ale może uda się w końcu start all over again. Dlatego panie i panowie- zapraszam na It`s My Life. Zaopatrzcie się w
, nie róbcie takiej :
miny tylko czytajcie - aaaaa!
- -co?
- Nie mogę....Oh God....”co”? No jak to co! No przecież to zadupie!
- No...w sumie...
- Jak wróce to olderom coś zrobię...wysłać mnie na takie zadupie!
- Chyba nas...
- -no...wyslac nas na takie zadupie!
- Erka ale zaraz.... to miało być spore miasto..jak to się zwało..a..a...Allentown!
- Qrde i to chyba to...no ale to wiocha
- Bo my pewnie jesteśmy jak to się mówi „na obrzeżach”
- Taaa.... Gina?
- Nio?
- A jak oni tu będą mieć wiochmeński akcent i się nie dogadamy?
- Oh Lord...nie pomyslałam o tym, qrde genialne obozy językowe!
- Więcej na coś takiego nie pojadę!
- Ja też! Ale w sumie cieszmy się że jesteśmy w Stanach
- O z tego to się cieszę
- Może coś z bon Jovi będzie w sklepach...jeżeli wyrwiemy się z tego zadupia
- Bhuahuauhahua
- Co się lejesz?
- Bo sobie wyobraziłam że Jon z Richem przyjeżdżają tu do sklepu i my ich spotykamy
- Bauhhuahuahuahuahuahuahuahuahuahuahuahua
- Ałł moje ucho
- Ciekawe gdzie reszta trafiła... Sdms ma być gdzieś niedaleko nas
- Taaa, pewnie chciałby być z tobą
- Ale śmieszne
- Buahuau ja nic nie mówiłam ;p
- No dobra...a Days to chyba a thousand miles away
- Ja nie mogę….my normalnie mamy pecha, jak już gdzieś pojedziemy razem to nie dośc że to zakichany obóz językowy to jeszcze jesteśmy tak daleko od siebie
- No a mieliśmy razem sobie imprezki Bon Jovi robic
- Teraz to chyba przez telefon sobie muzyke puścimy
- Jeżeli tu mają telefony
- Aaa nie strasz mnie
- Chce do mojego kompa
- Ja też
- Ej....mam kłeszczona
- Nio?
- Czy ten rudy potwór który stoi tam pod słupem to nie baba z naszej rodziny?
- Dobrze że nie pod latarnią...
- Ale ja powaznie mówie
- Ona tu idzie....tak, to ta z tej rodziny u której mamy mieszkać....ide się trzasnąc....mamy pecha totalnego
Jakaś średniego wzrostu, niezbyt piekna ruda kobieta podeszła do Giny i erki . Spojrzała na nie jakby z Marsa przybyły, popatrzyła na naładowane do granic możliwości plecaki i zaczęła po angielsku:
- Katazina? Ewlina?
- Tak, Katarzyna i Ewelina
- Oh jak mi miło was poznać, ale przyznam że myslałam że inaczej wyglądacie
- Taa że mamy podarte ciuchy i takie torby jakie Rumuni noszą na rynek...- szepnęła gina po polsku
- Skjuz mi?
- Nevermind
- Wiecie....wyglądacie mi na dziewczynki z Rosji hyhyhy- zasmiala się głupawo
- To miał być żart?- tym razem Erka szepneła do Giny
- Troche nieudany...
- Ona się leje jakby miała smarki w gardle
- Buahuahu może jej ślina bulgocze
- Skjuz mi?
- Nevermind
- Coś nieśmiałe jesteście
- Taa u nas w Polsce wszyscy tacy
- Hmm to musi być ciekawy kraj, zawsze mnie pociągały kraje azjatyckie...
Gina i Erka zrobiły TAAAKie oczy
- azjatyckie?
- Nie czujecie się Azjatkami? No wiecie my, Amerykanie czujemy przynależnośc do...
- Ale ekhm...Polska jest w Europie
- Oh faktycznie hyhyhy nie ma jak pomylic Polskę z krajem Murzynów
- Matko kochana nie wierzę....40letnia baba jest głupsza ode mnie...
- Skjuz mi?
- Nevermind
- Polisz langłydź jest bardzo ładny
- Wiemy
- No, to teraz chodźmy, obiad w domu czeka i musicie poznac resztę rodziny
- Great
Dziewczyny poszly w stronę samochodu a ruda pani Spears zaczęła szukac w torebce kluczyków. Na tym totalnym pustkowiu stało kilka samochodów. Gina i Erka były za to pewne że „ich” będzie ten czerwony stary Chevrolet. Czekały tylko aż pani Spears wygrzebie wreszcie te nieszczęsne kluczyki i wsiądą razem do auta. No i oczywiście podróż nim będzie extra, przeżyją nawet fakt że sa wywiezone do jakiejś wiochy... Aż im się oczy świeciły z radości. W końcu ruda lejdi wyciągnęła breloczek z królikiem Bugsem i krzyknęła:
- wsiadamy!
- Yeah let`s ride!
- Ride cowboy ride yeah!
- Ale zaraz dziewczynki, to nie nasz samochód, nasz stoi tu- powiedziała z napalona miną
- Ten....ten....ten....- Erka aż zaniemówiła z przejęcia
- Ten...ten....ten z pokemonami?
- Tak jest, prawda że urocze stworki?
- Erka nie mdlej!
- Ja już nie mogę, gorzej nie mogłyśmy trafić
- Mogłyśmy- mogli nas rozdzielic i wtedy byłybysmy same na dwóch takich zadupiach
- Ale ten Chevrolet....
- Wsiadamy!
- Super....- wymamrotały w tej samej chwili
