, to ni chuchu do siebie nie pasuje! - odezwala sie w koncu Gina - Nie wiem czemu, bo mam to.. no jak jej tam....
- Chorobe psychiczna? - zapytal cRaSh cichutko i zaraz dostal w glowe...
- Blisko, ale nie o to mi chodzilo - odpowiedziala Gina masujac dlon (badz co badz cRaSh ma strasznie twarda ta glowe) - To tez jest zwiazane z glowa... a raczej z pamiecia... Ej ty, doktor!
Trapp po dluzszej chwili doszedl, ze to bylo do niego.
- Tak?
- Co ja mam?
- Schiza?
Gina pokontemplowala ta nazwe i choc cos jej to mowilo, to jednak cos innego jej mowilo, ze to jednak nie to.
- chodzi mi o to, ze nie pamietam...
- Czego?
- no wszystkiego!
- chodzi ci o amnezje?
- Nie wiem... Poczekaj! - Gina znowu zaczela kontemplowac nowo uslyszany wyraz (wygladalo to tak, ze stala patrzac w niebo i wymawiala sobie pod nosem ten wyraz na wszystkie mozliwe sposoby). W koncu chyba jednak, cos jej powiedzialo, ze to na pewno o to jej chodzi (badacze jej biografii podejrzewaja, ze podpowiedzialo jej jakies drzewo, ale czy iglaste, czy lisciaste - tu pojawiaja sie rozne hipotezy) - No wlasnie! Wiec mam amnezje...
- I? - wszyscy spojrzeli na nia wyczekujaco - badz co badz od czasu amnezji Gina nie odzywala sie za duzo... No przynajmniej nie odzywala sie sensownie za duzo... Jezeli nie wcale... Czekali wiec na przelom.
- No mam amnezje... Ale mimo to... A moze wlasnie dlatego ze mam amnezje, to nie wiem co chcialam powiedziec...
Przelom nie nastapil.
- Mowilas cos na poczatku, ze cos do siebie nie pasuje... - podpowiedziala jej Erka.
- Ano mowilam... I chyba masz racje.. To znaczy ja mam racje, ze mi cos nie pasuje...
- Ale co? - rzucila od niechcenia Marcia tarzajac sie w piachu dla zabicia nudy...
- A coscie sie tacy ciekawscy zrobili? Dajcie mi chwile odetchn.... MAM!!!!
Miliardy oczu (no dobra - przesada, ale nie pamietam juz, ilu nas tam bylo....) zwrocilo sie w jej strone, a ich zrenice zdaly sie przypominac wielkie znaki zapytania. Nawet Arha wyjrzala zza swojego plaszcza (nie obylo sie bez "Arrrgh!").
- Ni chuchu nie pasuje mi to wiejskie powietrze do pustyni!!!
Gromadka popatrzyla po sobie, po czym skupila sie na tym "mrozacym krew w zylach" widoku.
- Faktycznie, cos tu goraco... - odezwala sie po pewnej chwili Goska.
- No... I jakos tak duzo piachu... - dodala Marcia otrzepujac sie.
- I nie ma krowek.. - odezwal sie sd.
- ???
- no jak wiejskie powietrze to tylko krowki!!!
- No chyba, ze tak....
- O! A tam jakies nogi wystaja z piachu!
Wszyscy spojrzeli we wskazanym prze Nikki kierunku.
- Ja znam te buty!!! - zakrzyknela Reddie - Tommy! Co ty tam cholera robisz?
- Czekam, az mnie ktos wyciagnie! - odpowiedzial glosem podobnym do piaskarki.
- Chlopaki! Pomozcie mu!
- Czemu my?
- Bo.... bo.... - zaczela sie zastanawiac Erka. w koncu wymyslila i triumfalnie krzyknela - Bo tak!
- Ano.. chyba, ze tak...
cRaSh, Trapper i Anthony poszli wyciagnac Tommiego i w sumie sd tez juz mial isc, gdy nagle o czyms sobie przypomnial.
- Te... A co my w ogole robimyna pustyni? Erfea, wiesz cos na ten temat? - odwrocil sie w jej strone i zadarl wysoko glowe z przyzwyczajenia, ale nie zobaczyl tego, czego sie spodziewal. Zjechal wzrokiem nizej... Duzo nizej, az wreszcie zatrzymal sie na nie znanej, aczkolwiek dziwnie znajomej, kobiecej twarzy.
Erfea zaczerwienila sie, w bardzo dziwny, zapewne smoczy, sposob.
- Bo wiesz... Za mojej mlodosci to tu bylo jezioro... Ale kiedys... No wiesz, jak to jest.... Mialam takiego potwornego kaca.... i.... no... no i sie skonczylo...
- A... rozumiem... znam to.. Kac gigant! - usmiechnal sie sd probujac nie okazywac zamurowania.
- A skoro juz mowa o kacu... - zaczela Arha rozgladajac sie po okolicy jednym okiem zza plaszcza - To gdzie u diabla jest Days? Zabrala mi caly zapas wi... To znaczy wo... wody...
- A o kogo pytasz?
- O Days, Gina! Tego elfa ze spiczastymi uszami, co caly czas narabany chodzi, z drzewami gada i w ogole...
- A to... To jak wyszlismy z tej jaskini, to zniknela za wydma ze slowami "Wreszcie plaza, a ja kostiumu nie wzielam".
- W sumie to miala racje... - wtracila Goska - Taka plaza, takie slonce... A ja kostium to juz chyba ze 3 stron temu zgubilam... A poopalalabym sie...
- A ja bym sobie poplywala... - rozmarzyla sie Nikki
- Wybacz Nikki - erfea znowu sie zaczerwienila - Najblizszy zbiornik wodny jest kawalek stad...
- A co mnie obchodzi, ze chcielibyscie sobie polezec na piachu! Ja tez chcialam... To znaczy moze nie na piachu i moze nie polezec, ale nie w tym rzecz! Rzecz w tym, ze mnie to sciagneliscie z sufitu podstepem, a Days sobie gdzies polazla i to zmoim alkoholowym zapasem!!!!
- Z NAAAAAAAAAAASZYYYYYYYYYYYM... - uslyszeli glos Days dobiegajacy praktycznie zza kazdej wydmy.
- Tego juz za wiele!!! Nie dosc, ze gdzies zniknela, to jeszcze podsluchuje!!!
- NIE DENERWUJ SIE TAAK!!! - glos tym razem dochodzil znikad - I ZAMIAST MARUDZIC, WLOZ COS SEKSI I CHODZ NA IMPREZEE!!!
I w ten sposob Days nie tylko udowodnila, ze Elfy wiele moga, nawet jak nei wiedza, ze moga, ale tez czasami uratuja kogum zycie. Chodzilo oczyiwcie o Tommiego, ktorego chlopaki od dluzszej juz chwili probowali wyciagnac z piachu, ale nie za bardzo im to wychodzilo. Ale coz - na dzwiek magicznego slowa "Impreza" Tommy od razu wyciagnal glowe ponad piach i byl uratowany. Pozostawalo jeszcze uratowac Arhe, ktora magiczne slowo jeszcze bardziej sfrustrowalo.
- Days,. cholera!! Jak ja mam isc na ta impreze, jak ja nie wiem, za ktora wydma jestes!!!
- A kto powiedzial, ze ja jestem za wydma... - tym razem dzwiek dochodzil z konkretnego kierunku - z gory! Wszyscy odwrocili sie za siebie (czyli w strone wyjscia z jaskini) i spojrzeli w gore. Nad wejsciem do jaskini stala Days ubrana cokolwiek skapo, nawet jak na elfa :), w jednej rece trzymajac szklanke z Campari, a w drugiej recznik. Arhy o malo szlag nie trafil, ale Days i z tym sobie poradzila.
- Jak sie pospieszysz, to dostaniesz okulary przeciwsloneczne.
- Jak, czemu, skad? - zapytala Arha szybko wdrapujac sie na gore, zrzucajac wszystkich po drodze wszystkich, ktorzy probowali ja wyprzedzic. Zanim Days zdarzyla odpowiedziec, Arha juz byla na gorze i zaczynala wszystko rozumiec.
- Ty fuxiarski elfie! Jak nie fascynujace drzewo, to megaprzystojni surferzy na pustyni, nad ktora lezy plaza z palmami i morzem...
- Jednemu okulary juz zabralam, bo mnie strasznie razilo - stwierdzila nic sobie nie robiac z ostatniego zdania Arhy - Ale pozostali tez maja, wiec idz i sobie wez od jednego. Reszte zapraszam na impreze... Mysle, ze chlopcy - surffingowcy nie beda mieli nic przeciwko...
Oczywiscie nikogo nie trzeba bylo dwa razy prosic... Surffingowcy nie mieli nic do gadania... Z reszta byli juz w swietnych humorach, wiec w tym momencie wiecej ludzi kojarzylo im sie tylko z lepsza zabawa (zaden nie myslal w kategoriach: mniej picia dla mnie... co nie bylo dosc nieoczekiwane - wszak surffingowcy to dziwni ludzie :)). Tymczasem Arha, zaopatrzona juz w okulary przeciwsloneczne i campari z palemka, lypiac na dlugowlosych surffingosapiensow, zblizyla sie do Days, ktora stala pod palma i dolewala sobie czegos do drinka. Arha momentalnie rozpoznala zapach.
- Podziel sie!
Days uczynila to niechetnie, usmiechajac sie jednoczesnie do przechodzacego obok surffingowca.
- Jak ty to w ogole znalazlas? - zapytala Arha nie mogac sie zdecydowac, na ktorego surffingowca ma patrzec.
- Poszlam drzew szukac... - odparla i wypila reszte drinka, mamraczac pod nosem - Skonczyl sie, cholera!
- Fakt - Arha wypila duzy lyk drinka - Moglam sie domyslic...
Days usmiechnela sie pod nosem i zaczela bawic sie parasoleczka z drinka.
- Ty... - zaczela znowu Arha po chwili - Myslisz, ze dobrze zrobilas, dzielac nasz alkohol na tyle ... osob?
- Podzielilam tylko ten potencjalnie nasz, czyli alkohol surffingowcow...
- A co z naszym? W sensie: naszym naszym.
- Ukrylam.
- Gdzie?
- 6 krokow od dziurawej palmy... - wskazala ruchem glowy - Znalazlam tam jakas skrytke... piracka... I jeszcze kilka skrzynek rumu...
- Rumu?
- No... Welcome to Caribbean, lad!
- Gdzie?
- Tak mi sie powiedzialo... Jakos tak... Podobnie jest...
- A ci surffingowcy to kto?
_ A skad ja to mam wiedziec? Nawet ich wszystkich nie znam... Jeden mowil cos, ze nazywa sie Comte....

