No, Erka, trafiłaś w sedno. U mnie BJ zawsze będą na pierwszym miejscu, ale też muszę przyznać, że teraz słucham ich już rzadziej. Nie oznacza to, że wcale, oczywiście. Ale u mnie wyglądało to tak, że praktycznie ograniczałam się tylko do BJ. Owszem, miałam jeszcze grono wykonawców, których muzyka mi się bardzo podobała, ale nie słuchałam ich często. Teraz zaczęłam więcej słuchać Aerosmith, GnR, Red Hotów, Myslovitz, U2 itp. Poza tym teraz nałogowo słucham radia, a to łączy się z przeróżną muzyką, którą tonami wtłaczam do uszu. Ale BJ zawsze będą #1 i nie mam obaw, że przestanę ich słuchać. Ich muzyce zaufałam, w nią uwierzyłam i ją pokochałam, a skoro to mi w duszy gra, to nie ma obaw, żeby się gdzieś rozwiało
A tak jeszcze na marginesie, to będę im do śmierci wdzięczna, ponieważ oni pokazali mi prawdziwą muzykę i utorowali drogę, którą teraz idę. Pamiętam, że na początku tej fascynacji nastawiłam się na myślenie, że tylko rock n roll warty jest słuchania, a jak coś już jest popem to jest be i ja tego słuchać nie będę. Teraz jest inaczej. Nie to, że popu zaczęłam na poważnie słuchać, ale teraz posłucham nawet najbardziej dennej pioseneczki i ocenię ją. No właśnie, to dzięki BJ wyznaczyłam sobie odpowiednie kryteria. I tym sposobem doszłam do wniosku, że u popowych wykonawców są kawałki lepsze i gorsze. Jednym jest bliżej do ideału, innym dalej. Np. "Just like a pill" wpada w ucho, "Dillema" też (poza tym jest bardzo dobrze nagrana i wykonana). Nawet Eminema posłucham. Nigdy nie przepadałam za hh, zwłaszcza polskim, ale tu nagle ostatni singiel Paktofoniki zwraca moją uwagę, ze względu na text: nie wymagający cenzury i bardzo mądry. A jeśli o Eminema chodzi, to jest najlepszy w swoim fachu i znacznie różni się od innych hiphopowców. Jego piosenki są bardzo dobrze wykonane. Gość ma co prawda nasrane, ale ma też talent. Tyle, że w jego przypadku nie trzeba słuchać tego co śpiewa, tylko tego jak śpiewa... Uff, no dobra, odbiegłam bardzo od głównego tematu, więc tu już stawiam końcową kropkę.