Bells of freedom

Strona główna FAN CENTER Twórczość Fanów

Bells of freedom

Postprzez trapper on 18 Wrz 2005 19:44

Ponieważ opowiadanie pt. "Blood on blood" wcześniej napisała bonfankaa,a moje się z nią w żaden sposób nie wiąże,to przygody pilotów,marynarzy i czołgistów trafiły do nowego tematu....

Grzmiąca salwa 125 milimetrowych dział wystarcza, by zedrzeć czuprynę pomyślał Bongiovi, lecz po siedmiu godzinach manewrów do jego zasłoniętych ochraniaczmi uszu docierał już tylko dudniący łoskot. Rano, ten teren porastała trawa i gdzienigdzie młode drzewa-teraz wokół rozpościerała się oskalpowana, pełna błota i głębokich kolein wyrytych przez czołgi Abrams i bojowe wozy piechoty Bradley.
Jon zdarł ochraniacze z głowy i wypatrzył wyraźnie zadowolonego z siebie dowódcę pułku.
-Elita armii, tak pułkowniku Sambora?Te gnojki nie potrafiłyby obronić tureckiego burdelu, a w środku byliby jeszcze gorsi!Co wyście zrobili przez te cztery lata, do chuja wafla?! Przecież te głąby poległyby już trzy razy. Obserwatorzy artyleryjscy podają niewłaściwe cele,cele dla nalotów lotnictwa podawane są z takim błędem,że lotnicy mogliby równie dobrze bombardować Miami,śmigłowce wiszą bezczynnie w powietrzu, czołgi i bojowe wozy piechoty nie potrafią skoordynować działań, a o tym,że czołgi nie trafiają w trzymetrowe cele nawet nie wspominam!Gdyby tego wzgórza bronili Arabowie wy i wasi ludzie bylibyście już rozjechani na ich gąsiennicach! Wy chcecie walczyć w miastach? Z kim pytam się? Polskie emerytki poradziłyby sobie lepiej. Mówicie,że ćwiczyliście taktykę subtelnych uderzeń? Jeśli tak samo uderzaliście do żony, to ja bym się na waszym miejscu upewnił, czy jesteście na pewno ojcem swoich dzieci, ale za dużych pieniędzy bym na to nie stawiał. Nie ludzie stanowią problem-Jon rozdzierał się na faceta cały czas studiując jego wyraz twarzy- w jego oczach na przemian pojawiały się paniczny strach i dzika furia-bardzo dobrze.-Problem stanowią sprzęt i paliwo. Są dla nas drogocenne. A nade wszystko drogocenny jest mój czas. I dlatego wolę go z wami już nie tracić. Jadę do Waszyngtonu, ale najpierw się wyrzygam. Ale wrócę. A wtedy lepiej żebyście byli przygotowani. Bo inaczej spędzicie czas myjąc pisuary w którejś z baz na Alasce.-
-Jebany kutas.-mruknął Sambora na widok odlatującetgo Blackhawka śmigłowca do którego Jon wskoczył nie zwracając uwagi na oddawane mu honory. Wirnik zaczął się kręcić coraz szybciej, aż w końcu helikopter uniósł się i odleciał na południowy zachód-Jakiś pilocik mówi mi, jak mam dowodzić czołgami. Dobre sobie.-rzucił pod adresem Jona i jego matki jeszcze kilka ciepłych słów, wsiadł do Humvee z zamontowaną wyrzutnią TOW i rzucił:
-Do bazy.-

-Nie potraktowałeś go zbyt ostro?Jesteś w końcu z lotnictwa.-
-No i co?-
-Inaczej się dowodzi samolotami, a inaczej czołgami?-
-Ale ta sama jest droga do osiągnięcia celu.Z resztą, i tu i tu nade wszystko liczy się skuteczność.-
Jon wrócił do lektury najnowszego Playboya czym wyraźnie dał do zrozumienia,że rozmowa się skończyła.

