Bosz, że ja tutaj jeszcze się nie udzialałem
Co do papierosów. Pierwszego papierosa w życiu zapaliłem jak miałem 9, może 10 lat. Zwinąłem dziadkowi Camela... Nawet smakował, ale tylko dlatego, że po prostu się nie zaciągałem, a jak to mówi mój kolega "pykałem". Później próbowałem zacząc palic jak przyszedłem do gim. Spaliłem jedną paczkę Westów, potem drugą... Prawie całą. I to też było palenie bez zaciągania się. Rodzice o niczym nie wiedzieli, do czasu, gdy zapaliłem w domu, w łazience - wyczuli, bo po prostu nie zdążyło się zwietrzyc do ich powrotu

Od tego czasu był spokój. Przyszła astma, alergia i nawet sie przestraszyłem, że to przez to, więc z tym skończyłem. A teraz? W LO tylko na niektórych imprezach trochę popalałem. W listopadzie w zeszłym roku, przed egzaminem na prawo jazdy, kupiłem sobie paczkę L&M-ów miętowych... Do dzisiaj spaliłem tylko jednego na koncercie Pidżamy, na uspokojenie - pic nie mogłem, bo byłem samochodem
Narkotyki? Nigdy nic nie brałem i nigdy nic nie wezmę. Widziałem już wielu ludzi, którzy łykali tabletki, którzy dosypywali dziewczynom do picia różne proszki (a potem obrywali za to po twarzach od kumpli, bo zawsze ktoś ich zauważył

), którzy w ogóle nie kontrolowali tego, co robią. Papierosa można spróbowac, żeby przekonac się, że po prostu może nie smakowac, ale z narkotykami tak się nie da. Niektórzy twierdzą, że tak, ale pierdolic taki gadanie

Raz w życiu zapaliłem trawkę, ogłupia jak cholera, choc jest się w zajebistym stanie po tym. Ale nie chcę już próbowac więcej razy... Tak samo z liśćmi od orzecha

Choc od nich chyba nie można się uzależnic...
I na koniec alkohol. Który pieprzył mi życie przed długi czas. Zawsze ostro piłem i nigdy nie potrafiłem się powstrzymac. Na każdej imprezie byłem prawie nieprzytomny, a na większości w 100%, za każdym razem prawie nic nie pamiętałem. Ale imprezy to nie wszystko. Piłem też sam, zawsze, kiedy miałem jakiś problem. Dopiero parę dni temu, po tym ostatnim wyjściu z domu, zrozumiałem, że to nie jest rozwiązanie. Żadne. Niby jest fajnie, bo zapomina się o problemach, ale chwilowo. Na drugi dzień zaczynają się kolejne. Poczynając od kaca, a kończąc na problemach z bliskimi.... I koniec z piciem no, po prostu. Nie chcę, żeby dziewczyna cały czas musiała się o mnie martwic zawsze wtedy, kiedy wie, że mam problem, kiedy sie pokłócimy itd... Za mocno ja kocham xD I nie, nie robie tego dla siebie tylko dla niej ;]