Image Image Image
Image
Awatar użytkownika
Days
Noldor Princess
 
Postów: 5910
Od: 05 Mar 2002 01:56
Miejscowość: LothLorien
Płeć: Laska

Postprzez Gina on 03 Kwi 2004 18:06

.....
Teraz sobie prosze rozruszac wyobraznie.
upal. palmy. bezchmurne niebo. piasek. glucha cisza. kamera zjezdza nizej.....
kilkanaście ręczników porozwalanych na małym obszarze umówmy się plaży, na tych ręcznikach i na piasku kilka/dzieśiąt - tez się gubie w liczeniu - generalizując, umówmy się ludzkich już teraz ciał (o dwóch w tej chwili wyjątkach nie ma co wspominac, zresztą w tej chwili nikt nie byłby w stanie odróżnić wampira od elfa.. pewnia nawet i od smoka, chociaż o tym się już przekonac nie mozemy). Ciała leżące we względnym spoczynku, nie licząc podnoszących się i opadających klatek piersiowych, tudzież brzuchów. Oprócz ciał bohaterów zauważyć można kilkanaście ciał dość umięśnionych samców w bardzo skąpych majtkach, czy tam kąpielówkach. Jeden, lężący obok Arhy w niewyjasniony sposób ma te kąpielówki vtrochę niżej od pozostałych. W nogach niektórych leżą jeszcze deski.
Elemant wspólny i niewatpliwie łączacy pbrazek (po za prawie bezwładnym lęzeniem wszystkich osobników) jest następujący : otóż w ręce/ rękach każdego z uczestników tegop obrazka zauważyć można jedną lub względnie dwie butelki lub szklanki, wszystkie puste. Część butelek już takich mega pustych (tzn bez kropelek nawet) porozrzucona jest w odległości metra, czy dwóch od tego skupiska ciał ręczników połamanych parasoleczek i butelek. Ten sielski spokojny obrazek /który mógłby być sam w sobie swoistym odcinikiem pod tytułem "wielkie chlanie"/ przerywa nagle......

- Nikki...
- ...
- Nikki......
- ..
- Nikki.........
- .
- NIKKI !!!
- coooo ?
- reka.
- co reka ?
- twoja reka.
- no mam jeszcze. chyba. zreszta nie czuje. musze sprawdzic.
I Nikki podniosla ze stęknięciem jedną rękę i przerzuciła ją na drugą strone swojego ciała szukąjąc drugiej.
- oo ramie, o łokiec.. przedramie.. dłoń... nos Arhy... oko...
- AŁA !!!!!
- o sorry. zapędziłam się
- to się nie zapędzaj.
- co chcesz ?
- jak to co ? podnies ta reke ze mojej twarzy. dusze sie.
- przeciez i rak nic ci sie nie stanie.
- no mi nie. ale tobie zaraz moze...
- juz juz... ja widze ze slonce na ciebie naprawde zle wplywa...
- podnos lape
- ...chujach odezwal sie glos spod plecow jakiegos surfingowca
- jaki chuj ? zaciekawila sie Arha - zabieraj ta reke !
- nie moge...
- dlaczego ?
- bo teraz bym musiala dwie podniesc a nie mam tyle sily...
- to wez ta jedna podniesc druga albo nie bedziesz miala juz co podnosic - Arha wyszczerzyla kly - jaki chuj ?
- chujach - odezwal sie znowu glos spod plecow.
- dobrze - jaki chujach ? Nikki jak slowo daje...
Na to wszystko nagle nad cialami Nikki i Arhy zawisl cien. Obie z lekka zleknione spojrzaly w gore. Wielki sd, poniosl rece Nikki i przeniosl na druga strone uwalniajac twarz ARhy - a teraz sie zamknac. powiedzial cien lapiac sie za glowe i upadajac na piasek. Tzn nie na piasek...
- AŁA !!!!!
- co co coooooooooooooo znowuuuuu ? zawyl sd
- jak to co ty maly ufolu ? zlaz ze mnie bo cie za molestowanie przedniej czasi elfa swoimi plecami posadze...
- co ? Days ? - sd zaczał macac przestrzeń pod swoimi plecami
- noo przesun jeszcze o centumetr to z pana ufo zrobi sie pani...
- juz dobrze dobrze.. dooobrze - zajeczal sd powoli zsuwajac sie z z Days
- jaka chujach - krzyknela Arha przerywajac to nieudane miedzyswiatowe spotkanie dwoch cial. - kierujac swoje pytnie gdzies w strone plecow surfinfowca
- no chujach, lapa czerwona. lapa chujach.. booooze jak to wampiry moga wolno lapac - powiedziala Gina powoli wystawiajac glowe spod faceta - ooo skad ja to pamietam ?
- bo taki ladny wyraz , blondynki tak maja - zasmial sie Tommy lezac na plecach kikanascie cm od w/w gromady - zapamietuja pewne wyrazy ktore przypominaja im o....
- nie wiem czy wiesz jaki kolor wlosow ma wasz nadworny wampir - lypnela okiem na niego Arha
- dobra juz dobra. cicho. lezymy.
- co ? spytala Reddie
- no lezymy. co chcecie robic innego ?
- ..........














