- AAAAAAAAAAARRRRRRGGGGHHHHHH!!!!!!!!!! RAAAAAAAAAAAAAAAZIIIIIIIII!!!!!!!!!! - chwile grozy wzmogl jeszcze przerazliwy krzyk Arhy - Czemu nikt mnie nie uprzedzil, ze jest dzien??? Zalozylabym... ten... no... Inne soczewki!!!
Chwycila poly plaszcza i zaslonila sobie twarz (wygladala prawie jak ksiaze Dracula z kreskowek, tyle ze zaslaniala nie zeby, ale oczy).
- Wybacz... - odezwala sie erfea glosem dobiegajacym jednoczesnie z gory i z dolu (mam dziwaczne wyobrazenie o smokach..) - ale przez te lata zupelnie pomylilam pory dnia... Godziny rozpoznawalam po tym, ktory serial lecial na jakim programie...
Nikki slyszac te slowa, wydala dziwny dzwiek... Cos na ksztalt westchnienia pomieszanego z chlipnieciem i ze slowami "ciekawe, co tam slychac na Wspolnej..."
Ten dzwiek splotl sie z innym dzwiekiem, ktory w skrocie mozna opisac jako "puff" i nagle w miejscu, gdzie przed chwila byla erfea, pojawila sie wielka pustka, a w miejscu, gdzie byla jedna stopa erfei, pojawila sie prawdopodobnie sama erfea w postaci ludzkiej.
- Nareeeeeeeeeeeeeeszcie!!! I'm FREEEEEEEEEEEEEEE!!! AS A BIRD!!!!!!!!
- Jak co???? - zapytala Arha przez plaszcz stajac sie zrozumiec, co sie stalo, ze zniknal cien, w ktory przed chwila sie schowala.
- A nic.. Tak tylko....
Tymczasem reszta ekipy zajeta wciaz wdychaniem świeżego, wiejskiego powietrza, musiala stawic czola temu mrożącemu krew w żyłach obrazowi, jaki sie ukazal ich oczom...
- Jasna cholera, to ni chuchu do siebie nie pasuje! - odezwala sie w koncu Gina - Nie wiem czemu, bo mam to.. no jak jej tam....
- Chorobe psychiczna? - zapytal cRaSh cichutko i zaraz dostal w glowe...
- Blisko, ale nie o to mi chodzilo - odpowiedziala Gina masujac dlon (badz co badz cRaSh ma strasznie twarda ta glowe) - To tez jest zwiazane z glowa... a raczej z pamiecia... Ej ty, doktor!
Trapp po dluzszej chwili doszedl, ze to bylo do niego.
- Tak?
- Co ja mam?
- Schiza?
Gina pokontemplowala ta nazwe i choc cos jej to mowilo, to jednak cos innego jej mowilo, ze to jednak nie to.
- chodzi mi o to, ze nie pamietam...
- Czego?
- no wszystkiego!
- chodzi ci o amnezje?
- Nie wiem... Poczekaj! - Gina znowu zaczela kontemplowac nowo uslyszany wyraz (wygladalo to tak, ze stala patrzac w niebo i wymawiala sobie pod nosem ten wyraz na wszystkie mozliwe sposoby). W koncu chyba jednak, cos jej powiedzialo, ze to na pewno o to jej chodzi (badacze jej biografii podejrzewaja, ze podpowiedzialo jej jakies drzewo, ale czy iglaste, czy lisciaste - tu pojawiaja sie rozne hipotezy) - No wlasnie! Wiec mam amnezje...
- I? - wszyscy spojrzeli na nia wyczekujaco - badz co badz od czasu amnezji Gina nie odzywala sie za duzo... No przynajmniej nie odzywala sie sensownie za duzo... Jezeli nie wcale... Czekali wiec na przelom.
- No mam amnezje... Ale mimo to... A moze wlasnie dlatego ze mam amnezje, to nie wiem co chcialam powiedziec...
Przelom nie nastapil.
- Mowilas cos na poczatku, ze cos do siebie nie pasuje... - podpowiedziala jej Erka.
- Ano mowilam... I chyba masz racje.. To znaczy ja mam racje, ze mi cos nie pasuje...
- Ale co? - rzucila od niechcenia Marcia tarzajac sie w piachu dla zabicia nudy...