W samochodzie było raczej normalnie- stare, zbyt miękkie siedzenia, jakaś smierdząca choinka zawieszona nad lusterkiem, na tylnejsz sybie oczywiście naklejki pokemonów no a z przodu na desce- tradycyjnie mały piesek któremu bujała się głowa.
- nie będzie wam przeszkadzało jeżeli puszcze rejdioł?
- Nie, jasne że nie
- A czego wy tam w Polsce słuchacie?
- Hehe Ich Troje- żartuję of kors
- No więc jeżeli chodzi o nas i naszych znajomych którzy trafili na inne zadu....do innych miłych rodzin to musimy powiedziec że słuchamy Bon Jovi
- Oooooooo!
- Zna pani?
- Czy znam? No jasne że znam, ahhh w tym jonie to się za młodu kochałam- powiedziała tak jakby czekała na komentarz ze teraz wcale nie jest taka stara
- Serio?
- Ohh tak, ten chuderlawy Richie mi się wtedy nie podobał, ale dla Jona zakładałam specjalnie koszulkę Slippery When Wet...ahhh miałam ich 7- na każdy dzien tygodnia po jednej
- Aaaaaaaaaaaaaa!
- Aaaaaaaaaaaaaaa!
- Hue hue widze że znacie takie koszulki
- Znamy? Nie wie pani jak bardzo chciałybysmy takie mieć!
- A wiecie co... akurat 2 zostały mi na strychu, jeżeli chcecie to....
- Aaaaaaa dziękujemy pani!- krzyknęły i już miały się na nią rzucić z radości
- Kto by pomyślał ze taka baba słucha Bon Jovi
- W ogóle- kto by pomyślał że my tu fana znajdziemy
- Wiesz co?
- Co?
- Jednak mi się podoba
Po pół godzinie jazdy dojechali wreszcie na miejsce. Dom był ładny- ale taki typowo amerkański ...z jednym tylko wyjątkiem- był jedynym domem w okolicy. Wszystko było jak takie małe dry county, bez niczego ciekawego, niczego innego, nowego...Po prostu było lekko nudziarsko. W domu jak się okazało mieszkał jeszcze mąż- pan Bryan, pies Sambo (to na pamiątke po opowiadaniu Rosie) i ich 21letnia córka Avril której niestety nie było bo wyjechała na studia. Aż dziwne że po takiej matce można odziedziczyć jakies geny mądrości no ale cóż, tak było. Pan Bryan był miłym człowiekiem ale dośc cichym dlatego w całym domu rozbrzmiewał głos rudej pani Shakiry Spears. Poor kobietka nie znosiła imienia Shakira i dziewczyny mogły je usłyszec tylko wtedy, gdy kłociła się z mężem- wtedy to Bryan używał najdrobniejszych zdrobnień imienia shakira żeby tylko wqrzyć swoją żone która nastepnie szła do kuchni, brała patelnię, robiła jajecznicę i rzucała nią w swojego męża. Nastepnie stary Bryan zaczynał się śmiać, Shakira podchodziła do niego i całowała w twarz umazaną jajecznicą i taka była kolej rzeczy....No i godzili się.Rodzina – trzeba przyznać- lekko puknieta ale dało się przeżyć. Zwłaszcza kiedy się posiadało koszulkę SWW- dokładnie z 86 roku!
Minęło kilka dni i Spearsowie oznajmili że oh ah dziewczynki sa takie kochane i dorosłe i na pewno sobie poradzą...bo oni wyjeżdżają na doroczny piknik z rodzinami u których są też inni którzy przyjechali z Polski. Zostawili im $$$$, stary samochód Shakiry a sami pojechali jeepem na jakis kretyński piknik. Mieli wrócic za 2 dni. Erka i Gina usiadły wieczorem przed telewizorem, po wcześniejszym spożyciu zupek w proszku . Spearsowie nie mieli MTV- bo po co (ehhh) , nie mieli HBO, cartoon network....mieli za to pełno kanałów informacyjnych i TV Polonię. Oczywiście dziewczyny wolały oglądac to drugie bo od patrzenia na program „haftuj razem z nami” w którym to jakaś babcia z Mazowsza haftowała stroje ludowe robiło im się niedobrze. I wtedy nagle z głośników poleciała informacja że w Tylerville do którego wszyscy pojechali na kretyński piknij szaleją burze i nie ma jak stamtąd wyjechąc bo byłoby to niebezpieczne.
- hej czyli mamy tydzien życia bez Spearsów
- a zaraz....czy przypadkiem reszta naszej ekipy nie wylądowała...
- ... tam gdzie nie ma burzy?
- Tak! Skąd wiedziałas ze o to mi chodzi?
- TelepatiaJ
- Czyli oni mogliby.... myslisz o tym co ja?
- Czyli mogliby bez przeszkód dojechac teraz do nas!
- Yeah!
- Chwytaj za telefon i ściągamy ich do nas!
- Oj poor Spearsowie nie poznają chaty
- Co tam, może coś extra się w tym czasie wydarzy
- No to...I live when I`m alive...
- I sleep when I`m dead! – dokończyła i pobiegła po telefon.


w dlon
czy
mi tu.... Oto przed wami It's My Life Part II by sdms (czyli wynik naglego przyplywu weny wywolanego sprawdzianem z polaka 
z reszta na wszelki wypadek niech wszyscy sie zaopatrza






i czytać.

, nie robić takich oczu
i nie pokazywac nikomu
. Zaczynamy:)
- Days próbowała się bronić
.... cpat ..