~~It`s My Life~~

Strona główna FAN CENTER Twórczość Fanów

Postprzez Arha on 12 Lip 2004 05:10

-to napewno nie ja - oświadczył z podłogi sd w krótkim przebłysku świadomości, po czym znowu znieruchomiał, zmęczony po popisie niekwestionowanego bohaterstwa (w końcu nie było świadków, a kpt Sparrow zapewne dożywotnio znienawidzł cała radosną gromadę i raczej nie zamierzał kewstionować nieczego)...
- Ani ja - oznajmiła z całą niezachwiana pewnością swojej racji Nikki
- no dobra, ale pytanie nie brzmiało "kto nie pilotuje" ale "kto pilotuje"
- no bo ty zawsze takie trudne pytania musisz zadawać - zmarszczył czoło cRaSh
- no właśnie - poparła go Gina - skąd my mamy wiedziec kto... o żeż jasna cholera, KTO PILOTUJE?!
- To nie ja - odparła Arha nieśmiało zerkając w stronę rury w rękach Reddie
-wiemy!!! - wrzasnęli ci, którzy już pojęli grozę sytuacji
-ale czemu się drze... - Arha powloki zaczynała kojarzyć fakty
pokład pogrążył się w pełnej napięcia ciszy
-a może... zapytamy tego lepreklauna?
-że niby kogo? - zmarszczyła czoło Days
-no tego... - Nikki zamyśliła się srodze usiłując przypomnieć sobie jak zwał się bohater mitologii irlandzkiej - no, to małe wkurzające, speniajace zyczenia, co lezy w kącie
-którym kącie?
-o tym - Nikki wskazała palcem miejsce gdzie powinien znajdowac się leprekaun... no własnie, powinien
-Gdzie on jest?!
-dobre pytanie - trapp wyjrzał przez okienko. pod nimi rozpościerał się ocean - wiecie, że statystycznie w wypadkach lotniczych ginie mniej ludzi niż w samochodowych?
Zabójcze spojrzenia wielu par oczu mówiły wybitnie dużo na temat tego, gdzie szanowny lekarz moze sobie włożyć te statystyki
-chciałem was podnieść na duchu
-dzięki
-przepraszam, będziemy tak stali i dyskutowali o dupie maryny...
-jakiej maryny? nie znam żadnej maryny - zainteresował się Comte
-znałem kiedyś taką jedną... - rozmarzył się Anthony
-Nie no, ja tu zwariuję - mruknęła Erfea
-dopiero teraz? - zaciekawiła się Gośka
-Ludzie!!! - wrzasnęła Erfea
-Khem!!!
-no dobra. Ludzie i wampiry...
-Ekhem...
-...i elfy, słu...
-khm - zabrzmiało z poziomu podlogi
-no dobra i ufo też, od siebie dorzucę jeszcze smoki, czy ktoś jeszcze chce coś dodać? - zapytała i nie czekając na odpowiedź przeszła do dalszej części - i bardzo dobrze. Stoimy twarzą w twarz z poważną zagadką: kto do diabła siedzi za sterami tego uroczego jumbo jeta. moi mili! czas rozważań teoretycznych przeminął, dedukcja do niczego nie doprowadziła... trzeba po prostu ruszyć zadki do kabiny pilotów
Kiedy tylko ostatnie słowa przebrzmiały rozległa się burza oklasków
-Pięknie powiedziane ERfea
-Gratulujemy talentu
-Tp było cudowne
-moge prosić o autograf?
Erfea zaszczycona niespodziewanym sukcesem krasomówczym podpisywała autografy, ściskała podane jej dłonie, kiedy nagle samolot niebezpiecznie przechylił się ku dołowi i wszyscy po raz kij wi który wylądowali na ziemi...
_no dobra, koniec tego dobrego, trzeba tam iść! - zawyrokował cRaSh
-dokładnie o to mi chodziło! - ucieszyła się Erfea
-No to podnoś się i pedałuj do kabiny pilotów - uśmiechnął się szeroko admin
-hę?
-To był twój pomysł...
-No własnie, ja dałam pomysł, niech ktos inny idzie!
-O nie. Pójdziesz ty... dla otuchy dam ci Arhę i days - z niesmakiem popatrzył w stronę, gdzie wyżej wymienione sprawdzały czy zawartośc plecaka Days nie została uszkodzona
-Hej! to dyskryminacja nieludzi!!! - wstawiła się za kolezankami Gina
-E tam. Z resztą w razie czego będa mogły łyknąc kogoś z bani w razie jakiś problemów
-Ale...
-No dobra, żeby było sprawiedliwie, to ty też pójdziesz
-Chwila panie admin, my się stąd nie mamy zamiaru ruszać - krzyknęła Days
-Nie? - usmiech cRaSha nie mógłby być bardziej diaboliczny....

