Ehhh, walić jego głos i wizerunek sceniczny, Ozzy budzi wspaniałe wspomnienia (chociaż trzeba być arhopodobną masochistką, żeby uważac to za coś wspaniałego), jak to było kiedy dopiero zaczynałam tego słuchać... (dawno. na chwile przed pierwszym logowaniem na tym pięknym forum. ba. stara jestem. Wy też) Poszłabym z czystego sentymentu za starymi dobrymi czasami, kiedy z szałem w oczach słuchałam jak krzyczy w "Black Sabbath", kiedy rzeczywiście był Księciem Ciemności (khe khe khe, przynajmniej był tego bliższy niz teraz) a nie emerytowana gwiazdką rocka dorabiającą wystepami w kiepskim reality show (Bo rodziny osbornów mu nigdy nie wybaczę...).
Z resztą co ja mam do wybaczania, nie jade, nie puszczą mnie, c ya Ozzy...
To chyba nie jest offtop? Bo w końcu o ozzym