- i co ?
- co co ?
- lezymy nadal ?
- nie wiem.
- mnie boli glowa.
- no co ty ?
- jaka glowa... mnie juz chyba nie ma co bolec.
- piiic mi sie chce....
- tam bylo szczac.
- co ???
- tam bylo szczac. Szccccccccczacccc mi sie chceeeeeee - tak ytam bylo.
- gdzie tam bylo ? sluchajcie ona sir obi niebezpieczna - powiedzial crash - i niech ja tak kos zamknie ja jestem za daleko...
- Gius spokojnie - gdzie bylo Szczac ?
- w Kilerze naturalnie.
- o ladnie. telemaniaczka sie w niej obudzila...
- whatever. co robinmy - spytala Reddie
- wstajemy ?
- no kiedys musimy... zreszta chyba ciut za goroco sie robi
- myslalam days ze lubi sloneczko - pierwsza tu wystartowalas...
- nie wystartowalam tylko znalaazlam ta rajska kraine - wyniosle usmiechnal sie elf.
- rajsa ? - zachnal sie Tommy - rajsko to by bylo jakby zamiast tych kup miesa byly jakies te no.
- suczki ?
- wlasnie Gina
- na na na na naaaaaaaaa znamy wasze...
- zamknij sie ! przerwal jej crash - Days slonce moje. Jesli raj ma wygladac tak ze wszystkich nas bola łby..
- ja mam głowe - dotknal swoich włosow sd
- .. i nikt nie ma sily podniesc sie z ziemi, slowem wygladamy jak jakies wypatroszone na pustyni swinie..
- ejj tylko nie swinie - ja szczupla jestem - zauwazyla Erka
- to ja chyba pieklo - o ile istnieje wole...
- istnieje... a jakze - wieczor w szpitalu po meczu wisly z legia - to jest pieklo - rozmarzyl sie Trapper
- pieklo czy raj ? bo jakos dziwnie reagujesz ? zaciekawila sie Arha
- wiesz co crash ? niewdzieczny jestes strasznie - obrazila sie Days. ja ci zalatwiam napoje recznik mile towarzystwo a ty wybrzydzasz....
- mi nie zalatwiasz tylko sobie - jakbym ci nie wyrwal tej jednej butelki to bys mi w zyciu nie dala.... zreszta - jakie towarzystwo niby - crash spojrzal na lezacego obok niego osilka... co ja pedal ?
- wiesz no - nie mowilismy nigdy o naszych orientacjach seksualnych i niczego nie mozna byc pewnym tylko wlasciwie po Tommym widac czego sie spodzie.... - Days odwrocila glowe a za nia cale towarzystwo obserwujac jak rozmarzony Tommy oglada niebo przez pusta butelke z glowa obarta na torsie jednego z surfingowcow. - eee ja juz powiedzialam niczego nie mozna byc pewnym w dzisiejszym swiecie...
- wstajemy bo mi sie zaraz niedobrze zrobi powiedziala wyraznie niezadowolona tym co zobaczyla Reddie
- okej wstajemy....
- ja nie moge - powiedziala Nikki
- mozesz... na trzy cztery...
....
oczywiscie na trzy cztery towarzystwo nie wstalo wygladalo to mniej wiecej tak ze ktos silny ukucna podalreke komus tam jeszcze - wsadzajac noge w usta drugiego kogos... po kilku minutach jednak wszyscy znalezli sie na wlasnych nogach - rozgladajac sie po pobojowisku ktorego byli autorami.
- z dolu to ladniej wyglada. powiedzial crash
- z jakiego dolu spytala sie Erfea
- no z piasku...
- he ?
- LEŻĄĆ
- leżąć ? CO znacyz leżąć ? Jakiś neologizm o którymw tv nie słyszałam ? zaciekawiła się smo.. znaczy no była smoczyca
- literówka... nawet mi się zdarzyć mogą nie ?
- nie ?
- tak .
- tak ?
- cicho !
Trapper ukucnal przy jednymz surfingowcow
- hmm ciekawy przypadek
- jaki ? spytala Reddie
- no dlaczego oni sie nie ruszaja
- bo sa pijani ?
- no tak, ale dlaczego mniej od nas ?
- bardziej...
- tzn dlaczego my jestesmy mniej - nie poprawiaj mnie panie leżąć
- MNIEJ ????????????? krzyknela Arha - nie pozwole.... nie pozwole... - mruczac od nosem z naprawde zla mina zaczela oddalac sie od innych. Pobiegla za nia Days a za nimi Gina ktora machala sobie przed oczami reka powtarzajac brzydkie slowo....
Days pierwsza dogonila Arhe
- co robisz ?
- jak to co ?
- no co ?
- nie pozowole zeby tamci mieli lepiej
- kto damci
- ci od desek
- skejci ?
- wodnych desek...
- aha...
- co ?
- bo wiesz... nie wiem czy oni tak do konca lepiej maja.... w koncu leza jak jakies .. belki
- Marek Belka ? ja go z telewizji znam...
- Boze co ta tu robi ?
- bardziej istotne jest co ty robisz Arha...
- no jak to co ?
- - noo....
- szukam palemki
- aaaaaaaa to tu
- tu ?
- tu.
- tu tu ?
- tu tutututututututtututuuuuuuuuuuu
- ona jest nienormalna popatrzyla na Gine ARha - odwrocila ejdnak wzrok i zacierajac spojrzala do srodka...
- aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa ryk ktory wyrwal sie z jej gardla byl wprost przerazajacy.....
- co sie stalo ? spytala Days i powoli zajrzala do srodka
- widok przypominal troch widok z plzy tyle ze ni bylo poasku. byly za to puste butelki i spiacy osobnik - ktory zaczal sie budzic uslyszawszy wrzask Arhy
- Comte ?
Awatar użytkownika
Gina
mod
 
Postów: 5527
Od: 02 Mar 2002 03:12
Miejscowość: Grande Sud
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 04 Kwi 2004 04:19

Oczywiście trzy panienki w stroju kąpielowym mogą stanowić widok porządany przez faceta, Comte jednak nie miał najciekawszej miny. I ciężko mu się dziwić.
Days zatkało, z kącików ust Arhy płynęła piana... tylko Gina zachowała stoicki spokój, w dalszym ciągu powtarzając coś o chujach.
Tiaaaa, nie jest to pierwsza rzecz jaką chciałby człek zobaczyć po przebudzeniu.
-Eee... - zaczął niepewnie
-Nie radzę - rzuciła nagle niezwykle przytomnie Gina
-CZego? - zmarszczył czoło Comte
-Wyjaśniać im, że kiedy chciałeś zanieść im kolejną dostawę rumu zaatakował cię jakiś gościu z pomalowanymi oczami i warkoczykami na brodzie, spacyfkował i wypił cały rum
Ponieważ Arha i Days jeszcze nie ochłonęły z szoku, Comte pomyślał chwilę i doszedł do wniosku, że rzeczywiście raczej by w to nie uwierzyły
-A skąd wiesz co chciałem powiedzieć? - zapytał jeszcze nieśmialo
-Bo kiedy już woczołgał się stąd, to podszedł do mnie i wypił mi drinka... tego co wygląda jak płyn do mycia maczyń... i parasolkę mi zabrał...
-WYPIŁEŚ CAŁY RUM!!! - w koncu Days odzyskała władzę w płucach (?)
-A masz pomysł na jakieś lepsze wyjaśnienie? - szepnął błagalnie Comte do Giny
-Niestety. Ale zaczekaj chwilę, jak coś wymyślę to ci powiem
-Myśl szybko
-Ok
I Gina usiadła w pozycji wielke zamyślonej...
-Puśćcie mnie, puśccie mnie do niego!! - wydarła się Arha
-Nikt cię nie trzyma
-nie? - Arha rozejrzała się - no fuckt
-Ale ja wam to wszystko wytłumaczę... - spróbował Comte
-Niby jak?
-eee... to jedna z tych długich, nudnych historii, nie ma co gadać...
-My mamy dużo czasu
-Eee... Gina!!
-czekaj, myślę
-no więc chciałem wam zanieśc ten rum, kiedy... eee... zostałem zaatakowany
-Zaatakowany?
-Tak!
-Przez kogo?
-Chujach!
-Tak Ginuś, spokojnie, siedź sobie i nie denerwuj się
-mieli przewagę liczebną!! - krzyknął nagle Comte
-Taaak?
-Tak, nie dałem rady, chć broniłem się zaciekle
-Zapewne
-Wypili wszystko - dramatycznie oznajmił Comte
-Nie da się ukryć
-A później wsiedli na takie wielkie żółwie wodne i odpłynęli
Arha z Days spojrzały na siebie
-Czy to on ściemnia czy ja trzeźwieję?
-Chyba obie re rzeczy na raz
-On ściemnia - obwieściła Gina
-Taaak?
-Tak!
-A jak było?
-Niósł wam rum, kiedy zaatakował go taki jeden pirat z warkoczykami na brodzie, spacyfikował go i wypił cały rum śpiewając sobie...


Tymczasem powróćmy do rzeszty towarzystwa, która po nagłym odejściu trzech najbardziej niebezpieczych jednostek wowróciła do pozycji horyzontalnej.
-Cholera
-Co?
-Słońce razi
-W końcu zauwazyłaś?
-Przedtem nie miałam okazji
-Hę?
-Ten blondyn w niebieskich kąpielówkach mi zasłaniał
-Wiecie - mruknął Trapper - takie leżenie może się skończyć udarem, oparzeniami, nowotworami skóry...
-Nooo - mruknęła erka - no i się można nierównomiernie opalić
-No właśnie - mruknęła Nikki - niech mnie ktoś odwróci na brzuch
-nie ma sprawy - i silne ręce spoczęły na ciele Nikki
-Ty zboku!!! - Rebel odzyskała siły witalne, zerwała się i trzasnęła osobnika w twarz
-Nie jestem pewien czy na to zasłużyłem...
Nikki zamarła w zdumieniu, a zza górki rozległ się ogłuszający krzyk Days (no bo ile ja się moge drzeć?)
-JACK SPARROW NA TEJ WYSPIE?!

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez erfea on 05 Kwi 2004 16:33