-Pięć-zero-zero po przyziemieniu kołujcie do końca pasa aż do...-
-Byłem tu już parę razy panienko-przerwał kontrolerce lotów Jon.Były dowódca grupy powietrznej z USS Kitty Hawk, a jego obecny szef był na tyle miły,że obiecał przysłać po niego samochód.Jon przyziemił, nie było to może zbyt eleganckie, ale to nie była jego wina-od roku pilotował głównie biurko w Pentagonie, gdzie odpowiadał za pilnowanie koordynacji lotnictwa, marynarki i wojsk lądowych. Trochę ciekawa sprawa, ale jego ciąnęló do latania, a tymczasem latał od wielkiego dzwonu (jak dzisiaj) mógł wtedy z rzadka popilotować sobie prawdziwy samolot,a nie te śmigłowe gówienka które robi Cessna czy Piper. Choć z drugiej strony Phantom któergo resurs wyraźnie się kończył też nie umywał się do jego ukochanego F-18 "Hornet". Te niemiłe rozmyślania przerwały wiadomości radiowe w których donoszono o trwającej koncentracji wojsk libańskich przy granicy z Izraelem. No cóż, w końcu w Anglii do dziś w szkołach oficerskich, pierwszym toastem wznoszonym na każdym balu jest (po oczywiście "Boże chroń królową") "Za krwawe wojny i wielkie zarazy" który jasno wskazuje jedyną drogę prawdziwego awansu dla oficerów-chyba,że znaleźli się na takim stanowisku jak Jon, na którym śmiercią walecznych umiera się co najwyżej na hemoroidy.Na szczęście dotarli do Pentagonu, bo w przeciwnym razie Jon znowu zacząłby się zastanawiać, czy dobrze robił dokuczając swemu dowódcy w Iraku,który pozbył się go przy pierwszej nadarzącej się okazji-takie rozmyślania z kolei skończyłyby się zwołaniem kumpli z podobnych stanowisk i wielkim pijaństwem "na smutno".Kolejnym.

Właściwie, to Jon mógłby już iść do domu, ale wolał jednak przyjść-był na manewrach cztery dni-pewnie papierów w skrzynce "Przychodzące" nagromadziło się już dość żeby czytanie zajęło mu cały wieczór.Najbardziej czekał na list dotyczący najnowszych manewrów na które miał go wysłać jego stary przyjaciel jeszcze z czasów Akademii Sił Powietrznych-admirał Robby Jackson-obecnie dowódca Floty Atlantyku.Jon włączył więc komputer wsunął do czytnika płytę Marka Knopflera "Screenplaying", włączył ekspres do kawy i usiadł na swoim sfatygowanym krześle.
-Dziwne-mruknął patrząć na biurko-Listów jakoś mało.-
Jon przejrzał skrzynkę e-mailową-jego prawnik zawiadamiał go,że prawie-już-była żona Dorothea zażądała całego domu i nie zgadza się na podział.Jon olewał do tej pory sprawy związane z podziałem majątku, ale forsa była mu desperacko potrzebna, więc wysłał do prawnika odpowiedź, w której go poinformował,że albo wynegocjuje sprzedaż domu i podział zysków 50:50, albo może się uważać za zwolnionego.Ponadto jego honorarium wyniesie 15% od tego, co Jon dostanie za dom. Wysłał wiadomość i przeciąnął się na krześle, które mocno zaprotestowało.
Jon rozejrzał się po gabinecie-małe przytulne biuro, niebrzydka sekretarka,siedząca za drzwiami(dziś akurat miała wolne),ładny widok no i zdjęcia modelek zdobiące ściainy.....zaraz gdzie moja Maria Bello??Gdzie moje zdjęcia z biurka??I co to za pudłą pod ścianą, do jasnej cholery??Poczuł w gardle wielką gulę, a żołądek zacisnął mu się w małą kulkę.