- A coscie sie tacy ciekawscy zrobili? Dajcie mi chwile odetchn.... MAM!!!!
Miliardy oczu (no dobra - przesada, ale nie pamietam juz, ilu nas tam bylo....) zwrocilo sie w jej strone, a ich zrenice zdaly sie przypominac wielkie znaki zapytania. Nawet Arha wyjrzala zza swojego plaszcza (nie obylo sie bez "Arrrgh!").
- Ni chuchu nie pasuje mi to wiejskie powietrze do pustyni!!!
Gromadka popatrzyla po sobie, po czym skupila sie na tym "mrozacym krew w zylach" widoku.
- Faktycznie, cos tu goraco... - odezwala sie po pewnej chwili Goska.
- No... I jakos tak duzo piachu... - dodala Marcia otrzepujac sie.
- I nie ma krowek.. - odezwal sie sd.
- ???
- no jak wiejskie powietrze to tylko krowki!!!
- No chyba, ze tak....
- O! A tam jakies nogi wystaja z piachu!
Wszyscy spojrzeli we wskazanym prze Nikki kierunku.
- Ja znam te buty!!! - zakrzyknela Reddie - Tommy! Co ty tam cholera robisz?
- Czekam, az mnie ktos wyciagnie! - odpowiedzial glosem podobnym do piaskarki.
- Chlopaki! Pomozcie mu!
- Czemu my?
- Bo.... bo.... - zaczela sie zastanawiac Erka. w koncu wymyslila i triumfalnie krzyknela - Bo tak!
- Ano.. chyba, ze tak...
cRaSh, Trapper i Anthony poszli wyciagnac Tommiego i w sumie sd tez juz mial isc, gdy nagle o czyms sobie przypomnial.
- Te... A co my w ogole robimyna pustyni? Erfea, wiesz cos na ten temat? - odwrocil sie w jej strone i zadarl wysoko glowe z przyzwyczajenia, ale nie zobaczyl tego, czego sie spodziewal. Zjechal wzrokiem nizej... Duzo nizej, az wreszcie zatrzymal sie na nie znanej, aczkolwiek dziwnie znajomej, kobiecej twarzy.
Erfea zaczerwienila sie, w bardzo dziwny, zapewne smoczy, sposob.
- Bo wiesz... Za mojej mlodosci to tu bylo jezioro... Ale kiedys... No wiesz, jak to jest.... Mialam takiego potwornego kaca.... i.... no... no i sie skonczylo...
- A... rozumiem... znam to.. Kac gigant! - usmiechnal sie sd probujac nie okazywac zamurowania.
- A skoro juz mowa o kacu... - zaczela Arha rozgladajac sie po okolicy jednym okiem zza plaszcza - To gdzie u diabla jest Days? Zabrala mi caly zapas wi... To znaczy wo... wody...
- A o kogo pytasz?
- O Days, Gina! Tego elfa ze spiczastymi uszami, co caly czas narabany chodzi, z drzewami gada i w ogole...
- A to... To jak wyszlismy z tej jaskini, to zniknela za wydma ze slowami "Wreszcie plaza, a ja kostiumu nie wzielam".
- W sumie to miala racje... - wtracila Goska - Taka plaza, takie slonce... A ja kostium to juz chyba ze 3 stron temu zgubilam... A poopalalabym sie...
- A ja bym sobie poplywala... - rozmarzyla sie Nikki
- Wybacz Nikki - erfea znowu sie zaczerwienila - Najblizszy zbiornik wodny jest kawalek stad...
- A co mnie obchodzi, ze chcielibyscie sobie polezec na piachu! Ja tez chcialam... To znaczy moze nie na piachu i moze nie polezec, ale nie w tym rzecz! Rzecz w tym, ze mnie to sciagneliscie z sufitu podstepem, a Days sobie gdzies polazla i to zmoim alkoholowym zapasem!!!!
- Z NAAAAAAAAAAASZYYYYYYYYYYYM... - uslyszeli glos Days dobiegajacy praktycznie zza kazdej wydmy.
- Tego juz za wiele!!! Nie dosc, ze gdzies zniknela, to jeszcze podsluchuje!!!
- NIE DENERWUJ SIE TAAK!!! - glos tym razem dochodzil znikad - I ZAMIAST MARUDZIC, WLOZ COS SEKSI I CHODZ NA IMPREZEE!!!