I tak babska ekipa gatunkowo bardzo zróżnicowana ruszyła w kierunku kabiny pilotów
-Co teraz?
-Nie wiem
-Zapukaj...
puk puk
cisza
-jeszcze raz
-nie
-czemu niby nie?
-bo tu jest dzwonek
-yyy, aha
ding dong
-kto tam?
-yyy, czy pan jest naszym pilotem?
-nie. pilot jesss pjany i sssspi
-yyy, a ten tego, drugi pilot?
-ssalany w trupa, tesz spi
-aha
-no, to wszystko wiemy
-możemy wracać?
-no właściwie to...
-chwila, jeśli oni śpią, to z kim my do cholery rozmawiałyśmy?!

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2711
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez erfea on 03 Wrz 2004 16:31

Sytuacja byla nieciekawa... i zdecydowanie wymagała glebszego przemyslenia. Wielonacjowa, zenska brygada do zadan specjalnych (w skrocie WZBDS) stanela przed nielada dylematem. 'Co q robic?!' No bo skoro piloci byli zalani w trupa... to nie mogli pilotować maszyny... a jak nie oni to kto to robil? Kto zafundowal wszystkim twarde londowanie i kto do jasnej ciasnej rozmawial z nimi...? Rozwiązanie nasunelo sie samo.
- Zostalismy porwani! Aaaaaaa! - Krzyczala Arha biegnac na czele WZBDS, ktore wlasnie wykonywalo manewr ' odwroty w trybie ekspresowym' znanym takoz pod nazwa ' spierdalania'.
- Chcieli nas zabic! - Jeczala Days
- Albo cos nami rozbic! - steknela erfea.
- To napewno ci od Bila Gejtsa!
- Chyba Bil Ladena?!
- Mniejsza z tym!
Reszta ekipy zdarzyla juz otoczyc WZBDS ciasnym kregiem. Patrzyli na dziewczyny z niedowierzaniem... Czy przypadkiem nie zachcialo sie im pozartowac z ludzi...?!
- To co robimy? - Jako pierwszy spytal Crash, który widac podczas niedyspozycji sd postanowil przejac zwyczajowa funkcje duchowego przywodcy.
- Ja tam nie wracam! - Oswiadczyla erfea i zrobila sie taaaka malutka (jesli w ogole jest to mozliwe)
- Najlepiej jak najszybciej ulotnic sie z tego samolotu.- Zaproponowala Arha, ktora widac rowniez nie miala zamiaru wracac skad przybiegla.- Na zewnatrz z pewnoscia jest i przyjemniej i bezpieczniej... bo jak w tym samolocie jest bomba...?
Tego nie trzeba bylo nikomu dwa razy powtarzac. Taki argument przekonal nawet ciagle lezacego na ziemi sd. Przy wyjsciu z samolotu zrobilo sie niezle zamieszanie.
- Elfy przodem! Przepraszam! Elfy przodem! - Krzyczala Days.
- Jestem matka trojga dzieci! Nie moge ich osierocic! - Nikki za wszelka cene starala sie przecisnac do wyjscia.
- Slabo mi! Powietrza!
W koncu wszyscy bezpiecznie znalezli sie po drugiej stronie dzwi...
- No to %#$))*% nawet nie mamy specjalnie gdzie zwiewac...
- Co ty nie powiesz...
Okazalo sie otoz, ze samolot jakims nieprawdopodobnym szczesliwym trafem wyladowal na... wyspie. Niewielkiej wyspie, w sam raz mogacej pomiescic niewielki prywatny odrzutowiec.
- No i masz babo placek!
- Jedzenie?!
- Nie ma zednego jedzenia!
- No to po co mowisz o plackach!?
- Jakies konstruktywne propozycje?
- Nie wiem jak wy, ale ja jestem umowiona na spotkanie z Corrsami i nie zamierzam sie na nie spoznic! - Oswiadczyla Days mierzajac w kierunku morza. Czyli w zasadzie w dowolnym kierunku.
- Chyba zarty sobie robisz! - Ofuknela ja Arha. - Jak zamierzasz sie dostac tam gdzie zamierzasz, skoro nawet nie wiesz gdzie teraz jestes...
- Elfy jako istoty nieziemsko inteligentne maja dodatkowy zmysl, dzieki ktoremu zawsze wiedza gdzie sa i ktoredy maja podazac aby trafic tam dokad chca!
- No to gdzie wedlug pani wszystkowiedzacej teraz jestesmy?!
- Na jakiejs wyspie na srodku oceanu.
W tym momencie reszta druzyny zaliczyla przyslowiowy 'zgon'.