Kiedy pierwszy szok ustąpił miejsca panice, a następnie wściekłości,Jon postanowił się dowiedzieć kto odpowiada za to wszystko.Podniósł słuchawkę telefonu, by kogoś opieprzyć(w tej sytuacji kogo dokładnie miało najmniejsze znaczenie) i w tej chwili wszedł do jego pokoju jakiś sierżant. Zasalutował,podał mu kopertę i zapytał, czy Jon zechce pokwitować odbiór. Rad nierad Jon musiał podpisać. Kiedy natomiast sierżant spytał, kiedy dokładnie Jon opróżni pokój, bo on też ma swoje obowiążki, lotnika opuściła cała uprzejmość i w dwuminutowej wiązance przekleństw-w trakcie której żadne ze słów nie powtórzyło się dwukrotnie-zażądał by podoficer opuścił jego pokój. Sierżant wzruszył ramionami i zasalutował-niejeden raz miałjuż do czynienia z oficerami którzy spadali ze szczytu-te studenciki,WASP-owskie głąby które pierwszy raz zetknęły się z prawdziwym życiem zawsze zachowywały się tak samo. To,że komandor Jon Bongiovi był z pochodzenia Włochem i pochodził z rodziny na wskroś robotniczej miało w tej chwili najmniejsze znaczenie.
Jon otwarł kopertę, nalał sobie kawy i-nawet nie wyciągając łyżeczki z kubka zaczął czytać:

Annapolis 2007.09.03
OD: Komandor Jon Bongiovi
DO: CINCATL Robby Jackson
DOTYCZY: Nowy Przydział
1. Z DNIEM DZISIEJSZYM ZWALNIA SIĘ W|W ZE STANOWISKA ZASTĘPCY SZEFA DEPERTAMENTU ĆWICZEŃ I TRENINGU PRZY SZEFOSTWIE POŁĄCZONYCH SZTABÓW.
2. ZWOLNIENIE NIE NASTĘPUJE Z POWODÓW DYSCYPLINARNYCH
3. W|W MA OBOWIĄZEK ZEBRAĆ RZECZY OSOBISTE I PRZYGOTOWAĆ RAPORT DOTYCZĄCY ROZPOCZĘTYCH CZYNNOŚCI
-Cóż to za piperzenie?-mruknął Jon-Tego nie mógł spłodzić Robby Jackson-
4. Z DNIEM DZISIEJSZYM WZYWA SIĘ W|W DO NAJSZYBSZEGO JAK TO TYLKO MOŻLIWE STAWIENNICTWA U MNIE CELEM POTWIERDZENIA ODBIORU NOWEGO PRZYDZIAŁU
-Eufemizm oznaczający natychmiast-stwierdził Jon
5. Z DNIEM DZISIEJSZYM POWOŁUJE SIĘ W TRYBIE PILNYM W|W NA STANOWISKO OFICERA OPERACYJNEGO I ZASTĘPCY DOWÓDCY VF 41(CVN-72).
6.W ZWIĄZKU Z WYBITNYMI OCENAMI LĄDOWAŃ NA LOTNISKOWCU, ATAKÓW NA CELE POWIETRZNE I NAZIEMNE W POWOŁOWYWANIU W|W POMIJA SIĘ PROCEDURĘ EGZAMINACYJNĄ
7. W PRZYPADKU NIE POJAWIENIA SIĘ U MNIE W|W DO DNIA 2007.03.10
ZOSTANIE ON DOPROWADZONY DO MNIE PRZEZ ŻANDERMERIĘ WOJSKOWĄ

CINCATL Rooby Jackson
Jon złapał za telefon, wystukał numer i drżącym głosem powiedział:
-Robby,tu Jon.-

W ciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin tyle wydarzyło się z Jonem, przez Jona i wokół Jona,że stracił praktycznie zupełnie rachubę czasu. Jackson wręczył mu bilet na rejsowy lot do Madrytu,który miał zacząć się za cztery godziny, a następnie gratulując mu przydziału zwalisty murzyn wyściskał Jona i życzył mu powodzenia. Doradził mu żeby się modlił o pokój, długo i wytrwale.
-Jeśli bedzie wojna, bedziesz na samym froncie.-
Jon tylko kiwnął głową. Oglądął CNN i wiedział,że na granicy izraelsko-libańskiej właściwie codziennie dochodzi do potyczek.Gdy wychodził Robby dał mu książkę "Sprawa honoru" Lynne Olson i Stanleya Clouda.
-Weź. Poczytaj,jak traktujemy zwycięzców.Przeprosiłeś się z żoną?-
-Nie. Dzielimy w tej chwili dom.-
-Szkoda, wielka szkoda. To dobra rzecz gdy żołnierz ma po co wracać do domu.-
Jon tylko wzruszył ramionami,stanął na baczność ,zasalutował i wyszedł.
Specyfika jego służby była taka,że zawsze był spakowany. Więc,gdy Jon przjechał do domu tylko dorzucił do swoj ego marynarskiego worka parę książek, okulary przeciwsłoneczne i piżamę. Resztę miał dostać na lotniskowcu. Dzięki temu,że Dorothea gotowała wręcz przeokropnie Jon bez problemów wbił się w swój najstarszy-jeszcze z czasów Akademii-mundur galowy.Gdy wychodził z domu i wrzucał worek na tylne siedzenie Hummvee oddanego mu do dyspozycji przez JAcksona zauważył,że żona nawet nie spojrzała w jego stronę.Dotarł na lotnisko w samą porę, udało mu się przespać cały lot do Madrytu, gdzie na lotnisku przywitał go attache wojskowy ambasady, który wręczył mu bilet na lot na Korsykę, jon dotarł tam Piperem Chieftainem, który trzeszczał jakby zbudowano go jeszcze w czasie drugiej wojny.Tam z kolei dowiedział się,że ma dotrzeć na Sycylię, gdzie usłyszał,że musi dotrzeć do ambasady w Rzymie, żeby attache powiedział mu co robić. Nawrzeszczał jednak na pracowników tak skutecznie,żeby się okazało,że Sea King stojący na płycie lotniska czeka już tylko na niego i tym sposobem niemiłosiernie rzucający helikopter dostarczył go na lotniskowiec klasy Nimitz USS "Lincoln"

Ryk jednego silnika odrzutowego GE F110-400 potrafi być przerażający, a co dopiero mówić o dwóch. Jednakże gdy tylko Jon wyskoczył z Sea Kinga i usłyszał ten odgłos od razu poczuł,że jest w swoim prawdziwym domu. Startujący F-14 "Tomcat" któy wydał z siebie ten odgłos uniósł się nad pokład lotniskowca i skierował na wschód. Jon usmiechnął się i ruszył w stronę zejścia pod pokład Obserwował przy okazji sprawne działanie załogi lotniskowca-zdumiała go wprawdzie duża ilość "czerwonych koszul"(//załoga pokładu lotniskowca ma różne kolory ubrań-żeby było wiadomo kto za co odpowiada- i tak ludzie odpowiadający za bezpieczeństwo mają koszule białe, ci od uzbrojenia czerwone-itd.