I w ten sposob Days nie tylko udowodnila, ze Elfy wiele moga, nawet jak nei wiedza, ze moga, ale tez czasami uratuja kogum zycie. Chodzilo oczyiwcie o Tommiego, ktorego chlopaki od dluzszej juz chwili probowali wyciagnac z piachu, ale nie za bardzo im to wychodzilo. Ale coz - na dzwiek magicznego slowa "Impreza" Tommy od razu wyciagnal glowe ponad piach i byl uratowany. Pozostawalo jeszcze uratowac Arhe, ktora magiczne slowo jeszcze bardziej sfrustrowalo.
- Days,. cholera!! Jak ja mam isc na ta impreze, jak ja nie wiem, za ktora wydma jestes!!!
- A kto powiedzial, ze ja jestem za wydma... - tym razem dzwiek dochodzil z konkretnego kierunku - z gory! Wszyscy odwrocili sie za siebie (czyli w strone wyjscia z jaskini) i spojrzeli w gore. Nad wejsciem do jaskini stala Days ubrana cokolwiek skapo, nawet jak na elfa

, w jednej rece trzymajac szklanke z Campari, a w drugiej recznik. Arhy o malo szlag nie trafil, ale Days i z tym sobie poradzila.
- Jak sie pospieszysz, to dostaniesz okulary przeciwsloneczne.
- Jak, czemu, skad? - zapytala Arha szybko wdrapujac sie na gore, zrzucajac wszystkich po drodze wszystkich, ktorzy probowali ja wyprzedzic. Zanim Days zdarzyla odpowiedziec, Arha juz byla na gorze i zaczynala wszystko rozumiec.
- Ty fuxiarski elfie! Jak nie fascynujace drzewo, to megaprzystojni surferzy na pustyni, nad ktora lezy plaza z palmami i morzem...
- Jednemu okulary juz zabralam, bo mnie strasznie razilo - stwierdzila nic sobie nie robiac z ostatniego zdania Arhy - Ale pozostali tez maja, wiec idz i sobie wez od jednego. Reszte zapraszam na impreze... Mysle, ze chlopcy - surffingowcy nie beda mieli nic przeciwko...
Oczywiscie nikogo nie trzeba bylo dwa razy prosic... Surffingowcy nie mieli nic do gadania... Z reszta byli juz w swietnych humorach, wiec w tym momencie wiecej ludzi kojarzylo im sie tylko z lepsza zabawa (zaden nie myslal w kategoriach: mniej picia dla mnie... co nie bylo dosc nieoczekiwane - wszak surffingowcy to dziwni ludzie

). Tymczasem Arha, zaopatrzona juz w okulary przeciwsloneczne i campari z palemka, lypiac na dlugowlosych surffingosapiensow, zblizyla sie do Days, ktora stala pod palma i dolewala sobie czegos do drinka. Arha momentalnie rozpoznala zapach.
- Podziel sie!
Days uczynila to niechetnie, usmiechajac sie jednoczesnie do przechodzacego obok surffingowca.
- Jak ty to w ogole znalazlas? - zapytala Arha nie mogac sie zdecydowac, na ktorego surffingowca ma patrzec.
- Poszlam drzew szukac... - odparla i wypila reszte drinka, mamraczac pod nosem - Skonczyl sie, cholera!
- Fakt - Arha wypila duzy lyk drinka - Moglam sie domyslic...
Days usmiechnela sie pod nosem i zaczela bawic sie parasoleczka z drinka.
- Ty... - zaczela znowu Arha po chwili - Myslisz, ze dobrze zrobilas, dzielac nasz alkohol na tyle ... osob?
- Podzielilam tylko ten potencjalnie nasz, czyli alkohol surffingowcow...
- A co z naszym? W sensie: naszym naszym.
- Ukrylam.
- Gdzie?
- 6 krokow od dziurawej palmy... - wskazala ruchem glowy - Znalazlam tam jakas skrytke... piracka... I jeszcze kilka skrzynek rumu...
- Rumu?
- No... Welcome to Caribbean, lad!
- Gdzie?
- Tak mi sie powiedzialo... Jakos tak... Podobnie jest...
- A ci surffingowcy to kto?
_ A skad ja to mam wiedziec? Nawet ich wszystkich nie znam... Jeden mowil cos, ze nazywa sie Comte....