Nie ma nic gorszego niż rozchisteryzowany elf... no może poza rozwścieczonym wampirem, ale mniejsza z tym.
Kiedy kulturalna grupa młodych ludzi (i nieludzi), spokojnie leżąca na nagrzanym piasku i zajmująca się naukowymi dysputami o przyrodzie ... usłyszała ogłuszający krzyk Days, nikt już nie miał wątpliwości - mieli kłopoty.
Zza niewielkiej wydmy... może lepiej by było napisać pagórka, za którym dopiero zandowała się wydma, na której to wydmie rosła palma, na której to palmie były kokosy, w których to... nie to już chyba nie należy do wątku głównego... a zatem zza tego pagurka po chwili wypadła biegiem, a może wybiegła padem Days. Z obłoku kurzu, który wzbiła młodzi amatorzy opalania mogli dostrzec niewyraźne sylwetki 3 postaci.
-ZBIERAĆ SIĘ! - Wrzasnęła Days kiedy w końcu dopadła do reszty grupy. - Nastąpiła niewielka zmiana planów i przed dostarczeniem tej skrzyni z Bounce, musimy spotkać się z jednym przedstawicielem wolnego zawodu...
-Że jak? - Sd nie zrozumiał, a może tylko udawał...
-Że nic. - Tym razem głos zabrał Comte, który razem z Arhą i Giną (która nadal machała sobie ręką przed oczami, ale tym razem lewą...) właśnie podchodził do leżących.
-A ty ko? - Uprzejmie zapytał Trapper.
-To jest Comte. Jeden z serferów... zaczęła Gina nadal machając ręką.
-Ludzie! Czy wy nie rozumiecie powagi sytuacji! Gdzieś niedaleko znajduja się Jack Sparrow (!) a wy spokojnie siedzicie na jakiś durnych ręcznikach?!
Najwyraźnie nawrót psychozy maniakalnej spowodował, że Days zapomniała o utraconym rumie i pewnie jeszcze czymś pysznym i mocnym... ale najlepszych przyjaciół poznaje się wbiedzie...
-Days a co (agraah) z trunkami?! - przypomniała jej Arha.
-Walić! W tym momęcia wszyscy zdali sobie sprawę z powagi sytuacji... bo kiedy elf zapomina o piciu to znak, ż dzieje się z min niedobrze.
Narada trwała niespełna 15 minut. (Krutka i treściwa, choc postronny słychać naliczyłby pewnie sporo wyrazów powszechnie uznanych za wulgarne) Ustalono, że elfy jako ginący gatunek trzeba chronić, a zatem nie wolno dopuścić do załamania nerwowego Days, co w praktyce oznaczało poszukiwania jakiegoś tam kapitana..., Poza tym większość doszła do wniosku (Arha po prostu zaszanarzowała większość), że Comte jako winny utraty 'życiodajnych płynów' pójdzie z nimi w charakterze 'zakładnika'-tragarza skrzyni (z Bounce) aż do wyjaśnienia sprawy.
I tak oto zakończyło się leniuchowanie na plaży, a zaczęł się następny etap wyprawy, której sensu następne pokolenia pewnie nie dostrzegą, ale walić, która pewnie nie znajdzie się w podręcznikach historii, ale to tez walić i która była raczej bezsensownym zbiegiem przypadków, ale kto by się tym przejmował WALIĆ!
Kiedy w końcu zebrali się był już prawie wieczór. Days gotowa do poszukiwań właśnie kończyła pogawędkę z palmą (pytała ją o drogę ?!).
-No dobra, to ruszamy! TYLKO ŻYWO! - Wrzasnęła na pozostałych.
-Oj! głowa boli.
-Mnie też
-I mnie... chyba te drinki były jednak mocniejsze niż wyglądały...
-Ruszać się! Mamy przed sobą kilka ładnych kilometrów do przejścia a wy nie macie siły ustać w miejscu!
-Aaagraaah!
-Oj niedobrze...
-Co? - NiKKi spojrzała w kierunku z którego dochoził głos...
-Oj fatalnie - to była erfea.
-Co jest?
-No waśnie co się dzieje?
-?
-Jak to co?! Zamieniam się w smoka idioci!!!!

W tym miejscy niestety musimy zostawić naszych bochaterów. Przyszłość niesteyy nie wróży im nic dobrego... bo smok na kacu, to nic przyjemnego. Można by to porównać do olbrzymiego, samoistnego miotacza ognia... Ale o tym już kiedy indziej.

Image
Awatar użytkownika
erfea
Mistress Of Dragons
 
Postów: 2089
Od: 10 Lut 2003 22:52
Miejscowość: Morthnar
Płeć: Nie określono

Postprzez sdms on 13 Kwi 2004 19:26

-Wiać! Ile sił w nogach! - krzyknęła Days wyczuwając co się święci.
-Właśnie wiać, bo nie ręczę za swoje czyny - odrzekła Erfea.

I w ten sposób cała gromadka zostawiła biedną erfeę na brzegu morza i pochowała się, gdzie się tylko dało, a najczęściej w jaskini na zachodzie, która tak naprawdę jaskinią nie była, ale o tym później. Gdy erfea skończyła, a przynajmniej tak się wydawało, palić wszystko w około, nikt nie śmiał wychylić choćby włosa ze swojego ukrycia. W końcu jednak wyszła Arha i z bezpiecznej odległości zapytała:

-Już?
-Wody - odrzekła smoczyca.
-Za tobą jest morze jakbyś nie zauważyła - stwierdziła Arha. - Jak już będziesz mogła mówić coś innego, to powiedz czy możemy się czuć bezpiecznie.

Minęła dłuższa chwila,podczas której ryby z całego morza zaczęły się modlić o swoje życie, mieszkanie i dobytek. W końcu, gdy wody morza osiągnęły stan krytyczny erfea odwróciła się.

-No powinno być już dobrze.
-Jesteś pewna?
-No w sumie niebardzo, ale narazie jest ok.
-No dobra. Ekipa wyłazić. Koniec pokazu.

Wszyscy się zebrali, a właściwie prawie wszyscy, ale o tym za chwilę. Oczywiście Days pierwsza wyrwała się z ogólnej fali podniecenia i okrzyków w stylu: "Wow, to było coś" itp.

-Dobra nie marudzić. Mamy misję do wypełnienia. Ruszać się!
-Chwila moment.
-Co zaś?!
-Nic. Ale nie wiem jak tobie, ale mi z rachunków wychodzi, że jest nas mniej niż było.
-Że co?
-Wiesz ja się mogę mylić. Ty tu znasz matematykę.
-No tak. Wszystko na głowie elfa. - rozglądnęła się szybko. - Ok. Kto widział Ginę i sd?
-Byli w jaskini.
-W jakiej jaskini? - zaciekawiła się Arha.
-No tego... Tej tam - Tommy wskazał wejście do jaskini.
-Idziemy ich szukać - bardziej stwierdziła, niż zapytała Arha i już szykowała się do wymarszu, gdy Days złapała ją za ramię.
-Stój, gdzie leziesz. Nie wiemy, co to za jaskinia, czy to w ogóle jaskinia, co ona tam robi i czy nie jest zamieszkana. Pozatym nie wiemy czy oni tam są, bo może wyszli i poszli w krzaki, i nikt ich nie zauważył. Zresztą mieliśmy szukać Jacka.
-Days słuchaj, ja wiem, że Jack jest ważny, ale nie możemy zostawić sd i Giny na pastwę losu. Jesteśmy w końcu grupą i musimy się trzymać razem. Pozatym nie wiemy czy ta jaskinia nie ma drugiego wyjścia w pobliżu Jack'a, a jak ma to jest nam po drodze, więc musimy nią przejść, żeby się upewnić.

Days w końcu dała się przekonać i cała ekipa ruszyła korytarzami jaskini, a właściwie tunelu w stronę światła.. yy.. znaczy się w głąb, starając się trzymać w bezpiecznym położeniu względem pola rażenia Erfei.

Przenieśmy się tymczasem kilkaset metrów dalej...

-Gina...
-O sd. Co ty tu robisz?
-Pilnuję cię.
-A po co?
-Bo ten tunel mi się nie podoba i nie powinnaś chodzić nim sama.
-A skąd wiesz, że to tunel?
-Wyczuwam to.
-Aha.
-A właściwie to czemu ty idziesz tym tunelem?
-No bo mieliśmy szukać jakiegoś tam kapitana.
-Aha. No tak. Ale chyba powinniśmy to robić z resztą ekipy.
-Ale oni nas znajdą.
-No tak.. Oni nas zawsze znajdują...
-Pozatym tak by nigdy nie poszli tą drogą, a ona jest najlepsza.
-A skąd ty to wiesz?
-Wyczuwam to.
-Aha.

Nastąpiła krótka i kłopotliwa chwila milczenia, która trwałaby pewnie o wiele dłużej, gdyby nie przerwał jej dziwny dźwięk, który nie spodobał się ani sd, ani Ginie.

-Co to było?
-Nie mam pojęcia, ale nie podobało mi się to.
-No mi też nie. I co robimy?
-Idziemy dalej.
-No ale to coś, co wydało ten dźwięk, wciąż jest przed nami.
-Aha. Ale ty masz miecz.
-No tak.
-To może go wyciągniesz?
-No tak.
-Wow. Ale fajny. Mogę dotknąć?

Gina zachwycała się chwilę mieczem, a następnie ruszyli dalej, by stawić czoła nieznanemu złu i by sd mógł się wykazać niespotykanym męstwem, staczając walkę na śmierć i życie, o której wyniku zadecydować miały nie umiejętności szermiercze, a sztuka dyplomacji i znajomości pewnej osoby, która znajdowała się w grupie kilkaset metrów dalej...

Historia papiestwa
[url=http://www.ram-rzeszow.one.pl]RAM Rzesz
Awatar użytkownika
sdms
Stra
 
Postów: 3408
Od: 05 Mar 2002 20:37
Miejscowość: Gliwice
Płeć: Nie określono

Postprzez Days on 15 Kwi 2004 02:17

Tymczasem grupa kilkaset metrow dalej bardzo powoli zaglebiala sie w jaskini. Powodow bylo kilka, ale glownym z nich byla erfea. Tzn nie to ze ona sama w sobie byla klopotem (chociaz noca, mogla sprawiac wrazenie dosc... nawet... hm... duzego klopotu), ale kompania miala problem z namowieniem jej do ponownego wejscia do jakiejkolwiek jaskini. Krotko mowiac - jaskinie zle jej sie kojarzyly (w koncu byla zabarykadowana w jednej setki lat) i teraz czula w tym jakis szwindel... Ostatecznie watpliwosci pozbawila ja Days swoja rozbrajajaca szczeroscia:
- Na wszystkich bogow, erfea!!! Nie mamy czasu cie cholera zamykac w jakies jaskini! Nie mamy czasu w ogole cokolwiek z toba robic...Tommy nawet nie zaczynaj!
- A skad wiedzia... - zaczal Tommy, ale i tak nie uslyszalby odpowiedzi, wiec szybko przestal. Days kontynuowala tyrade:
- Wielki, piekny i cudowny Jack Sparrow jest w poblizu i ja nie mam zamiaru nawet na chwile zbaczac z wytyczonej drogi, zeby jesc, spac, pic (Arha az sie zakrztusila wlasnie pitym piwem), czy zamykac wielkie smoki w malych jaskiniach! Wiec nie zachowuj sie jak dziecko i rusz sie!
- Trzymam cie za slowo! - odpowiedziala smoczyca drzacym z jaskiniofobii glosem.
- Trzymaj sie czegotam chcesz! - odparla Days wzrokiem zatrzymujac slowa w ustach Tommiego (jakkolwiek glupio to brzmi) - Ja ide!
- Patrzcie, jaka zdeterminowana - zaczela Arha przygladajac sie ze znawstwem scianom groty - A dopiero co nie chciala wejsc do tej jaskini. Czyzbym miala az taki dar przekonywania?
- To nie ty, nie mysl sobie! - odparla Days dajac Anthonemy znaki, by przytrzymal Arhe zanim znowu wlezie na sufit.
- A co? - Arha zrezygnowana odsunela sie od sciany..
- Wlaczylo mi sie jasnowidzenie...
- ??? Co to znaczy "wlaczylo"? - zaciekawila sie Nikki
- Bo widzicie... Przez tyle lat zycia na tym padole lez i cierpien sie cholera wzielo i rozregulowalo!!!
- Aha... - choralnie odpowiedzialy Goska, Erka, Nikki i Marcia udajac, ze wiedza jak to jest.
- No wiec! W droge!!!