//),ale na razie nie przejmował się tym.Spojrzał na zegarek-była ósma rano.Objuczony walizkami i marynarskim workiem -cały czas w mundurze galowym-usiłował znaleźć swojego dowódcę,co zajęło mu trochę czasu.Muskularnej postury murzyn w średnim wieku szedł akurat korytarzem, gdy Jon zapytał go:
-Jesteś z VF-41?-
-Tak.-
-Gdzie znajdę dowódcę?-
-A kto pyta?-
-Nowy oficer operacyjny i zastępca w jednej osobie.A co?-
-Ja jestem dowódcą. Zaraz zaczyna się odprawa, więc lepiej się pospiesz.-
-A gdzie ja mam spać?-spytał Jon
-Kwatermistrz jest na końcu korytarza.-
Jon dopadł kwatermistrza w chwili gdy ten wychodził akurat na śniadanie,musiał go więc długo błagać, by ten znalazł mu kajutę, do której mógł wrzucić swoje rzeczy,ale opłąciło się-dostał pojedynczy pokoik.Wrzucił tam bety i poleciał na odprawę.Konstrukcje lotniskowcó klasy Nimitz znał na tyle dobrze,że bez pudła trafił do właściwego pokoju, ale odprawa już się kończyła.Dowódca mówił:
-Dziś my opiekujemy się odtwarzaczem i my pilnujemy odtwarzanych filmów.Szwed, co dziś puszczmy?-(//Piloci mówią do siebie nazwami kodowymi których używają w korespondencji radiowej-coś jak nasze nicki. Oczywiście do osób wyższych stopniem, nie wolno się zwracać pseudonimem//)
Wysoki blondyn o nordyckich rysach wypręzył się na baczność i odpowiedział:
-Włądca Pierścieni:Dwie wieże,sir-
-Są tam jakieś gołe baby-odpowiedział po chwili zamyślenia dowódca
-Nie, sir-odpowiedział Szwed
-Odwołać pokaz.-powiedział dowódca.Cała sala ryknęła śmiechem
-A teraz panie i panowie, przedstawiam wam mojego nowego zastępcę i oficera operacyjnego. Oto Jon Bongiiooooooviiiii-powiedział specjalnie artykułując ostatnie samogłoski jakby zapowiadał walkę bokserską-Przedstaw się synku.-Wszystkie głowy zwróciły się na niego.
-Komandor Jon Bongiovi,Sztylet-Twarze kilku starszych piltów zmarszczyły się w grymasie-na taki pseudonim trzeba sobie zasłużyć.-Dzień dobry-wydukał w końcu Jon
-Wkupne,wkupne,wkupne-zaczęłą skandować sala.Jon błyskawicznie zrozumiał o co chodzi-"nowy"do każdego dywozjonu musiał się wkupić. Na szczęście przygotował się do tego i wyjął z marynarskiego worka dwie kasety video z hitami: jeden nosił tytuł:"Na złotowłosej", a drugi "Polowanie na miss października".Cały dywizjon zgodnie zagwizdał
.Dowódca spytał:
-Przyjmujemy go?-
-Może się wyrobi.Siadaj.Choć tu-takie okrzyki zaczęły padać z różnych kierunków sali
-Dobra głąby.-krzyknął dowódca.-Na patrol.A ty, Scyzoryk,-powiedział do Jona-chodź tu.Zobaczysz jak wygląda sytuacja.-

