cRaSh napisał(a):I za sposob mowienia, i teksty (i koncowka sama

) i no, to woody po prostu Smile
"normalnie w USA bylbym bohaterem, uratowalbym dziewczyne..."

no boskie to bylo "nie traccie animuszu, smierc to nie kalectwo, w mlodosci sie jakalem"
texty mial swietne - typowo Allenowskie, ale lepsze... Mina jak prowadzil Smarta wymiata
[ Dodano: 25 Maj 2007 00:22 ]Bridge jak wyzej, ale to narazie zostalo przycmione:
Pirates Of The Carribean - At World's End i normalnie bring me that horizont!!!! oglada sie SWIETNIE, film jest dluuugi, a w ogole sie nie dluzy, w ogole nie wiadomo, kiedy czas leci, dzieje sie strasznie duzo, ale w przeciwienstwie do 2, to strasznie duzo to nie sa puste wstawki bez wiekszego sensu tylko po to, zeby byly. wszystko zmierza ku ostatecznemu rozwiazaniu, ale zmierza bujajac sie na boki, niczym stara lajba na falach. niczym rozbujana Perla na koncu swiata. dzieki temu, ze dolozono sporo czasu, nie tylko dzieje sie wiecej, coraz bardziej zaskakujacych i pokretnych rzeczy, ale dodatkowo dolozono naprawde sporo naprawde dobrego humoru (scena "slubu"

"zebralismy sie tu dzisiaj po to... zebym mogl przybic twoja glowe do masztu"

czy tez "you may kiss.... you may kiss.... ooooh just kiss her", komentarze Jacka "nobody move... i've droped me brain"

czy wykorzystanie potencjalu na linii malpa-papuga boskie) i cala sala rzala ze smiechu przez te 3 godziny.
a same postacie... Jaaaack... Jaaaack... no Jack to oczywiscie klasa sama dla siebie. zwlaszcza, jak jest go duzo. Jak zwykle ma swoj plan, ktorego jak zwyke nie da sie do konca rozgryzc, dopoki... no wlasnie - dopoki nie dochodzimy do konca filmu. a na koncu zaczyna sie wszystko od nowa "take what you can, give nothing back... really bad eggs" i te sprawy.
kolejna postac warta wspomnienia do Barbossa... no normalnie goscia uwielbiam, a w tej szczesci jest po prostu fafastyczny!!! texty ma rewelka, miny jak zwykle i w ogole rzadzi.
reszta rowniez dobra w miare mozliwosci - Tia Dhalma ze swoim boskim akcentem i ujawniona tajemnica, Davy Jones, ktory na chwile zyskuje twarz, Cuttler z zajebista scena na swoim statku, James jako admiral, piraci - Ragetti i Pintel sa boscy oczywiscie, Gibbs rowniez. nowi piraci nie sa zli (mr Kim

). w ogole pasi.
i na koniec - last but not least... Elizabeth i Will... Will jest ok, fajna zamiana rol miedzy nim a Jackiem, fajne "think like the whimp"

nie jest juz taki kwadratowy, jest oczywiscie troche przerysowany, ale nie drazni i sie Orli wyrobil, bo na sam koniec naprawde daje rade (zeby jeszcze sam koniec dawal rade sam w sobie

). no a Elizabeth... no ja juz mowilam, ze ostatnimi czasy jestem pod wielkim wrazeniem aktorstwa Keiry. I sie nie zawiodlam. chociaz oczywiscie jest to nie tak latwo zauwazalne w zestawieniu z Deppem, to naprawde dziewczyna GRA. i komediowo gra i nie komediowo...
i tu jest wlasnie glowny motyw, o ktorym trza napisac, abstrahujac chwilowo od swietnej Keiry - film jest duzo bardziej... hm.. mroczny.. chociaz moze to ne to slowo. zaczyna sie grobowo, a potem jest wiele scen rownie ciezkiich, mrocznych, smutnych... byc moze troche bagatelizowanych czarnym humorem i akcentami komediowymi, ale no... na pewno nie jest to film dla dzieciakow. juz od pierwszej sceny nie jest to film dla dzieciakow.
a skoro juz mowimy o pierwszej scenie, to moze i ostatnia... PROSZE NIE CZYTAC, JAK KTOS NIE CHCE.
tworcy zostawili sobie otwarta furtke, zupelnie jak po Iszej czesci, bo ani histori Willa i Lizz nie mozna nazwac zakonczonej happy endem, ani historii Jacka nie mozna nazwac w zaden sposob zakonczonej, ani Barbossy, ani piratow.... niby to jest zakonczenie, ktore mozna interpretowac jako - otwarta furtka, albo "w zyciu piratow ciagle dzieje sie cos nowego", ale no... przyznam sie, ze przynajmniej jezeli chodzi o WIlla i Lizz, liczylam na bardziej domkniety watek, bo to chyba ten motyw jest glownym powodem, dla ktorego uwazam, ze musi byc 4 czesc, bo inaczej to no lipa no