Image
Awatar użytkownika
erfea
Mistress Of Dragons
 
Postów: 2089
Od: 10 Lut 2003 22:52
Miejscowość: Morthnar
Płeć: Nie określono

Postprzez Days on 02 Sie 2005 19:05

- troche kiepski ten elfi zmysl orientacji - zakpila Reddie i bylyby to ostatnie slowa, jakie wypowiedziala...
- jak smiesz!!! - druzyna po raz pierwszy zobaczyla elfa ze zlozonymi uszami (niczym kot jak sie wkurzy), gotowego do skoku
- WOW - zachwycila sie Arha - to taaaak wygladaja te pratchettowskie elfy!
... bylyby to ostatnie slowa Reddie, gdyby nie:
- te, a w jaki sposob plecak Days odplywa, skoro jest caly wypchany ciezkimi butelkami z alkoholem?
Uszy zlozyly sie jeszcze bardziej, a Days w ostatniej chwili zmienila tor lotu z "na Reddie" na "do wody". Wszyscy jak jeden maz (albo zona) wciagneli powietrze ze swistem, gdy Days wyladowala w morzu.
- ech te kocie ruchy - wymamrotal z podziwem sd.
- 10.0 - powiedzial Trapp
- 10.0 - Anthony
- 10.0 - cRaSh
- 7.0 - Tommy. Spojrzeli na niego z niedowierzaniem - No co? Ubrana byla!
- Arha do stu demonow! - Days wynurzyla sie z wody - Moze bys mi tak pomogla z tym plecakiem?
- A to taki problem jest? przeciez on wcale nie taki ciezki.
- Sam nie, ale to co go ciagnie w dol, to jednak troche wazy!
Wampirowi zaswiecily sie oczy na te slowa.
- Moj alkohol!!! Pod wode???
I skoczyla na pomoc.
- nie moge dac wiecej niz 9.5 bo nie bylo zmiany kierunku lotu - zawyrokowal Comte
- ja zaraz zmienie kierunek twojego lotu - z zerowego na jakikolwiek, jezeli nam nie pomozesz! - wrzasnela Arha - to sie tyczy takze reszty z was!
Cala druzyna skoczyla na ratunek Arhy, ktora ratowala Days, ktora ratowala plecak, ktory zawieral alkohol. Sytuacja rodem z wyrywania rzepki - druzyna musiala sie niezle natrudzic, zeby zmiescic sie na wyspie ;) (kilka razy zakrecali miedzy palmami i samolotem). Nagle dalo sie slyszec wielkie PUK-Plack-Chlup i cala druzyna rozsypala sie po wyspie. Days tulila plecak, Arha jakims cudem oberwala butelka w glowe i byla cala radosna (nagroda po trudach odzyskiwania i ratowania sie nalezy). Tylko jedno nie gralo w otoczeniu.
- Te! - zaczela Gina rozmasowujac kolano - Jest nas tak jakby wiecej.
- W sensie metafizycznym? - zapytal sd - ze niby dobry uczynek, dusza..
- nie! normalnie! - przerwala Gina - tam od strony wody lezy cos niebieskiego, co nie jest nami - w sensie tymi, ktorzy byli tu wczesniej.
- wczesniej niz my?
Gina zlapala sie za glowe.
- Czy to ja nie umiem tlumaczyc, czy po prostu...
- ZLODZIEJ PLECAKOW!!! - Days zalapala - Juz ja cie zaraz ty... - zlozyla uszy...
- Here we go again - westchnela erfea
- Zostaw to! - w ostatniej chwili cRaSh zlapal Days za pasek - Jestes elfem! Wyzsza forma zycia! Troche kultury!
- Ale.. Ale... To.. moj plecak.. alk... znaczy sie... rzeczy moje... moj ple...
- Zachowuj sie jak na elfa przystalo.
- W sensie, ze co? Mam zaspiewac, zatanczyc i strzelic ja z luku?
- No nie do konca o to mi chodzilo... - odpowiedzial boss - Trap, Tommy wezcie no sprawdzcie co to niebieskie jest...
A niebieskie cos nagle zaczelo sie ruszac... I jeczec...
- mooooja reka.... aua.... aua...
- TO GADA!!!!
- co? jakiego znowu gada... czlowiekiem jestem... aua...
-????
Dalo sie slyszec na calej wyspie.
- A... no... nie wygladasz... - zaczela Gina - znaczy sie... no wiesz... niebieska skora?
Cos usiadlo.
- A slyszeliscie kiedys o piankach do nurkowania?