Nakres taktyczny przedstawiał sytuację.Jon mruknął tylko
-Nie jest dobrze.-
-To jeszcze nie koniec.Libańczycy kupili dużo maszyn od wszystkich-od Hindusów,od Irańczyków.-
-Jakie?-
-Fittery,Frogfooty, Flankery,Fulcrumy,Blindery,Backfire`y....od wyboru do koloru.-
-Mamy jakieś wsparcie.-
-Grupa Ike`a(//lotniskowca USS "Eisenhower"//) już do nas plynie,ale dotrze tu za trzy dni, a zanim zajmą pozycję upłyną następne dwa.-
-To razem pięć dni.-
-Za pięć dni ta wojna może się już skończyć-westchnął ciężko dowódca-I niekoniecznie dobrze,komandorze,niekoniecznie dobrze.-

Jon upewnił się,że wszystkie kontrolki świecą się na zielono,zdjałręce z drążka, położył je na specjalnych uchwytach i powiedział przez radio.
-Dagger,VF-41,Proszę o pozwolenie na start.-
-Udzielam, Dagger.Dobrego lotu.-
To chyba lubił chyba najbardziej. Start z lotniskowca przypomina uruchomienie Ferrari 575 albo innego szybkiego wozu.Człowiek po prostu czuje MOC! I ta upajająca świadomość,że panuje się nad tą mocą-wspaniałe uczucie.Ranek nad Morzem Śródziemnym wstawał tego dnia z wyraźnym bólem w kościach,słońce mimo wysiłków bardzo powoli przebijało się przez chmury,które jak głosił komunikat meteo miały zwycieżyć z nim ten bój o aurę koło południa i przynieść opady deszczu. Dzień zapowiadał się więc wspaniale. Powrót z patrolu,wypełnienie papierów, przygotowanie się do jutrzejszej odprawy i wczesna kima.
Jon uśmiechnął się więc i przestawił HUD w tryb nawigacyjny kierując się na swój pierwszy punkt nawigacyjny.Cisza radiowa nie obowiązywała, ale nie znał swojego nowego skrzydłowego, Marka "MRT" Foxa,jednego z nielicznych którzy w czasie "Pustynnej Burzy" zestrzelili samolot iracki z samolotu innego niż F-15.Sądząc po stylu lotu "MRT" wyglądał na dość spokojnego gościa.W czasie "Pustynnej burzy", to on pilotował jeszcze tylko swoje łózko. Ba!W 91 roku po raz pierwszy latał z kopilotem....nazywała się Davies....Anette Davies!Na balu maturalnym, na który poszedł z tą...no....jakżesz jej było....Nazywała się Jacobsen,a na imię miała....Christina.Tak Christina Jacobsen.Ale jak przypadkowo usłyszał,gdy akurat rozmawaiał ze znajomymi modelarzami, Jacobsen stojącą za kotarą rozmawiającą ze swoimi psiapsiółkami na jego temat, to aż mu się włosy na karku zjeżyły. Pognał do baru gdzie spotkał Davies, którą znał od dość dawna,zaczęli rozmawiać i wtedy, lekko już naoliwiony, w tej małej, chudej jak szczapa brunetce o zadziornym charakterze dostrzegł to czego brakowało mu (i Bogiem,a prawdą-dalej brakuje) w życiu-odrobiny uznania, zrozumienia,wysłuchania-w sumie niedużo, no nie? Skończyło się u niego, w pustym mieszkaniu(rodzice akurat wyjechali-po prostu ojciec dobrze wiedział,że tak będzie i zwolnił synowi mieszkanie-mój Boże, on też miał dziewiętnaście lat i wiedział jak facet się wtedy czuje), na łóżku rodziców przy dźwiękach "Wish you were here" Pink Floyd. Do dziś pamiętał jak jedwabistą miałą skórę,ciepły głos,delikatne,drobne dłonie.Chodził potem przez tydzień z tak głupkowatym uśmiechem,jakby go wzięto prosto z reklamy kotletów sojowych,ale był z Davies jeszcze trzy miesiące, potem ona wyjechała, on wstąpił do wojska i rozeszło się, ale do dziś pisali do siebie listy-z żadną dziewczyną nie było Jonowi tak dobrze-nie tylko w nocy,ale też rano, wpołudnie, po południu,wieczorem.....A z żoną to już szczególnie!Właściwie to po co się pobierali?Ostatnie myśli tak wściekły JOna,że rzucił paroma kurwami do mikrofonu.
-Hej,Dagger, w porządku?-usłyszał w słuchawkach
-Tak,a co jest?-
-No niby nic,ale rzuciłeś coś dwoma przerywnikami.-
-Aaaa,o żonie myślałem.-
-Domyśliłem się, gdybyś mówił o teściowej, rzuciłbyś dużo dłuższa wiązankę.-
-Znasz moją teściową?-zdziwił się Jon
-Nie.Mam swoją,-zarechotał Mark-I też o niej ciepło myślę.-
Zaczęła się wymiana żartów z gatunku "Jak długo można patrzeć na teściową?Aż się muszka ze szczerbinką zejdzie" i inne znacznie pieprzniejsze.Sielnaka trwała jeszcze trzy waypointy,aż tu nagle...

-Black ace 2,black ace 2, tu Lincoln,zgłoście się.-
-Tu black ace dwa.Co się dzieje?-Spytał Jon
-80 mil na wschód od was płynie konwój naszych okrętów i paru statków cywilnych.-
-To bardzo miło z ich strony,a co my mamy do tego?-
-Idzie na nich ekipa 10 samolotów.Przechwycić.-
-Przyjąłem Lincoln, jakie zasady?-
-Od tej pory wy i cała grupa Lincolna jest w stopniu DEFCON1.-/czyli moga zniszczyć wszystko co przejawia wrogie zamiary
Jon aż zagwizdał-czyżby zaczęłą się znowu wojna?Wprowadził dane do komputera nawigacyjnego, pomachał skrzydłami i wraz ze skrzydłowym skierował się w stronę konwoju.