Wracajac do Giny, sd i jego misji...
- To skad masz ten mieczyk?
- Juz ci z piec razy opowiadalem....
- No tak, ale... Caly czas zapominam to imie... Arus, Arni, Argus???
- ARAGORN!
- Nie unos sie tak... - odparla z mina niewiniatka - Nie wiedzialam, ze to dla ciebie ktos az tak... bliski....
- Nie chodzi o to, ze bliski... - sd liczyl w myslach do 10 - Ale wiesz... nazywanie go w ten sposob umniejsza waznosci mojego miecza!
- U... co?
- Niewazne....
- SKoro tak... oho! - Gina zatrzymala sie gwaltownie.
- No, ja tez to slyszalem...
- Jestesmy juz bardzo blisko...
- Tak myslisz?
- Nie mysle... - zaczela, a sd cicho wtracil:
- Czemu mnie to nie dziwi...
- Ja to wiem!!! - dokonczyla triumfalnie podnoszac palec do gory, po czym tak ja ten gest zaciekawil, ze zaczela sie mu przygladac poswiecajac mu cala uwage. Sd musial wyrwac ja z transu mocnym uderzeniem w posladek.
- AU! O co ci chodzi perwolu?
- Perwol to taki proszek! Ja chcialem wiedziec skad wiesz...
- Skad co wiem?
- No wiesz!
- Wiem?
- Aha. - przytaknal - Ale pytanie brzmi: skad?
- Ale co wiem!
- MATKO PRZENAJSWIETRZA!
- Ja? Twoja?
- nie!!
- To czyja? nie rozumiem cie, wiesz...
- No to w sumie nic dziwnego... Ja siebie tez czasami nie rozumiem
- Czemu mnie to nie dziwi?
- Wrocmy do tematu - sd sprobowal jeszcze raz, powoli - Skad wiesz ze jestesmy juz bardzo blisko tych dziwnych odglosow?
- AAAAAAAAAA To o to ci chodzilo... - Gina rozpromienila sie - No wiec to jest bardzo proste...
- Zamieniam sie w sluch.
- Ale... czemu? - Gina wygladala na przerazona - Nie rob tego!!! Nie wiem co to znaczy, ale to brzmi... strrrasznie....
- Dobra!!! NIEWAZNE!!! - sd sie uniosl... bardzo sie uniosl - POWIEDZ MI WRESZCIE SKAD WIESZ ZE JESTESMY BLISKO!!!
- Bo... Bo... Bo tunel sie skonczyl...
- Co? - takiej odpowiedzi sie nie spodziewal - To znaczy... Jak... W jaki.... Jak to... Co to znaczy ze sie skonczyl?
- No normalnie - wzial sie i skonczyl, a my stoimy juz na zewnatrz... I o dziwo - tu tez jest plaza! Cholerne strefy czasowe!!!
- A... - sd rozejrzal sie. Plaza wygladala jeszcze lepiej niz tamta poprzednia. A w odali na horyzoncie majaczylo cos na ksztalt statku - No wlasnie tak jakos mnie cos razilo, ale myslalem, ze to moj miecz odbija promienie sloneczne...
- W tunelu... - dokonczyla Gina z zauwazalna nutka ironii w glosie, co nalezy uznac jako wielki sukces wewnetrznej walki jej dwoch osobowosci (mowiac krotko: stara Gina zaczynala sie budzic i zastanawiac, czemu czuje taka pustke w glowie).
- No wiesz... Moglo sie tak zdarzyc...
- Jjjasssssssssne...

Tymczasem:
- Przydalby sie nam krasnolud.
- Po co?
- Zeby potwierdzic moje przypuszczenia...
- Jakie?
- Ze te jaskinie cos mi przypominaja...
- Co?
- Powiedzialabym ci, ale to tajemnica panstwowa...
- No wiesz co.. Qmpeli od szklaneczki nie powiesz?
- No wlasnie w tym problem ze od szklaneczki...
- Oskarzasz mnie o plotkarstwo...
- Oskarzam cie o...
- O lez strumienie, osamotnienie, zdrade i gniew...
Cala gromadka odwrocila sie w strone spiewajego (naprawde trudno sie bylo domyslic kto to byl w tych ciemnosciach i gdyby nie ten glos, to...).
- TRAPP???
- No co? - zapytal wyraznie zawstydzony, ze az tak glosno mu sie to zaspiewalo - Tak tylko.... przypomnialem sobie.... Niewazne... Nie gapcie sie tak na mnie, tylko idzcie do przodu...
- A obiecasz, ze juz nie bedziesz?
- A moge chociaz gwizdac?
- TRAPP!!!
- No dobra... Juz nie bede...
- To cale szczescie, bo nie mozemy sie teraz rozpraszac i musimy sie pospieszyc.
- Czemu?
- Bo mi sie znowu wizja wlaczyla i jak sie nie pospieszymy to mi sd Jacka wystraszy...
- To ja moge pomoc! - odezwala sie erfea
- TA? A jak?
- Wskakujcie na grzbiet!! W prawdzie nie polece, ale pobiegne z 10 razy szybciej niz wy teraz idziecie... I przy okazji bede miala pewnosc, ze mnei tu nie zamkniecie...
- Cholera! Ale fux! - skomentowala Nikki - Smok z klaustrofobia srodkiem lokomocji!!! Ludzie w Stcach nigdy mi nie uwierza...