- Y.... no...
- Ja slyszalam o piankach do jedzenia - wyrwala sie Nikki - sa takie no... Dobre i w ogole...
- Blisko, ale jednak nie oto mi chodzilo - odpowiedzialo cos i zaczelo zdejmowac sobie oczy i niebieska skore z glowy.
- Nie rob tego!!! - zawolala erfea - To obrzydliwe!!!
- No wybacz, ale jakos musze zdjac ten stroj, a inaczej nie umiem.
Wszyscy zaslonili oczy, a cos zdjelo to co mialo zdjac i pokazalo, ze pod spodem ma calkiem ludzka glowe.
- No, od razu lepiej! - popatrzylo po druzynie - Co wam? Filmow nie ogladacie? Cywilizacja was minela? Od kiedy jestescie na tej wyspie?
- yyyy.. na wyspie to niedlugo... ale cywilizacja to nas mija juz jakis czas....
- no wlasnie widze... ale spoko - mozecie mi wierzyc, ze jestem z tego samego gatunku.
- terefere kuku - odpowiedzialy razem Arha i Days
- A to czego masz pletwiaste stopy? - zapytala Goska z nieukrywanym niedowiarstwem.
- Bo mam pletwy na nogach - odpowiedzialo cos i... zdjelo pletwy.
- Mam na imie Colleen i czasami nurkuje w okolicy - przedstawilo sie cos, co juz nie bylo cosiem, ale Colleen, ktora nurkuje w okolicy ;) czasami. Wszyscy odetchneli z ulga i przywitali sie, oprocz...
- Nie przywitam sie! Mowy nie ma! Czy czlowiek czy nie, czy ma pletwy, niebieska skore, czy nie, czy by chocby nawet Afrodyta bylo, albo innym Afrodyzjakiem!!! Probowalo mi ukrasc PLECAK!!!
- Days! Zachowujesz sie jak rozpuszczony bachor!
Wzork-uszy-fukniecie
- Znaczy sie, masz racje, ale... trzeba byc milym... no...
- Milym dla zlodzieja dorobku mojego zycia?
- Troche maly ten dorobek...
- A zagladalas do srodka?
- Y....
- A wiesz co to jest czarna dziura?
- Y....
- No to nadal sobie mysl, ze jest maly...
- No dobra! - zaczal cRaSh - trzeba przerwac ten impas, bo nigdy nie dojdziemy do porozumienia i nigdy sie nie dowiemy, kto pilotowal ten samolot. Colleen - milo nam jest cie poznac. WSZYSTKIM!
- nie
- Ale czy moglabys
- nie
- Nam
- nie
- a raczej konkretnie Days
- nie
- powiedziec
- nie
- czemu chcialas ukrasc jej plecak - cRaSh prawie polamal sobie jezyk, zeby zdazyc wypowiedziec to zdanie przed kolejnym
- nie
- Otoz...
- nieumpf - erfea zatkala Days buzie
- cicho! to moze byc ciekawe.
- bo ja tu nurkuje dosc czesto, bo tu podobno gdzies niedaleko jest skarb... ukryty... w sensie zatopiony... no i.. no myslalam, ze to to.
- no i mamy - cala teoria spisku zawiera sie w jednej bajce o skarbie - podsumowal Trap - to moze teraz wrocimy do tych pijanych pilotow?

Image Image Image
Image
Awatar użytkownika
Days
Noldor Princess
 
Postów: 5872
Od: 05 Mar 2002 01:56
Miejscowość: LothLorien
Płeć: Laska

Postprzez Colleen on 04 Sie 2005 02:23

-Pijanych pilotów? W sensie tych syczących? Bo tam oprócz pilotów było jeszcze COŚ. Ja nie idę – oznajmiła Arha
-Daj spokój, COŚ na pewno okaże się jakimś poszukiwaczem skarbów w kieszeniach pilotów – parsknął Trap,ale szybko zamilkł, zmrożony spojrzeniem Colleen
- Ok, ja pójdę. Wiecie, na pewno znajdziemy wspólny język – ufo i samoloty. – wytłumaczył sd
-E? – zaciekawiła się Days
- Nie pytaj
- Ale sd, uważaj, ten człowiek
-A jeśli to elf?
-ten człowiek lub elf
- A ja wam mówię, że to wampir
-Wracając do pierwotnej wersji, to COŚ nas porwało ERGO jest niebezpieczne, ERGO powinny iść przynajmniej dwie osoby.
- Ja pójdę – cRaSh postanowił udowodnić swą męskość czymś innym niż kupowaniem magazynu Men’s Health