Admirał Hector Torres dowodził już wieloma jednostkami-nawet lotniskowcem i nie pierwszy raz miał brać udział w walce-zdążył jeszcze ostrzelać i zatopić nowiutkim Harpoonem rządową barkę w Panamie,ale pierwszy raz prowadził cały konwój tak blisko wroga. Miał informację o zbliżającej się grupie samolotów wroga,ale lotnicy z Lincolna obiecali się nimi zająć,a w razie czego-od czegóż jest system AEGIS?Dużo bardziej martwił go libański krążownik klas Kirov, który posuwał się bezszelestnie za nimi-jego "Princeton"poradziłby sobie z nim,ale co ze statkami handlowymi-zwłaszcza te z amunicją.Zatopić je-to jak zabrać dziecku lizaka-te cholerne Granity(Rosyjskie pociski rakietowe SS-N-19 podobno mogą manewrować przed trafieniem.Ale chwilowo musiał martwić się też o samoloty.
-Jak to wygląda?-spytał oficera radarów
-Idą na nas.-
-Mamy coś dla nich?-
-Jeszcze ze dwa megawaty.-admirał mówił o mocy radarów przeciwlotniczych.Kto za długo go lekceważył mógł doczekać się dwugłowego potomka
-Daj im. Dobra weps-weps to oficer uzbrojenia-oświeć no ich.-
Rakiety przeciwlotnicze błyskawicznie wycelowały w nadlatujące samoloty.
-Kapitanie,pilociki nadlatują.-

Jon i Mark spadli na samoloty z góry jak jastrzębie.Libańscy piloci nie stanowili Red Arrows,ale całkiem wprawnie rozeszli się i skierowali tam skad przylecieli. Sztylet i MRK nie zeszli im jednak z ogonów
-Fulcrumy!Pieprzone fulcrumy!-zaklął skrzydłowy Jonamówił o MiG-ach 29-świetnych maszynach, które mogły stanowić poważne zagrożenie-Skąd oni je mają?Co jest??-Samolot skrzydłowego zaczął jakoś dziwnie lecieć,a sądząc po locie,stracił lewy silnik-
-Straciłem lewy silnik!Nie wiem co sie dzieje!-
-Black ace 2,black ace2. Tu Lincoln. Co jest?-
-Zamknij się Lincoln.-ryknął Jon-Mark, jak z To...MRT uważaj-ryknął znowu.Zbliżył się do niego MiG z którym wyraźnie coś się działo.Chwilę później obie maszyny zniknęły w ognistej kuli.

-O kuurwa-wymknęło się kilku zgromadzonym wokół radaru oficerom na "Princeton" gdy dwie kropki na radarze złączyły się, a potem nagle zniknęły.

Jon odwrócił sod tej sceny oczy,odbezpieczył broń i wycelował w najbliższy samolot.
-Proszę o pozwolenie na użycie broni.-
-Negative.Black Ace 2, wracaj do domu.-
-Przyjąłem.-powiedział Jon zachrypniętym głosem.W gruncie rzeczy,nie było sensu wszczynać wojny o jedno zderzenie w powietrzu.-
-Black ace 2,black ace 2, tu "Princeton" widzę spadochron.-
Jon z nadzieją przełknął ślinę i skierował się w stronę "Lincolna"

"Za co kocham Ferrari?Bo jest jak Manchester United-czerwone,utytułowane i ma na świecie miliony ludzi gotowych zjeśc dla niego ostatnią koszulę."
Awatar użytkownika
trapper
mod
 
Postów: 1046
Od: 03 Mar 2002 02:52
Miejscowość: Krak
Płeć: Nie określono

Postprzez kkglitter on 25 Mar 2007 11:42

anyone heard the demo for Bells Of Freedom...different lyrics....pretty cool version but i prefer the cd version....any other opinions on the demo?
kkglitter
Get Ready
 
Postów: 34
Od: 25 Mar 2007 05:12
Płeć: Nie określono

Postprzez Captain Kidd on 25 Mar 2007 17:38

BJ demos sounds better then a finall version. Especially after Crush era XD
And this topic isn't about BOF song, but this is story written by Trapper ;)

Image
Awatar użytkownika
Captain Kidd
zły mod
 
Postów: 3215
Od: 05 Gru 2004 18:13
Miejscowość: Bułgarskie Centrum Hujozy
Płeć: Facet

Postprzez kkglitter on 25 Mar 2007 18:02

oops, didn't realize...my bad :confuse:
kkglitter
Get Ready
 
Postów: 34
Od: 25 Mar 2007 05:12
Płeć: Nie określono


Strona główna FAN CENTER Twórczość Fanów

Powróć do Twórczość Fanów

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

cron