I znowu:
- Allle ladny statek... I takie ma ladne czarne zagle...
- Tak... A jaka ma ladna trupia czache na banderz... o q****!!!
- SD! Zachowuj sie!
- A od kiedys ty sie taka pruderyjna zrobila?
- A to nie bylam?
- No jakby ci to powiedziec... Nie!
- hm... w sumie to dobrze wiedziec! Czlowiek uczy sie cale zycie...
- To co z tym dziwnym dzwiekiem?
- Dochodzi zza tamtej wydmy... Chodzmy...
- czekaj! - sd wahal sie dosc wyraznie - A czy nie wydaje ci sie to... hm... troche lekkomyslne?
- Jakie?
- No a jak tam czeka jakis... hm...
- No co? Nic straszniejszego od smoka chyba juz nie spotkamy...
- Hm... - sd sprobowal wymyslic cos straszniejszego od smoka... wyobraznia zdecydowanie mu szwankowala - No dobra. Chodzmy.... Ty przodem...
- Okej! - Gina byla nawet zadowolona ze mogla isc przodem. Chec poznawania swiata na nowo targala ja we wszystkie mozliwe strony swiata (dosc ciekawie objawialo sie to jak chodzila) i calkowicie wyeliminowala z jej umysly zdolnosci przewidywania najgorszych wypadkow znane potocznie jako strach. Na szczescie tym razem nic zlego z tego nie wyniklo.
- Tam lezy jakis gruby, wielki facet i strasznie chrapie - zawyrokowala odwracajac sie do pelznacego za nia sd - Chyba mial ciezki dzien... Nigdy nie slyszalam zeby ktos tak chrapal...
- Bo nigdy nie bylas w Singapurze, zlotko!
Sd odwrocil sie gwaltownie zapominajac ze trzyma w dloniach nagi (jakkolwiek to brzmi, perwole) miecz.
- Myslisz, ze to roztropne, chlopcze? - zapytal nieznajomy dotykajac szpada ostrza jego miecza - Krzyzowac bron z piratem?
- Yyyy... W sumie to...
- On nigdy nie byl roztropny! - przerwala mu Gina.
- A ty skad wiesz? - zapytal sd nie wiedzac, co zrobic ze skierowana ku sobie szabla Pirata.
- Wyczuwam to...
- Aaaa... - odparl nieznajomy ze zrozumieniem - Ale nie jestes eunuchem, co?
W sd nagle obudzil sie waleczny tygrys, bo z czego jak z czego, ale nie mogl sobie pozwolic na zartowanie ze swojej... hm.. meskosci... Rzucil sie na pirata z dzikim blyskiem w oku.
- Nie jestem roztropny, zeby jak spotkam kogos zartujacego z mojej meskosci, mogl go zabic! Nawet jakby to byl pirat poszukiwany przez tego cholernego elfa!!!!
- Przez kogo? - Jack zrecznie odbil niesprecyzowany cios sd powodujac, ze ten rozpedzony wpadl w wydme i zaryl w niej glowa, mniej wiecej jak strus - Co ten strus powiedzial?
- Mam zacytowac?
- Niekoniecznie. Po prostu powiedz o co mu chodzilo.
- W sumie to ogolnie mozna jego ostatnie zdanie sprowadzic do takiej kwestii, ze zabije cie za zartowanie z jego.. hm.. meskosci, nawet jezeli bylbys legendarnym Jackiem Sparrowem, poszukiwanym przez blizej nieznanego nikomu elfa w naszym kregu znanego jako Days. (Gina byla bardzo dumna z tego zdania i pozniej wiele razy probowala je powtorzyc i zapisac w notesie na znak, ze czasami umie mowic zdaniami wielokrotnie zlozonymi, ale za kazdym razem zapominala ktoregos kluczowego wyrazu. Ostatecznie nie mozna go znalezc w zadnej z oficjalnych biografii, mimo ze Gina nadal upiera sie, ze takowe wyglosila).
- Elf? Days?
- ELF!!! DAYS!!! - dal sie slyszec glos zza wydmy, a po chwili pojawila sie tam wlascicielka tego glosu - A ty masz szczescie, ze jestes kim jestes, bo inaczej nie darowalabym ci tego rumu.
- Hm... Nie jestem pewien, czy na to zasluzylem!
- Jak na moj gust, to nie - odezwala sie Arha - Ja tam bym ci chetnie ta procentowa krew wyssala, ale skoro Days cie tak broni, to moze rzeczywiscie ma troszke racji. Chetnie sie przekonam o tym, czys wart... hm... mojej obojetnosci na twoja krew...
- Nadal nie jestem pewien, czy na to zasluzylem...
- Zaraz zasluzysz na cos innego, jezeli mi nie odpowiesz na pytania: Co tu robisz, czemu wypiles mi caly alkohol i sie nawet nie podzieliles i czemu tamtej nocy... - Days przerwala na chwile zorientowawszy sie, ze cala ekipa patrzy sie na nia w dziwny sposob - Na to pytanie odpowiesz mi posniej... Prywatnie!!! Mow! I bez klamstw!
- Wiec, skarbie... Przyznaje sie! Moim celem jest ukrasc jakis statek... Nie chwila... To juz mam!
- Tamten taaaaaaaam? - zapytala niesmialo Nikki
- Ta! - Jack usmiechnal sie pod nosem - Piekna lajba... yyy.. Statek! W kazdym badz razie moim celem, zaraz po statku jest znalezc zaloge, a potem plywac, palic, pladrowac i robic wszystko z czego kazdy prawdziwy pirat bylby dumny!
- No tak... - odparla Days - Moglam sie domyslic... W kazdym badz razie zaloge juz masz...
- mam?
- no ba!
- gdzies slyszalam... - zaczal cRaSh bardzo cicho - ze pecha przynosi elf na pokladzie...
Days zmrozila go wzrokiem, ale Jack szybko uratowal sytuacje:
- Wierz mi... Wiekszym pechem byloby jej nie brac...

Image Image Image
Image
Awatar użytkownika
Days
Noldor Princess
 
Postów: 5910
Od: 05 Mar 2002 01:56
Miejscowość: LothLorien
Płeć: Laska

Postprzez Gina on 17 Kwi 2004 16:16

Właściwie to nie wiem jak zacząć ten odcinek... Czy opowiadać o tym jak cała drużyna skrzyni przez dwie godziny próbowała bezpiecznie odeskortować swojego smoka na statek, tak aby nikomu i niczemu nie zrobiła się krzywda, o niemych jękach kapitana ("mój statek.. mój statek"), czy o tym jak po owym czasie wszyscy znaleźli się już bezpiecznie lub też mniej bezpiecznie na pokładzie, o tym jak Arha pierwsze co zrobiła to poszła... pobiegła... popędziła na dół szukając.. nie, nie okrętowych szczurów jakie zwykły (ktoś mnie chyba zabije... no ale trudno, cięzkie życie kronikarza) jadać wampiry podczas podróży, tylko ukrytych (jak wierzyła) pod pokładem rozmaitych trunków... Na górze nikt zbytnio jej nieobecności nie zauważył, Days za nią nie pobiegła gdyż razem z Giną starała się przedstawić Jackowi biegajace po jego pokładzie towarzystwo. Tzn ściślej biorąc Days przedstawiała, a Gina była ogromnie pochłonięta majstrowaniem przy sterze, jednak Sparrow był zbyt pochłonięty rozmową z elfem że nie zauważył tego, że ktos mu coś przy sterze odkręca...
Trochę dalej sd stanął na dziobie łódki... znaczy statku, rozpostarł ręce, wziął głęboki wdech i kiedy powinna nastąpić kolejna następujaca po wzięciu wdechu reakcja organizmu, sd poczuł na swych nogach i plecach czyjeś ciało, z powietrzem w płucach stał przez sekundę zdezorientowany, ale po chwili do jego ucha wdał się przeraźliwy krzyk
- I'm a king of the wooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooorld
- Tommy ty idioto ! - krzyknął sd - chcesz zeby mi bębenki popękały ?!?!?! I w ogóle co mnie tak od tyłu nachodzisz ???
Tommy zrobił maślane oczy.
- Bo ja jestem Jack, a ty jesteś moja Rose...
Sd (nie zrobił maślanych oczu) zrobił wielkie oczy.
- wiesz ja się czasem ciebie boję
Tommy chapnął zębami a sd uda się krokiem jednostajnie prześpieszonym do Jacka i Days
- czy jest możliwe żeby ktoś zaraz po wejściu na pokład dostał jakiejś dziwnej choroby morskiej ?
- cRaSh - jeżeli musisz to za burtę...
- ee Jack, to jest sd
- przecież mówiłaś ze admin ?
- no ale ten drugi...
- to może być dwóch ?
- no moze być kilku.. chyba.. znaczy nie wiem czy moze, wiem że są...
- na statku powinien być jeden kapitan
- no i jest przecież
- co ? a no ja to to wiem ale....
- przepraszam ale ja się o coś pytałem - sd chciał podkreślić swoja obecnośc o której tamta dwójka widocznie zapomniała
- no juz powiedziałem, ze za burte możesz...
- jaką burtę - a biedne rybki ? ehhh tylko elfy się przejmują innymi stworzeniami...
- ale o czym wy mówicie ?? ja mówię że Tommemu coś jest i najpierw chciał mnie zgwałcić a później udawał wilka z Czerwonego kapturka !!
- kto to czerwony kapturek ? - zaciekawiła się Gina - przestając majstrować przy sterze
- taka laska którą...
- cicho, nie ważne, ważne jest to że grozi mi niebezpieczeństwo i ja bym poprosił żeby ktoś się zajłą Tommym...
Days popatrzyła na Sparrowa
- hmm zawsze myślałam, ze to ludzie mają jakieś halucynacje i zwidy po spotkaniu z UFO... nie wiedziałam że to działa dwustronnie
- Ty się nie śmiej tylko mi pomóż, nie pozwolę żeby opętany Tommy coś mi zrobił...(sd poczuł, ze trochę to zniewieściałym głosem powiedział więc odchrząknął...) tzn no i wam też.. nie moge na to pozwolić
- no widzisz - powiedział Jack - to juz wszystko wiesz
- co wiem ?
- no że nie możesz can't, can
- co can't can ?
- na cały mój rum, - Jack niewiadomo dlaczego podniósł oczy ku niebu - czy ja wszystkich muszę tego uczyć... no więc w życiu....
I przerwał, gdyz na pokładzie pojawiłą się troszkę czerwona na twarzy z mocna święcącymi oczyma Arha trzymając w jednym ręku butelkę a w drugiej jakiś mały woreczek
- zaintrygowało mnie coś... a żeby tak się wampir zaintrygował to jednak dużo potrzeba.. - ARha popatrzyła na towarzystwo - bo wieciemy, my wszystko w sumie wiemy
- phi... jasne
- słucham Days ?
- nie, nic, nic.. co tam masz ?
- było przy tej butelce i nie wiem co to jest
days wzięła woreczek otworzyła go, przysunęła do nosa
- nie wiesz co to jest ?
- nie wiem co tam robi..
- to jest cynamon...
- dalej nie wiem co tam robi
- jak to CO TAM ROBI ??? co trzymasz w ręku
- cynamon ?
- nie teraz to cynamon trzymam ja, a niby taka mądra rasa...
- słucham ?
- nic nic.. no to co trzymasz
- butelkę..
- a w niej ?????
- yyy tequile ?
- brawo - Days popatrzyła znacząco na Arhe
- co się tak patrzysz ?
- no a jak się mam patrzec ?
- no bo ja dalej nie wiem...
- jak to nie wiesz.. połączyć faktów nie umiesz ?
- ze niby cynamon do tequili ?
days podniosła oczy do góry
- o Eru... czy ja wszystkich musze tego uczyć... więc "jak sie tequile roznia kolorem to roznia sie tez "*....
- fuuuuuj
- nieee tequile sę dobre Nikki
Nikki właśnie podbiegła do gromady z zasłoniętym nosem..
- co jaka tequila ? nie czujecie ??
Cała gromada zaczęła pociągać nosem...
- siarka ? spytała Wyłaniająca się właśnie Erfea
- siarka przy tym to perfuma - uśmiechnął sie cRaSh, który właśnie pojawił się tam z Reddie i teraz cała gromada spojrzała na Erfee - częśc zatykajac nosy.. Pierwszy odwazył się coś powiedzieć sd
- Erfea ty uprzedzaj jak...
- no wy chyba nie myślicie że to ja ? siarki w życiu nie czuliście ? ja coś o tym w koncu wiem
- noo na pewno - wyrwało się Ginie (która już na dobre zostawiła ster i zajęła się oglądaniem dreadów Sparrowa)
- nie w tym sensie Gina... ja nie
- ej !!!
Krzyknął Trapper
- co ? spytała z niesmakiem Arha zaytkając uczy
- kominiarz !
- co? gdzie ?
- tam przy oknie...
Najpierw spojrzenia wszystkich powędrowały w stronę okien na statku, gdzie rzeczywiście przemkneła przez moment jakas czarna postać (która pod słońce być moze przypominała trochę kominiarza...) a później na sweterek Reddie (musze dodawać ze zapinany na guziki ? i musze dodawac co się stało po chwili ?...)
- nieeee tylko nie guziczki nie moje .. plastikowe guziczki
A kiedy po kilku sekundach zabobonny szał opuścił wszystkich, postać zupełnie zniknęła Gina z zaciekawieniem zapytała
- a kto to jest kominiarz ?
- ktoś taki kto czyści kominy - uprzejmie pinformował sd prężać się ja kogut z miną która m,owiła wszem i wobec nie tylko elfy i wampiry wszystko wiedzą
- ale zaraz - zmieszał się Sparrow - kominy ? na pirackim okręcie ??