WERSJA 1
Jak podają późniejsze książki, mężny sir sd i odważny jak lew cRaSh wyruszyli w podróż, która mogła zakończyć się śmiercią, nie wiedzieli wszak, co czeka ich za drzwiami do kabiny pilotów. Nie znali jednak strachu, mężni i imponujący, z błogosławieństwem pozostawionych za sobą niewiast ruszyli do boju. Przed wejściem do samolotu spojrzeli po sobie znacząco i ramię w ramię, jak bracia, wkroczyli na terytorium wroga.

WERSJA 2 –czyli co zdarzyło się naprawdę

Sd i cRaSh zrobili parę kroków, by oddalić się od pozostałych na tyle, by ci nie usłyszeli ich rozmowy.
- Kutwa, zawracam
-Ja też
- Czemu ziemia drży?
- To twoje nogi
-Fakt
- Mamo, ja nie chcę umierać, jestem za młody, żeby umierać, o Boże, ja się zmienię, nie będę deptał trawników i już nigdy nie będę miał zboczonych myśli o…
- Hę? – zainteresował się sd
- Nic. Zachowujmy się jak mężczyźni! Damy radę, na pewno okaże się, że to jakiś pijany facet, który chciał nam zrobić kawał. Na pewno jesteśmy w telewizji i za chwilę wyskoczą piloci i krzykną „MAMY CIĘ!”

Niestety, nic takiego się nie wydarzyło. Na nogach jak z galarety, z gęsią skórką na rękach, z włosami postawionymi dęba, nasi dwaj bohaterowie otworzyli drzwi do kabiny pilotów i zobaczyli….

And really bad eggs…drink up, me 'earties, yo ho

"Me? I'm dishonest. And a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly… stupid."

Image
Colleen
Soymaer
 
Postów: 953
Od: 17 Lut 2004 16:12
Płeć: Nie określono

Postprzez Arha on 18 Sie 2005 23:34

-co oni tam do jasnej cholery tyle czasu robią?!
-zapewne piją - odpowiedziała ponuro Days
-ty tylko o jednym - westchnęła Colleen
-no co? w gardle mi zaschło
-trzymaj - Arha podała jej butelkę
-wampir, z całym szacunkiem i szczerym podziwem dla twojego dobrego serduszka, ale ona jest pusta
-wiem...wącham zakrętkę
Przysłuchująca się tej rozmowie Colleen siłą zwalczyła w sobie chęć wbicia się spowrotem w niebiski strój nurka i powrót wpław do cywilizacji. nie na długo, ot tyle czasu ile potrzeba na znalezienie odpowiedniej liczby kaftanów bezpieczeństwa, jakiegoś osikowego kołka i oddziału uruk - hai. dla bezpieczeństwa.
-może potrzebują pomocy? - zapytała nieśmiało Nikki
-całkiem prawdopodobne - mruknęła Gina
-no, mimo wszystko oni dwaj przeciwko sami-nie-wiecie-czemu...
-tak, możliwe, że zabłądzili po drodze - zasugerowała Erfea
Przez chwilę wszyscy rozważyli ta opcję
-No, faktycznie
-idziemy ich poszukać? - zasugerowała Colleen
Gdyby spojrzeniami dało się mordować... to Colleen i tak nic by się nie stało, bo Days i Arha udawały, że nie słyszą, a reszta zajęta była opalaniem się... a jeszcze inni po prostu nie słyszeli, bo w takim tłumie nieco głośno było
-Heloł, może oni się już utopić zdążyli, bo poszli nie w tą strone i zapomnieli zawrócić?
-Arha... - mruknęła Days
-Que?
-a właściwie to... ile czasu wytrzymasz bez... no wiesz... krwi?
I w tym momencie na wyspie zapadła cisza. Arha zamyśliła sie poważnie
-A który dzisiaj mamy?
Padła odpowiedź
-A. A która godzina?
kolejna odpowiedź
-Aha
-Aha, czyli...?
-Czyli macie jakąś godzinkę - usmiechnęła wampirzyca, szczerze i szeroko