* cytat orginalny, zapożyczony, bez pytania się o zgodę autorki, ale mam nadzieję ze mi wybaczy :)
Awatar użytkownika
Gina
mod
 
Postów: 5527
Od: 02 Mar 2002 03:12
Miejscowość: Grande Sud
Płeć: Laska

Postprzez Arha on 18 Kwi 2004 04:23

-No bo na przykład na Titanicu były kominy... - zasugerował Tommy
-Czy to wygląda jak Titanic?
-Łódź to łódź...
-STATEK!!! - wrzasnął Jack
-No dobra, dobra, niech będzie, statek - mruknął naburmuszony Tommy
-Więc nie znacie tego niby kominiarza?
-Nie! - zawołali wszyscy zgodnie; poza Giną, która nagle zmarszczyła czoło i zaczęła powaznie mysleć, czy aby na pewno nie zna...
-No to łapmy go!!! - zawołał bojowniczo sd wyciągając miecz z pochwy (czyli futerału na miecz)...
...odpowiedziała mu cisza
-No na co czekacie?
-A gdzie ty się spieszysz?
-Łapać kominiarza
-Jesteśmy na pełnym morzu, gdzie ucieknie?
-Do wody?
Arha zrobiła minę mówiącą wiele o jej poglądach na inteligencję zgromadzonych, po czym złapała przebiegającego przez pokład szczura i... nie, nie wylała jego krwi do szklanki, bleeeeee, wyrzuciła go za burtę... wszyscy się wychylili i... jedyne co zobaczyli to trójkątna wystająca powyżej powierzchni wody płetwę.
-No tak... faktycznie - mruknął sd
-czyli skoro już ustalilismy, że nie ma stąd wyjścia awaryjnego... - zaczęła Arha, ale nie skończyła, gdyż poczuła palce Days zaciskające się na jej szyi i usłyszała zabójczy syk "jak śśśśśśśmiałaśśśśśśśś biednego sssssssszczurka..." - ghrrrrrr
-czyli skoro już ustalilismy, że nie ma stąd wyjścia awaryjnego... - kontynuowała podjęty przez przedmówczynię wątek erka - to proponuję jednak sprawdzić co ten cały kominiarz tu robi.
-Już to proponowałem - mruknął sd
-Tak? No skoro tak mówisz...
-rozdzielmy się!
-Ja chcę z Giną!!! - wrzasnął sd
-no dobra, sd z Giną, tommy z reddie... - tutaj erka rzuciła okiem na Days, która własnie skręciła swojej koleżance od kielicha kark - Days z Arhą, bo aż żal je rozdzielać
-Żal? CHyba żal tych zębów, jakie by przy tym rozdzielającemu powybijały - mruknął Jack
-No dobra, ja idę z Jackiem i w drogę - zawyrokowała Nikki.
I wyruszlyli
Tak się jednak dziwnie złozyło, że po chwili wszyscy (oprócz dwóch walczacych) spotkali się w ciasnym pomieszczeniu pod pokładem, tym samym po którym wcześniej buszowała Arha. Zaleznie od woli czytelnika można to interpretowac jako sprawdzenie się powiedzenia, że wszystkie drogi prowadzą do..., tudzież potwierdzenie tezy, że okręty pirackie nie dorównują wielkością Titanicowi... albo po prostu wszystkim chciało się pić.
-Cholerny wampir, wszystko porozwalał.
-Noo... i całą whiskey wypił
Nagle zza sterty beczek dobiegł jakiś odgłos. Przerażający. Bardzo. Tutaj po raz kolejny wyobraźnia czytelników ma pole do popisu.
-Co to było? - zainteresowała się Gina
-Eee... nie wiem. Brzmi troche jak chrapanie pijanego Willa, ale ostatnio jak go widziałem stał sam na bezludnej wyspie...
-Zostawiłeś Willa na bezludnej wyspie?!
-Nie ja, tylko Elizabeth
-No dobra, skoro to nie Will...
Odgłos ponownie zagłuszył konwersację
-Sd, zrób coś!!!
-Eee... co?
-No przecież masz miecz od Aragorna!!!
-Ale...
-Co?
-Zgubiłem instrukcję obsługi
-Na cholerę instrukcja? Po prostu tym machaj starając się trafić w kominiarza, mniej więcej poniżej cylindra
-I myślisz, że to takie proste?
-na wypadek gdyby był uzbrojony musisz jeszcze pamiętać, że on też będzie machał mieczem, więc nalezy być ostrożnym
_dzięki
-No to skoro już to ustalilismy - rzekła Nikki - to idź - i popchnęła sd w kierunku beczek.
Sd przemyslał wszelkie dostępne opcje. POnieważ był z natury pacyfistą nie podobała mu się myśl o mordowaniu niewinnych kominiarzy tylko dlatego, że pomylili CZarną Perłę z Titaniciem. Ale ale... przecież zawsze można z takim pertraktować! Zachwycony własną pomysłowością odchrzaknął i zaczął
-Przepraszam, panie kominiarzu...!
Odpowiedział złowrogi odglos
-Panie kominiarzu!
Cisza
-TONIEMY!!!!! - wrzasnął w końcu ile sił w płucach
Za beczkami coś się poruszyło. Sd przezornie cofnął się parę kroków do tyłu, wpadając na Ginę. Przypadkiem?
-Auc!
-Przepraszam Ginuś, dobrze się czujesz
-A jak myślisz? - odpowiedziała zapytana głosem całkowicie przytomnym
Tymczasem zza beczek wynuszył się tajemniczy kominiarz... eee... kominiarz?
GIna otworzyła szeroko oczy... nie, zdefiniujmy do dokładniej. Jej oczy, przedtem wyrażające wyjątkowe zainteresowanie światem teraz były okrągłe jak spodki i wyrażały zdziwienie absolutne.

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2720
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez erfea on 25 Kwi 2004 23:24

Po wielu latach, kiedy bohaterowie tej historii spotkali sie raz jeszcze, aby powspominac niezwykle zdarzenia pamietnego lata, nie byli do konca pewni co takiego na prawde wydarzylo sie zaraz po tym jak sd ( ktoremu historycy z niewyjasnionych powodow nadali przydomek 'dzielny' <inaczej>), krzyknal 'TONIEMY'. Niektorzy znawcy co prawda uwazaja ze bylo to 'TO NIE MY' a nie 'TONIEMY', ale naoczni swiadkowie utrzymuja, ze jednak chodzilo tu o wyraz okreslajacy niekontrolowane zanurzenie statku, nie bedacego jednostka podwodna. [...] Czesc druzyny uwaza, ze nie stalo sie nic, (no coz widac niewszyscy maja na tyle mocne nerwy, aby w sytuacjach stresogennych nie wpasc w chisterie polaczona z zespolem glebokiego przekonania o przeistoczeniu sie w slup soli...), ale na szczescie byla to tylko czesc naszych bohaterow. Pozostali (znaczy sie przytomni) zdali, mniej wiecej taka relacje tych 30 minut, w czasie ktorych nie tylko wazyly sie losy Swiata, ale i Wszechswiata i Swiatow Rownoleglych i Swiatow Symetrycznych do Swiatow Rownoleglych...
- Toniemy! - Raz jeszcze powtorzyl, juz nie wrzasnal sd.
Zza beczki powoli (bardzo powoli) wylonil sie czubek czarnego kaptura.
- O zesz w morde! - wyksztusila Arha i porzadnie pociagnela z butelki
- Wychodz powoli! Zadnych gwaltownych ruchow! Mam miecz ... i smoka i nie zawacham sie go uzyc!
Zza beczki wylonilo sie kilka kolejnych centymetrow czarnego materialu...
- Dawaj to! - Syknela Days wyrywajac Arsze nadpita butelke i za ednym zamachem wlala sobie do gardla reszte jej zawartosci (bez cynamonu).
- Ej!
- Zadne 'Ej!'! Jak Elf jest w potrzebie to trzeba mu pomoc... w koncu to ginacy gatunek...!
- Powtarzam po raz ostatni. Wychodz zza baczki bo jak nie... - tu nastapilo krociutkie milczenie bo sd zastanawial sie 'co?' jak nie...
- No dopse, jus dopse. Wychoce. - Zza beczki dobiegl niewyrazny pomruk, Wystajacy ponad beczka kaptur znikl, ale juz w nastepnej chwili obok niej stanal ... co tu duzo mowic ... obraz nedzy i rozpaczy. Czarny, przykurzony i podarty plaszcz skrywal dlugobrodego, chudego acz krzepkiego staruszka, wzrostu okolo 165 centymetrow i wadze... na oko 40 kilogramow. Staruszek ow dzierzyl w prawej rece napoczeta butelke mocnego trunku, podczas gdy lewa przyciskal do piersi sporej wielkosci zawiniatko, z ktorego wystawalo peto kielbasy, bochen chleba i noga upieczonego indyka.
- Nawet zjesc spokojnie nie mozna. - Rzachnal sie staruszek przelykajac kolejny kes.
- Kim jestes?
- Zajadasz sie a nas nie poczestujesz?!
- Byl w mojej okretowej spirzarni!
- O k... Gandalf!
- Slabo mi...
- Moja wisky!
To tylko czesc zdan, kore padly w nastepnej chwili.
- Cisza! - wydarl sie Trapp - Po koleji!
- Kim jestes? - Nieustepowal sd.
- Amenhotep Ramzes Czwarty - sklonil sie juz znajomy nieznajomy - zwany rowniez Dzinem z butelki po tequili. Obecnie emerytowany, ale zawsze.
Naszymbohaterow opadly szczeki.
- Ale co ty tutaj robisz szczure!? Nie jestes czlonkiem mojej zalogi- Oburzyl sie Jack - Rzadam wyjasnien!
- Czlonkiem rzeczywiscie nie jestem. Nie wiem jak sie znalazlem na tym statku. Po prostu ktos odkorkowal butelke i juz bylem!
- No ale ciagle nic nie rozumiem... ja niczego nie otwieralem... - zastanawial sie Jack.
- O mac - wymknelo sie Arsze, ktora zaraz glosniej dodala - To ja moze wyjde za poklad... Chyba dostalam choroby morskiej...
- Jakiej choroby morskiej?! Wampiry nie znaja takich dolegliwosci! Stoj!
- Chociarz raz moglabys mnie nie wydac Days! - warknela Arha
- Co wiesz? Maczalas w tym palce!
- No bo kiedy w koncu znalazlam na tej lajbie...
- Statku!
- no dobra ststku, cos godnego gardla istoty niesmiertelnej... to jednal butelke wypilam duszkiem na miejscu, a trzecia wzielam ze soba... Days ja dokonczyla 5 minut temu.
- A co z druga?
- Eeee, no gdy otworzylam druga, to okazalo sie, ze jest pusta... a wlasciwie pelna stechlego powietrza. Tfffuuuu! Nawet nie wiedzialam, ze moze istniec taki smrod!
- Wypraszam sobie! - rzacnal sie emerytowany Dzin.
- Starczy tego.
- No to skoro jestes Dzinem... - zaczela Days.
- emerytowanym...
- ale zawsze! A my cie uwolnilismy...
- Zadme 'my' tylko 'ja'! - wciela sie Arha, ktora zaczela chwytac do czego zmierza Days.
- ... to powinienies spelnic nasze trzy rzyczenia!
- moje trzy! - Nieustepowala Arha.
- Moje trzy, bo to moj statek. - Z szelmowskim usmiechem zaczal Jack.
- To ustalcie to miedzy soba, czyje rzyczenia mam spelnic - beztrosko powiedzial staruszek - a ja tymczasem dokoncze moj pierwszy posilek od ... 835 roku.
- No to jak!? - Erfea koniecznie chciala wyjasnic sytuacje i wreszcie wydostac sie z tego ciasnego pomieszczenia pod pokladem.
- Biorac pod uwage, ze dzina wypuscila Arha, ale bylo to na statku Jacka... i ze tylko dzieki wspolpracy calej zalogi dorwalismy tego cwaniaka, ktory wcale nie kwapil sie aby odwdzieczyc sie wyzwolicielowi. - tu Gina wziela gleboki oddech - Biorac to wszystko pod uwage mysle, ze najbardziej sprawiedliwym podzialem bedzie po jednym zyczeniu dla Arhy i Jacka. Trzecie zyczenie bedzie nalezalo do grupy, czyli nas wszystkich. A zatem bedziemy musieli ustalic je wspolnie - tutaj Gina chciala wziasc kolejny gleboki oddech i dodac cos jeszcze o wolnosci slowa i liberum veto, ale widzac ze wszyscy sie na nia patrza zdobyla sie tylko na: - No co?
- Nie, nic pani profesor.
- Nigdy mi nie wspominaliscie, ze mam tytul profesorski. A w jakiej dziedzinie?
- O Eru Jedyny!
I wlasnie w tym miejscu, jakby to literacko ujac, zakleci w slupy soli towarzysze powoli zaczeli dochodzic do siebie. Trzeba im bylo zatem po krotce opowiedziec co przegapili, ustalic zyczenie grupowe (Arha juz dawno wiedzaiala, ze poprosi o 'Wiecznie Pelna Butelke', ktora widziala kiedys w katalogu sklepu wysylkowego 'Nawiedzony Dom'.) i zastanowic sie co dalej...
[t.b.c.]

Image
Awatar użytkownika
erfea
Mistress Of Dragons
 
Postów: 2089
Od: 10 Lut 2003 22:52
Miejscowość: Morthnar
Płeć: Nie określono

Postprzez sdms on 01 Maj 2004 18:44

Wymyślanie wspólnego życzenia okazało się trudniejsze niż można było przypuszczać. Każdy chciał czegoś innego dla siebie i nikt nie chciał ustąpić. Ostatecznie postanowiono poprosić w jednym życzeniu o kilka rzeczy, w tym o przywrócenie pamięci Ginie i o mapę. Życzenie zostało wypowiedziane w taki sposób, że Dżin nie połapał się, że ktoś go zrobił w konia i w ten sposób drużyna zaopatrzyła się w kilka nowych, mniej lub bardziej potrzebnych przyrządów. Do dziś nie jest jasne kto poprosił o karton prezerwatyw, które równie szybko jak się pojawiły, zniknęły w tajemniczych okolicznościach.
Wszystkich zaskoczyło zupełnie życzenie Jacka. Wypowiedział je na końcu i sprawił wszystkim nie lada niespodziankę. Jak się okazało jego odwiecznym marzeniem było posiadanie własnego kasyna w Las Vegas. Dżin pstryknął palcami i cała ekipa łącznie ze statkiem zaczęła wirować z niebezpieczną prędkością. W tej sytuacji nawet Jack dostał choroby morskiej, czy też raczej wirowej, ale szczegółów jej obiawów autor pozwoli sobie nie opisywać. Dość powiedzieć, że w kilka sekund cała łajba.. znaczy się statek, przeniósł się w przestrzeni i znalazł w mieście hazardu i rozpusty, zamieniając się jednocześnie we wspaniałe kasyno.
-No moi drodzy przyjaciele, to by było na tyle. Adios - powiedział Dżin i zniknął.
-Wow - powiedziała Nikki po dłuższej chwili niepokojącego milczenia.
-Taa - dodała Arha, pociągając ze swojej butelki.
-Dokładnie - zawtórowała Days wyrywając jej flaszkę.
-I co teraz - zapytała Brenda.
-Gramy - powiedział cRaSh wychylając się zza jednorękiego bandyty.
-Faceci - podsumowała Gina.
-Potrzebuję załogi - bardziej do siebie niż do obecnych powiedział Jack.
-Aha - sd mruknął znad instrukcji.
-Wieczorem - odrobinę za głośno odpowiedziała Tommy’emu Reddie.
-I co teraz - powtórzyła Brenda.
-Co z czym? - odparła Erfea.
-No yy.. z nami?
-No jak to co?
-No po prostu? Jak dobrze pamiętam chcieliśmy się znaleźć w Las Vegas..
-Tak?
-A no tak.. Chyba nie zapomnieliście?
-No w sumie to..
-Więc jednak?
-Nie no. Skądże by znowu.. Tylko chcieliśmy to odłożyć na później.
-Nie no ludzie.. elfy, kosmici, smoki, wampiry i inne nie zrzeszone.. Słuchajcie. Trzeba coś z tym zrobić.
-Z czym?
-No z naszą misją.
-A no tak. Tylko co?
-No ja myślę, że to trzeba umówić przy piwie.
-Dobry pomysł. Jestem za.
-Dla ciebie mamy mleko. Alkohol ci szkodzi.
-Co?
-Widzę, że jednak ci nie przeszło.
-Co mi nie przeszło?
-Nic Ginuś, nic. Nie przejmuj się. To nic takiego. Na pewno ci przejdzie.
-O co wam chodzi?
-Ależ o nic.