I w tym momencie rozpętało się piekło.
Oczywiście to piekło miało swoje dobre strony. Nagle wszyscy wpadli na doskonałe sposoby skonstruowania świetnych, idealnych wręcz obiektór pływających, latających, a nawet chodzacych, dzięki którym mogliby w krótkim czasie znaleść sie jak najdalej od wyspy i uśmiechniętego wampira. Pomysłów tych nie powstydziłby się ani Da Vinci ani większość pacjentów z większości zakładów dla opętanych. Jednak nikt niczego nie zdążył wprowadzić w życie, bo do zbiorowej paniki dołączył się wrzask czystego przerażenia, wściekłości i...
z chmury kurzu wyłoniły sie dwie sylwetki...
...gonione przez trzecią
-Days, co widzą twoje elfie oczy?
-No Crasha i Sd...
-No ich to akurat po odgłosach poznałam, ale mów dalej...
-A to z tyłu wygląda jak... y...
-y?
-no y.
-aha. a ten Y ma jakieś imię?
-No właściwie to ma
-A imię jego jest...

Ginie nie dane było usłyszeć odpowiedzi, bo w tym momencie rozległ się wrzask Arhy
-Przepraszam bardzo, ale kołki palmowe nie działają, osikowe też nie, Reddie, nie zbliżaj się z tą siekierą!!!!!!!!

Reddie nie zdążyła się zamachnąć, gdyż staranowali ją powracający z bohaterskiej wyprawy sd i cRaSh...

A wszystkim innym kołki i tak wypadły z rąk na widok kolejnego przybysza.

Zapadła cisza. "Martwa cisza" - o, oto odpowiednie określenie...
-Arha?
-Co?
-Znasz to... tego kogoś?
-Nie wiem
-Jak to nie wiesz?
-Mam dziwne wrażenie, że to tylko podstęp żebym zeszła z drzewa, więc nie wiem
-Arha, do jasnej cholery, złaź i powiedz nam skąd tutaj się wziął... - Trapp przerwał wpół zdania i spojrzał na przybysza
-Igor - odpowiedział przybysz uprzejmie
-Aha, faktycznie, powinienem wiedzieć...
-kusyn Igora - dodał dla ułatwienia Igor
-No, jesteś wreszcie - zawołała nagle Arha, a widząc miny grupy dodała - Igor słuzy rodzinie od pokoleń...
-Jak swykle do usług
-jak zwykle spóźniony
-sajeło mi chwilę slokalisowanie samolotu...
-Masz to, o co Cię prosiłam?
-alesz oczywiscie
Cała grupa spojrzała z nadzieja na Arhę
-składana łódź?
-zapasowy silnik do samolotu?
-zestaw osikowych kołków?
-coś do jedzenia?
-piwo?
-Nie - uśmiechnął się wampir - coś dużo lepszego...

Znudziły mi się waszych smoków powtórki
Zgadzam się
Zrobię co chcecie
Za królestwo i pół córki
Awatar użytkownika
Arha
Lioncourt
 
Postów: 2711
Od: 11 Mar 2002 01:06
Miejscowość: Wroclove
Płeć: Laska

Postprzez erfea on 26 Wrz 2005 20:52

-?
-?!
-"-

W tym momencie zapadła chwila ciszy spowodowana procesem myślenia. We wszystkich głowach cieniutkie neutrony zaczeły swiecic jaśniutkim światełkiem i powoli, z wielkimi oporami przesyłać delikatne impulsy elektryczne. zip...zip...zip...
Wykorzystujac ta chwile spokoju Igor skierowal sie w strone samolotu, a Arha najspokojniej w świecie usiadła w cieniu jednej z palm....
Zanim druzyna poszukiwaczy przygód zdążyła doprowadzić procesy dedukcyjno-myślowe do końca, wrocil Igor niosac ozdoby stolik, krzesełko, zastawe dla jednej osoby i komplet srebrnych sztućców (tak srebrnych - wampiry uwielbiaja srebrne przedmioty), po czym znowu zniknął we wnętrzu samolotu.
-zapowiada sie wyzerka - trafnie zauwazyła Colleen - a ja po pływaniu jestem zawsze taka głodna!
-możnaby coś przegryść - dodał sd łypiąc na nieruchomą Arhę.
-może nas zaprosisz samolubny obrzartuchu! - fuknęła Days
Archa spojrzała na pozostałych i uśmiechając się podstępnie odpowieziała:
-alez oczywiscie moi drodzy! JAk tylko bedzie wam smakowalo to jedzcie ile tylko chcecie, ale niestety obawiam sie, że wasze delikatne podniebienia nie nadaja sie do tego rodzju strawy...
Nikogo jednak nie zniecheciła ta przemowa i ciasnym kołem otoczyli stolik wampira.
Kiedy ponownie pojawił się Igor, niósł w ręce olbrzymi srebrny półmisek przykryty srebrną pokrywą. Przecisnąwszy się przez zgromadzonych wokół Arhy ludzi i nieludzi postawił przed nią niesione naczynie. Wszyscy zaczęli się ślinić na myśl o skrywanych pod błyszczącą kopułą kulitarnych rarytasach... Igor wprawnym ruchem podniusł pokrywe...
-bleeee!
-fuuuuuu....
-niedobrze mi!
[bełt]
-Nie obrzydzajcie mi pociłku krzyknęła Arha po czym z apetytem zabrała się za pałaszowanie... 'czegoś dużo lepszego'. Najwyraźniej nasi bohaterowie przez ostatnie 3 minuty i 27 sekund zapomnięli o pochodzeniu gatunkowym swojej koleżanki. Z tego powodu spodziewali się zobaczyć na jej tależu to co sami zszamaliby z apetytem. i tu się przeliczyli. Warto nadmienic, że wampiry moga sie zywic nie tylko krwia, ale rowniez niektorymi organami wewnetrzmyni... Tak wiec w tej niezapomnienej przez wszystkich chwili przed Archa stal polmisek wszystkiego co tylko mozna znalesc w sklepie miesnym w dziale 'podroby': jezorki, serca, plucka, watróbki, nerki, gałki oczne...
-ty to byś się nadawała do 'Fear Factory'!- skomentowała erfea, która jako jedna z nielicznych pozostała w pełni przytomna i nie zanieczyszczała w tej chwili powierzchni wyspy i morza.

Image
Awatar użytkownika
erfea
Mistress Of Dragons
 
Postów: 2089
Od: 10 Lut 2003 22:52
Miejscowość: Morthnar
Płeć: Nie określono

Postprzez Days on 03 Gru 2005 01:57

- Bez sensu - deliberowala Days pod nosem sama do siebie, pociagajac z butelki, gdy reszta druzyny starala sie z calych sil nie patrzec na konsumujaca Arhe (trzeba czegos DUUUZO mocniejszego, zeby odciagnac elfa od elfich trunkow - poki je jeszcze ma) - Wyspa, rozbity samolot, dziwne rzeczy, ktore sie tu dzieja i [lyk] i Igor. W ogole mi to nie pasuje do siebie [lyk] w ogole [duzy lyk]. Gdyby jeszcze [lyk] mis polarny, albo... albo [lyk] czarny kon... Albo kurde wyskakujace same z siebie drzewa... to bym sie jakos mogla ustosunkowac do sytuacji i szukac wlazu.... ale [lyk] Igor?
- Igor sluzy rodzinie od lat? - przypomniala Arha przelykajac kolejny kes mieska.
- No to sluzy, niech sluzy, ale z czym ci sie to kojarzy wszystko?
- W sensie?
- No wszystko wylaczajac Igora.
- Hm... a jakis tip?
- Tip... qrde... Film byl taki - wyspa, rozbitkowie...
- Robinson Cruzoe!!!
- Jasne... w samolocie. Arha! nie wiem jak dziala jedzenie tych... tych... umpf... tych na mozg, ale moze powinnas to odstawic.
- Dobra, to cos innego mowisz. Czekaj - bylo troche takich filmow.
- W co gracie? - wpadla im w slowo Gina - W filmy? Ja tez chce!
- Ze w co gramy?
- Wymyslaj filmy o rozbitkach na wyspie ale migiem - polecila Arha
- Ten no Cast Away z Tomem Hanksem i ten ilestam dni i nocy z Harrisonem i jeszcze ten no jakis z Madonna chyba byl... - wymienila Gina jednym tchem... Arsze az widelec upadl na kolana.
- Zdecydowanie brakuje mi telewizji.
- Nie nie nie! Zadna Madonna... Tam byl taki przystojniak... i Chinczyk byl... Arab, Murzyn...
- Arka Noego?
- Arha ty zaraz bedziesz Noego jak cie rzuce ta butelka.
Elfowi blysely oczy, wampirowi zeby, gdy nagle z lasu wybiegli ludzie z ekipy. Konkretnie jeden:
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAARGHH!!!!!
- Ze co?
- Tam w lesie!!! - zaczal SD lapczywie lykajac powietrze.
- A cos ty w lesie robil? nie mogles normalnie womitowac na plazy jak pozostali?
- Poszedlem sie... od... odlac no!
- Dobra! Zwracam honor - dobrze, ze nie na plazy.
- Ale tam w lesie!!!!!
- No co w lesie?
- Stra... Stra... Straszy!!!
Days, Arha i Gina spojrzaly na siebie. I nagle zdaly sobie sprawe, ze nie tylko one sie na siebie patrza.
- No i masz... musiales to tak krzyczec glosno? Teraz sie qrde wszyscy boja.
- A jakby nie krzyczal glosno, to balybysmy sie tylko my 3 tak? - zauwazyla trafnie Gina.
- yyy... No to co? Teraz bedziemy wyznaczac kolejnych idio.... yyy,,, to jest - bohaterow, ktorzy pojda do lasu?
- Nie! - Zadecydowal crash, ktory od czasu womitu byl jakis cichy... chyba nie przywykl za bardzo do takich sytuacji - Mamy w koncu Elfa!
- Macie?
- A dla elfa las to naturlane srodowisko.
- Naturalne?
- Zatem nie ma na co czekac, tylko Days idzie do lasu.
- Idzie?
- No chyba, ze sie boisz...
- Chyba?
- Elf! Nie boj sie! Wez ze soba smoka - wymyslila Erka na poczekaniu - w razie czego smok cie obroni.
- Obroni?
- MNie nie trzeba...
- Zaloze sie o 100, ze nie ma na tej wyspie nic straszniejszego niz smok!
- No wypraszam sobie!!!
- Dobra to ide... - Days skapitulowala pod naporem swojej polechtanej ambicji - W sumie dalabym sobie sama rade smoczek...
- Nie nie - ja chetnie z toba pojde... Zobaczymy, czy rzeczywiscie to co straszy, nie jest straszniejsze ode mnie...
- Swoja droga, to bez sensu troche - zauwazyl Trapp racjonalnie - W koncu wyszyscy dookola bardziej przerazilismy sie Colleen w niebieskim skafanderku niz smoka, wiec to wszystko jest grubymi...
- ZAMKNIJ SIE TRAP BO QRDE NIE POJDA!
- yyy... Sorry...

I tak elf i smok poszly w las. Zostawiajac reszte druzyny oczekujaca ze zniecierpliwieniem na to, by dowiedziec sie, kto tak przestraszyl SD, ze ten oblal sobie prawie calego prawego buta.

Image Image Image
Image
Awatar użytkownika
Days
Noldor Princess
 
Postów: 5872
Od: 05 Mar 2002 01:56
Miejscowość: LothLorien
Płeć: Laska

Postprzez erfea on 26 Lis 2006 00:10

*erfea wygląda z lasu niepewnie wspierając się na wątłym drzewku, za nią trochę pewniej trzymająca się na nogach pokazała się Days*
erfea: No i popatrz na nich! Rok mija a te obiboki nawet sie nie ruszyły z miejsca!
Days: no to co wracamy pić?!
erfea: w sumie co nam zostało...
Days: zawsze możemy zacząc pisać opowiadanie o dzielnym elfie i jego nie do końca normalnym smoku!
erfea: *mierząc elfa wrogim, choc zamglonym spojrzenem* bardzo śmieszne...
Days: swoją drogą to jakby się nad tym głębiej zastanowić to na naszych pomysłach: absurdalnych wypadkach, zaskakujących zmianach fabuły oraz z nikąd pojawiających się nowych bohaterach zdążyli w ameryce nakręcić niezły serial...
erfea: no i gdzie są nasi prawnicy?! Toż to kasa by z tego była!
Days: Niop... byłaby...
*Dwie postacie wsparte o siebie powoli zaczęły zanurzać sie w głąb lasu. Po chwili z tego kierunku przyfrunęła pusta zielona butelka, a następnie nastała cisza...*

Image
Awatar użytkownika
erfea
Mistress Of Dragons
 
Postów: 2089
Od: 10 Lut 2003 22:52
Miejscowość: Morthnar
Płeć: Nie określono

Poprzednia

Strona główna FAN CENTER Twórczość Fanów


Podobne tematy


Powróć do Twórczość Fanów

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

cron